logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marcin Gadomski/ PAP

Lechia i Cracovia nie zwalniają

Wtorek, 26 lutego 2019 (22:31)

W piłkarskiej ekstraklasie trwają imponujące serie Lechii i Cracovii. Gdańszczan przybliżają do mistrzostwa Polski, a krakowian do czołowej ósemki i… miejsca gwarantującego udział w europejskich pucharach.

28 września 2018 roku... Tego dnia Lechia poniosła ostatnią porażkę w tym sezonie i zarazem jedną z dwóch. To imponujący dorobek, zaważywszy, że piłkarze mają za sobą 23 kolejki. W ostatniej gdańszczanie pokonali na własnym stadionie Wisłę Kraków. Skromnie, 1:0, acz zasłużenie, potwierdzając w tym spotkaniu wszystkie swe walory i atuty. Lechia nie jest może najładniej grającym zespołem ligi – ba, na pewno nie jest, bo szczerze mówiąc, jej występy zwykle ogląda się ciężko. Jest jednak bardzo dobrze poukładana i zorganizowana. Piłkarze wiedzą, co mają na boisku robić i to robią. – Nie musicie wcale grać pięknie, tylko skutecznie i wygrywać – mawia im często trener Piotr Stokowiec i może być dumny z podopiecznych, bo właśnie tak grają. Gdańszczanie w sobotę znów wykazali się imponującym wyrachowaniem, znów cierpliwie czekali na swoje szansę, jedną wykorzystali, nie pozwalając przy tym wiślakom na oddanie celnego strzału.

Po tym meczu podopieczni Stokowca umocnili się na prowadzeniu w tabeli, powiększając przewagę nad Legią Warszawa do siedmiu punktów. To już dużo, a na tym etapie sezonu już dawno różnica między pierwszą a drugą drużyną nie była tak widoczna. Czy to oznacza, że Lechia znalazła się na prostej wiodącej do tytułu? Może nie aż tak bardzo, ale podobnej okazji może już nie mieć nigdy.

Tym bardziej że ma słabych rywali. Taka Legia… Ricardo Sá Pinto może mówić, co chce, może narzekać na sędziów, rywali, oburzać się, krzyczeć, wściekać, wszędzie szukać winnych – a powinien na chwilę ochłonąć, by zobaczyć, że to jego drużyna nie gra tak, jak powinna. Nieciekawie, schematycznie, bez błysku. W sobotę w Poznaniu poniosła drugą kolejną porażkę, drugą zasłużoną – a przecież teoretycznie posiada najmocniejszy skład, najsilniejszą kadrę, która nie powinna mieć większych problemów z wywalczeniem tytułu. Dziś się on jednak oddala.

Zatrzymując się przy klasyku na Bułgarskiej – był taki sobie. Lech w ciągu 90 minut oddał trzy celne strzały, Legia jeden. Niewiele, jak na dwie krajowe „potęgi”. Gospodarze rozpoczęli pojedynek z wolą zrehabilitowania się za kompromitację w Gliwicach i to się im udało, dzięki czemu Adam Nawałka mógł głęboko odetchnąć z ulgą.

Swój zwycięski marsz przedłużyła za to Cracovia. Niedzielna wygrana z Jagiellonią była jej siódmym zwycięstwem z rzędu. Po raz ostatni taką serią mogła się pochwalić w… 1948 roku, kiedy to zdobyła mistrzostwo Polski. Czy teraz może powtórzyć ten wynik? Nie, ale całkiem realne, że drużyna Michała Probierza wskoczy na podium. Niby wciąż walczy o „ósemkę”, jednak jeśli ktoś wygrywa tyle meczów z rzędu, jeśli gra przekonująco, z pomysłem i sensem, jeśli ma w składzie utalentowanych zawodników, uskrzydlonych wynikami, to nie może spoglądać za, tylko przed siebie. A od podium „Pasy” dzielą już tylko trzy punkty. – Teraz czekają nas trudne mecze z zespołami broniącymi się przed spadkiem, Wisłą Płock i Zagłębiem Sosnowiec. Przystąpimy do nich w innym położeniu, także dlatego, że wszyscy dopisują nam trzy punkty, a każde niepowodzenie będzie traktowane jak rozczarowanie – powiedział Probierz, starając się zachowywać jak najwięcej spokoju.

W 23. kolejce padło 17 goli, co daje średnią 2,125 bramki na mecz. Przeciętną. Jedną z nich strzelił Marcin Robak ze Śląska Wrocław i było to jego 112. trafienie w ekstraklasie. Dzięki temu awansował na 16. miejsce w klasyfikacji wszech czasów, wyprzedzając Grzegorza Latę. Gospodarze odnieśli aż sześć zwycięstw, goście tylko jedno. Sędziowie pokazali 36 żółtych i jedną czerwoną kartkę. Na trybunach zasiadło nieco ponad 83 tysiące widzów.

Wyniki 23. kolejki: Korona Kielce – Pogoń Szczecin 1:1 (0:1). Wato Arweładze (84. – wolny) – Adam Buksa (20); Arka Gdynia – Piast Gliwice 1:2 (0:2). Damian Zbozień (88. – głową) – Jakub Czerwiński (28. – głową), Joel Valencia (42); Górnik Zabrze – Zagłębie Sosnowiec 2:1 (1:0). Walerian Gwilia (12.), Igor Angulo (60.) – Zarko Udovicic (51.); Lech Poznań – Legia Warszawa 2:0 (1:0). Nikola Vujadinovic (8.), Christian Gytkjaer (79. – karny); Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 1:0 (1:0). Filip Mladenovic (41); Miedź Legnica – Wisła Płock 2:1 (1:1). Paweł Zieliński (22.), Mateusz Szczepaniak (74.) – Aleksandar Miljkovic (43. – samobójcza); Cracovia Kraków – Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0). Ołeksij Dytiatjew (48.); Śląsk Wrocław – KGHM Zagłębie Lubin 2:0 (1:0). Mateusz Radecki (43. – głową), Marcin Robak (52. – głową).

Tabela

1. Lechia Gdańsk 23 49 37:18

2. Legia Warszawa 23 42 35:24

3. Jagiellonia Białystok 23 39 38:30

4. Piast Gliwice 23 37 34:26

5. Lech Poznań 23 36 35:29

6. Korona Kielce 23 36 28:25

7. Cracovia Kraków 23 36 25:22

8. Pogoń Szczecin 23 35 33:28

9. Wisła Kraków 23 32 34:32

10. Zagłębie Lubin 23 30 36:35

11. Arka Gdynia 23 25 34:35

12. Śląsk Wrocław 23 24 31:31

13. Miedź Legnica 23 24 23:42

14. Górnik Zabrze 23 23 28:41

15. Wisła Płock 23 20 31:41

16. Zagłębie Sosnowiec 23 15 28:51

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl