logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Piotr Nowak/ PAP

Zaczyna się prawdziwa gra

Poniedziałek, 18 marca 2019 (19:54)

Jerzy Brzęczek, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski, ma świadomość, że czwartkowy mecz z Austrią – pierwszy w eliminacjach do Euro 2020 – będzie ciężkim wyzwaniem, ale liczy, że biało-czerwona drużyna, w której jeden walczyć będzie za drugiego, mu podoła.

Sześć spotkań – zero zwycięstw. Po trzy remisy i porażki. Spadek do niższej dywizji Ligi Narodów. To dotychczasowy bilans Brzęczka w pracy z narodową drużyną. Na pierwszy rzut oka – mało imponujący. A tak naprawdę niemający aż takiego znaczenia. Pewnie, że każdy wolałby widzieć reprezentację triumfującą i odnoszącą sukcesy. Biegając w koszulce z orłem na piersi, zawsze gra się bowiem o zwycięstwo, tu nie ma wątpliwości i dyskusji. Ale jesienią Brzęczek i piłkarze nawzajem się poznawali. Budowali zespół. Porażki w takim procesie można było wliczyć w „koszta”, szczególnie że to, co najważniejsze, miało dopiero nadejść. A najważniejsza w przygodzie tego selekcjonera ma być walka o awans na Euro 2020. Przygotowaniom do niej służyły jesienne mecze. Jesienne porażki.

– Ostatnie pół roku pod względem wyników na pewno nie mogło nas satysfakcjonować. Ale tego czasu nie zmarnowaliśmy. Wyciągnęliśmy wnioski, przeanalizowaliśmy pewne sprawy, co – mam nadzieję – pozwoli nam stworzyć drużynę odpowiednio funkcjonującą na boisku. Nasi zawodnicy bardzo dobrze spisują się w swoich klubach i teraz naszym zadaniem będzie przeniesienie ich formy i potencjału na rzeczywistość reprezentacyjną. Chcę drużyny, która będzie walczyła o mistrzostwa Europy – powiedział dziś selekcjoner.

Walkę tę rozpocznie już w najbliższy czwartek w Wiedniu, meczem z Austrią. Rywalem bardzo komplementowanym przez polskiego trenera.

– To bardzo niewygodny zespół, tworzony przez zawodników znakomicie przygotowanych pod względem fizycznym. Wielu z nich występuje na co dzień w Bundeslidze i będziemy musieli na nich mocno uważać. Kluczowe dla wyniku mogą okazać się agresja, zdecydowanie i bezkompromisowość w pojedynkach – podkreślił. I dodał: – Te eliminacje będą krótkie i szybkie, z dużą intensywnością spotkań i bez czasu na treningi, a tym bardziej eksperymenty. Przeciw Austrii na pewno nie wystarczy sama ładna gra. Musimy tworzyć ekipę, w której jeden będzie walczył za drugiego.

Brzęczek wie, jakie są oczekiwania. Wie, że kibice są optymistami, szczególnie pamiętając o tym, jakim potencjałem ofensywnym dysponuje reprezentacja Polski. Tria: Robert Lewandowski – Arkadiusz Milik – Krzysztof Piątek zazdroszczą nam chyba wszyscy, problem polega tylko na tym, że we trójkę raczej się na boisku nie pojawią. Brzęczek będzie musiał dokonać wyboru, a potem odbyć zapewne niełatwą rozmowę z podopiecznymi.

– Mamy wielki komfort, wysoką jakość z przodu, ale liczba znakomitych nawet piłkarzy ofensywnych niekoniecznie musi przekładać się na jakość gry ofensywnej. Przed nami kilka zadań i wyzwań. Piłkarze na boisku muszą doskonale się rozumieć i odpowiednio na nim działać. Rozważmy taki scenariusz: wychodzimy z trzema napastnikami i tracimy gola, gra się nie układa. Co wtedy mamy zrobić? Ściągnąć jednego z nich? Kogo wtedy wstawimy w zamian? Nie byłoby to do końca logiczne – zauważył trener.

Trudnych decyzji będzie zresztą więcej – na szczęście też wynikających z „kłopotów” bogactwa. Choćby przy wyborze bramkarza, bo i Łukasz Fabiański, i Wojciech Szczęsny gwarantują najwyższy poziom, a na boisko będzie mógł wyjść jeden z nich.

– Będziemy się starać wybierać bramkarza na najbliższe cztery mecze. Potem podejmiemy decyzję odnośnie do „jedynki” na jesienne spotkania. Zresztą, już wiemy, kto zagra, ale najpierw muszą dowiedzieć się o tym zawodnicy, a potem dziennikarze – przyznał Brzęczek.

Trener nie ukrywał radości z wysokiej formy Jakuba Błaszczykowskiego. Jesienią, gdy go powoływał, odzywały się głosy krytyków. A to, że piłkarz nie gra w klubie, że nie prezentuje się tak jak wcześniej. Głosy te cichły, gdy tylko Błaszczykowski na murawę wychodził, bo nie zawodził – ale były.

– Kuba jest obecnie w takim stanie fizycznym, w jakim nie był od dawna. Ma znakomite wyniki badań wydolnościowych. Powrót do ekstraklasy i regularna gra okazały się dla niego niezwykle istotne. Z każdym meczem wzrasta jego pewność siebie, pokazuje wysokie umiejętności. Biorę go pod uwagę zarówno na prawym, jak i lewym skrzydle – powiedział Brzęczek.

Nie znaczy to oczywiście, że rekordzista pod względem liczby występów w narodowych barwach ma zapewnione z urzędu miejsce w składzie. Nie ma. Brzęczek bierze pod uwagę także Przemysława Frankowskiego, którego powołał, choć nie ukrywał wcześniej niezadowolenia związanego z jego transferem do Chicago Fire.

– Mam nadzieję, że zmiana strefy czasowej nie będzie wpływała na niego negatywnie pod względem psychicznym i fizycznym. Chciałbym, by prezentował taką formę jak jesienią, kiedy to – według mnie – zdał piłkarską maturę – podkreślił selekcjoner.

Przed czwartkowym meczem ma właściwie tylko jeden prawdziwy, poważny problem związany z obsadą lewej obrony. Gdyby był zdrowy i w formie, to na murawę by wybiegł Maciej Rybus. A tak Brzęczek musi kombinować. – Rozważamy kilka wariantów. Być może na tej pozycji wystąpi Bartosz Bereszyński, tym bardziej że jego miejsce na prawej stronie mógłby zająć Thiago Cionek. Mamy też Arka Recę, alternatywą jest Artur Jędrzejczyk – wyliczał trener.

Jutro nasi reprezentanci będą trenować w komplecie na stadionie Polonii Warszawa. Do Wiednia wylecą w środę, a w czwartek rozpoczną walkę o awans na Euro 2020. Trzy dni po spotkaniu z Austrią zmierzą się w Warszawie z Łotwą.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl