logo
logo

Zdjęcie: Leonhard Foeger/ Reuters

Pierwszy krok do Euro 2020

Piątek, 22 marca 2019 (19:48)

Mecz z Austrią w Wiedniu może być momentem zwrotnym w historii drużyny narodowej prowadzonej przez Jerzego Brzęczka? Może – i oby tak się stało. Na razie wykonała ona pierwszy, znaczący krok na drodze do awansu na Euro 2020.

Polska wygrała 1:0 – i z tego powodu selekcjonerowi spadł kamień z serca. Nie tylko oczywiście jemu, ale Jerzy Brzęczek na pewno miał dość bycia „tym, który jeszcze nie zwyciężył”. Jesienią prowadził kadrę w sześciu meczach, notując w nich po trzy remisy i porażki. Teraz wreszcie mógł podnieść ręce w geście triumfu. Wypracowanego. Chciałoby się napisać – zasłużonego, ale w czwartek w Wiedniu najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłby chyba remis. Polska jednak przechyliła szalę na swoją stronę, mocno na to zapracowawszy. Nie było w tym sukcesie przypadku. Trochę szczęścia – tak, ale przypadku nie.

Po drugie, w czwartkowy wieczór widzieliśmy zespół… może nie efektowny, może nie porywający, ale solidny i realizujący to, co nakazał trener. Fakt, na początku było nieco chaosu. Nasi chcieli bowiem grać jak najszybciej, jak najprostszymi środkami przedostawać się w pobliże pola karnego rywali i niekiedy za ten pośpiech płacili stratami. Błędami. Z czasem jednak było lepiej, szczególnie gdy piłkę dostawał Piotr Zieliński. Ustawiony na swej ulubionej pozycji, czyli lewej stronie pomocy, gdy tylko miał futbolówkę przy nodze, wiedział, co z nią zrobić. Napędzał akcje, starał się rozgrywać, kreować, słowem – może jeszcze nie jak w Napoli, ale z powodzeniem wcielił się w rolę lidera. Szkoda, że musiał zejść z boiska z powodu kontuzji, jednak nie ma tego złego… Zastąpił go człowiek, który został bohaterem meczu.

Krzysztof Piątek, bo o nim mowa, chciał zagrać od pierwszej minuty, zagrał od godziny, ale w krótkim czasie potwierdził kilka rzeczy. Jest napastnikiem niesamowicie skutecznym, zdobywa bramki, piłka w polu karnym go szuka, ma instynkt, intuicję, spryt, szczęście, krótko mówiąc, te wszystkie cechy, które powinien mieć snajper doskonały. Owszem, jedną „setkę” zmarnował, a była to okazja, którą powinien wykorzystać z zamkniętymi oczyma – ale to jego gol zapewnił Polsce bezcenne zwycięstwo.

Przy okazji Piątek pokazał, że może grać razem z Robertem Lewandowskim. Grać i współpracować jak trzeba. Ogromna w tym była zasługa kapitana. Ktoś mógł „wybrzydzać”, że „Lewy” nie zdobył bramki i praktycznie nie oddał groźnego strzału. Fakt. Ale i tak wykonał ogromną pracę. W defensywie. W rozegraniu, bo często się cofał i próbował dogrywać piłkę lepiej ustawionym kolegom. To on dostrzegł Piątka w bodaj najpiękniejszej akcji meczu, niestety zmarnowanej przez napastnika Milanu.

Bardzo dobre zawody zanotował Kamil Grosicki. Jak zwykle – szybki, dynamiczny, nieobawiający się indywidualnych pojedynków, wiele z nich wygrywający, kąsający rywali strzałami z dystansu.

Na plus i co najważniejsze na zero z tyłu zagrała defensywa. W środku swoją robotę wykonali Kamil Glik i Jan Bednarek, ale największym zaskoczeniem była postawa Tomasza Kędziory na prawej stronie. Fakt, David Alaba kilka razy mu uciekł, kilka razy ograł, ale poza tym as Bayernu nie miał z Polakiem łatwego życia. Ba, Kędziora miał swój wielki udział przy jedynej, zwycięskiej bramce.

A gdy koledzy z obrony błędy popełniali – a takie też się zdarzyły – na wysokości zadania stawał Wojciech Szczęsny. Bronił bardzo pewnie, a jego interwencja z ostatniej minuty, po „bombie” Alaby, uratowała trzy punkty.

Oczywiście nie wszystko wyglądało idealnie. Było jeszcze sporo chaosu, akcje nie zawsze układały się płynnie. Nasi długo zostawiali Austriakom za dużo swobody na skrzydłach. W końcówce za bardzo dali się zepchnąć do defensywy i pod ich naciskiem popełnili kilka poważnych błędów. Słabo wypadł Arkadiusz Milik, na którego współpracę z Lewandowskim Brzęczek bardzo liczył. Ale Polacy wygrali. Z najtrudniejszym, teoretycznie, z grupowych rywali i to na jego terenie. Za kilka miesięcy o stylu nie będzie pamiętał nikt, a ten, miejmy nadzieję, z meczu na mecz też będzie się poprawiał.

– Czekaliśmy na to zwycięstwo, więc radość jest podwójna. W pierwszej połowie popełnialiśmy za dużo błędów jako drużyna. Odkrywaliśmy się w bocznych strefach boiska, co skutkowało dużą liczbą dośrodkowań. Druga połowa wyglądała o wiele lepiej, choć mieliśmy sporo szczęścia w końcówce. Szczęścia, którego brakowało nam jesienią. Cieszę się, że Krzysiek dobrze współpracował z Robertem, to pokazało, że dysponujemy wieloma rozwiązaniami. To nasza broń – skomentował Brzęczek.

– Chciałem zagrać od pierwszej minuty, lecz nie miałem żadnych pretensji. Byłem jednak odpowiednio zmotywowany, wychodząc na boisko, chciałem pomóc drużynie, bo to ona jest najważniejsza. Czy piłka mnie szuka w polu karnym? Nie, to ja jej szukam. Zrobimy wszystko, by optymalnie przygotować się do drugiego meczu, z Łotwą – powiedział Piątek.

– Każdy z nas miał gdzieś z tyłu głowy myśl, że dawno nie wygraliśmy. Wiedzieliśmy jednak, że możemy w Wiedniu wykonać pierwszy i ważny krok na drodze do awansu. Chcieliśmy wrócić na zwycięski szlak. To się udało i mam nadzieję, że na nim pozostaniemy. W przeszłości bywało dla nas wyzwaniem, by po jedynym dobrym meczu rozegrać podobny kolejny. Wierzymy, że z Łotwą wyjdziemy na boisko odpowiednio nastawieni mentalnie, co może być kluczem do sukcesu – podkreślił Lewandowski.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl