Brzmi to na pierwszy rzut oka nieprawdopodobnie, szczególnie jeśli przypomnimy sobie, co działo się niemal równo rok temu. Wtedy Piast rozpaczliwie walczył o utrzymanie się w lidze. Jeszcze po przedostatniej kolejce znajdował się na miejscu spadkowym i dopiero w kończącej rozgrywki, 37., po zwycięstwie nad Bruk-Betem Termalicą Nieciecza odetchnął z ulgą. Pozostał w gronie najlepszych, a teraz, po 12 miesiącach, ma szansę zostać z najlepszych najlepszym. Niewiarygodne?
Może tak, choć trener Fornalik zapewne obruszyłby się na takie stawianie sprawy. Były selekcjoner reprezentacji nieustannie bowiem powtarza, że w aktualnych wynikach jego podopiecznych nie ma rzeczy „nie z tego świata”. Nie ma przypadku, szczęścia. Decyduje o nich tylko i wyłącznie ciężka praca piłkarzy na treningach. Ich zaangażowanie i pasja. Latem wcale nie doszło w drużynie do rewolucji. Działacze nie wydali milionów na wzmocnienia. Zmiany były kosmetyczne, ale ci, którzy przed rokiem walczyli o utrzymanie, fantastycznie swoją szansę wykorzystali. Teraz mogą przejść do historii, zdobyć mistrzostwo Polski, na pewno najbardziej sensacyjne w XXI wieku.
I nie jest wcale wykluczone, że kropkę nad i postawią już jutro. Aby tak się stało, muszą zostać tylko spełnione dwa warunki – po pierwsze gliwiczanie muszą przywieźć komplet punktów ze Szczecina, a Legia ani jednego z Białegostoku. Realne? Tak. Jak najbardziej.
Piast jest na fali. W tabeli „wiosny”, obejmującej jedynie mecze rozegrane w 2019 roku, nie ma sobie równych. W 15 zdobył aż 37 punktów, o dziewięć więcej niż drugie w tym zestawieniu Zagłębie Lubin i trzecia Legia. W grupie mistrzowskiej wywalczył komplet, 15 „oczek”, o osiem więcej od Legii. Każde kolejne zwycięstwo gliwiczan uskrzydlało, czyniło mocniejszymi, także psychicznie. Potwierdzili to choćby w niedzielę, kiedy to pokonali Jagiellonię, choć rywale wyrównali w 89. minucie, a w 94. mieli jeszcze rzut karny. Obroniony przez Jakuba Szmatułę, jednego z bohaterów walki o tytuł.
Teoretycznie więc jutro gliwiczanie nie powinni mieć problemów, szczególnie że Pogoń już nie gra o nic. Puchary jej nie grożą, spadek też. Oczywiście takie podejście byłoby zgubne, Fornalik doskonale o tym wie, bo może się okazać, że pojedynek z „Portowcami” będzie trudniejszy niż starcie z Legią czy Jagiellonią. – To końcówka sezonu, emocje sięgają zenitu, piłkarze mają prawo czuć się zmęczonymi, więc mogą już nie być w takiej dyspozycji jak wcześniej. W takiej sytuacji łatwo o błędy, szczególnie że nie ma ludzi nieomylnych – podkreślał trener lidera ekstraklasy. Fornalik, jego piłkarze, całe Gliwice nie wyobrażają sobie jednak, by na finiszu rozgrywek Piast dał sobie wyrwać mistrzostwo z rąk. Za ciężko na nie zapracował, by coś takiego się stało…
Choć na Łazienkowskiej w Warszawie ciągle wierzą, że to Legia znów stanie na szczycie. W niedzielę straciła prowadzenie w tabeli po remisie z Pogonią. Trener Aleksandar Vuković miał po meczu mnóstwo pretensji do podopiecznych o brak werwy, agresji i pasywność. Wyglądało to dziwnie, ale obrońcy tytułu wyglądali momentami tak, jakby presja plątała im nogi, dopiero z czasem łapiąc luz i właściwy rytm. Na zwycięstwo to już nie wystarczyło i teraz są zależni od innych. Jutro od Pogoni, która podejmie Piasta. – W tej chwili nie my decydujemy o mistrzostwie – stwierdził Vuković, dodając jednak, że wiary nie stracił. – Nasza liga jest nieprzewidywalna, każdą z drużyn czekają po dwa ciężkie mecze, w których wiele może się zdarzyć – podkreślił. W środę jego podopieczni zagrają w Białymstoku, na terenie gorącym, z Jagiellonią mocną i zdeterminowaną, bo wciąż walczącą o europejskie puchary. – Wydaje mi się, że w tym momencie sezonu czynnik psychologiczny jest najbardziej istotny. Wystawimy ludzi, którzy podołają ważności tego meczu pod każdym kątem, nie tylko mentalnym. Po meczu z Lechem wygraliśmy trudny mecz w Gdańsku. Są podstawy ku temu, aby udowodnić, że więcej jest w nas momentów, w których nasza postawa, zaangażowanie i energia są na najwyższym poziomie – powiedział Vuković.
By osiągnąć swój cel, czyli wygrać z „Jagą”, warszawianie będą musieli pokazać nie tylko umiejętności, ale i charaktery. Jeśli wygrają, podtrzymają swe nadzieje. Jeśli przegrają, mogą nawet spaść na trzecie miejsce, za plecy Lechii Gdańsk. Wciąż pozostającej w grze o tytuł, choć, na własne życzenie, z mniejszymi szansami od Piasta i Legii.
Co się zatem jutro wydarzy? Czy poznamy nowego mistrza Polski? A może znów dojdzie do przetasowania na szczycie tabeli, a może do gry włączy się ktoś trzeci? Scenariuszy jest sporo, każdy realny.

