logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Jacek Bednarczyk/ PAP

Mistrz już jutro? Możliwe!

Wtorek, 14 maja 2019 (23:35)

Czy jutro będziemy świadkami jednej z największych sensacji w najnowszej historii piłkarskiej ekstraklasy? Może tak, jeśli zawodnicy Piasta Gliwice pokonają w Szczecinie Pogoń, a Legia Warszawa przegra w Białymstoku z Jagiellonią. W takim wypadku nikt i nic nie zabierze podopiecznym Waldemara Fornalika mistrzostwa Polski, sensacyjnego, ale też zapracowanego.

Brzmi to na pierwszy rzut oka nieprawdopodobnie, szczególnie jeśli przypomnimy sobie, co działo się niemal równo rok temu. Wtedy Piast rozpaczliwie walczył o utrzymanie się w lidze. Jeszcze po przedostatniej kolejce znajdował się na miejscu spadkowym i dopiero w kończącej rozgrywki, 37., po zwycięstwie nad Bruk-Betem Termalicą Nieciecza odetchnął z ulgą. Pozostał w gronie najlepszych, a teraz, po 12 miesiącach, ma szansę zostać z najlepszych najlepszym. Niewiarygodne?

Może tak, choć trener Fornalik zapewne obruszyłby się na takie stawianie sprawy. Były selekcjoner reprezentacji nieustannie bowiem powtarza, że w aktualnych wynikach jego podopiecznych nie ma rzeczy „nie z tego świata”. Nie ma przypadku, szczęścia. Decyduje o nich tylko i wyłącznie ciężka praca piłkarzy na treningach. Ich zaangażowanie i pasja. Latem wcale nie doszło w drużynie do rewolucji. Działacze nie wydali milionów na wzmocnienia. Zmiany były kosmetyczne, ale ci, którzy przed rokiem walczyli o utrzymanie, fantastycznie swoją szansę wykorzystali. Teraz mogą przejść do historii, zdobyć mistrzostwo Polski, na pewno najbardziej sensacyjne w XXI wieku.

I nie jest wcale wykluczone, że kropkę nad i postawią już jutro. Aby tak się stało, muszą zostać tylko spełnione dwa warunki – po pierwsze gliwiczanie muszą przywieźć komplet punktów ze Szczecina, a Legia ani jednego z Białegostoku. Realne? Tak. Jak najbardziej.

Piast jest na fali. W tabeli „wiosny”, obejmującej jedynie mecze rozegrane w 2019 roku, nie ma sobie równych. W 15 zdobył aż 37 punktów, o dziewięć więcej niż drugie w tym zestawieniu Zagłębie Lubin i trzecia Legia. W grupie mistrzowskiej wywalczył komplet, 15 „oczek”, o osiem więcej od Legii. Każde kolejne zwycięstwo gliwiczan uskrzydlało, czyniło mocniejszymi, także psychicznie. Potwierdzili to choćby w niedzielę, kiedy to pokonali Jagiellonię, choć rywale wyrównali w 89. minucie, a w 94. mieli jeszcze rzut karny. Obroniony przez Jakuba Szmatułę, jednego z bohaterów walki o tytuł.

Teoretycznie więc jutro gliwiczanie nie powinni mieć problemów, szczególnie że Pogoń już nie gra o nic. Puchary jej nie grożą, spadek też. Oczywiście takie podejście byłoby zgubne, Fornalik doskonale o tym wie, bo może się okazać, że pojedynek z „Portowcami” będzie trudniejszy niż starcie z Legią czy Jagiellonią. – To końcówka sezonu, emocje sięgają zenitu, piłkarze mają prawo czuć się zmęczonymi, więc mogą już nie być w takiej dyspozycji jak wcześniej. W takiej sytuacji łatwo o błędy, szczególnie że nie ma ludzi nieomylnych – podkreślał trener lidera ekstraklasy. Fornalik, jego piłkarze, całe Gliwice nie wyobrażają sobie jednak, by na finiszu rozgrywek Piast dał sobie wyrwać mistrzostwo z rąk. Za ciężko na nie zapracował, by coś takiego się stało…

Choć na Łazienkowskiej w Warszawie ciągle wierzą, że to Legia znów stanie na szczycie. W niedzielę straciła prowadzenie w tabeli po remisie z Pogonią. Trener Aleksandar Vuković miał po meczu mnóstwo pretensji do podopiecznych o brak werwy, agresji i pasywność. Wyglądało to dziwnie, ale obrońcy tytułu wyglądali momentami tak, jakby presja plątała im nogi, dopiero z czasem łapiąc luz i właściwy rytm. Na zwycięstwo to już nie wystarczyło i teraz są zależni od innych. Jutro od Pogoni, która podejmie Piasta. – W tej chwili nie my decydujemy o mistrzostwie – stwierdził Vuković, dodając jednak, że wiary nie stracił. – Nasza liga jest nieprzewidywalna, każdą z drużyn czekają po dwa ciężkie mecze, w których wiele może się zdarzyć – podkreślił. W środę jego podopieczni zagrają w Białymstoku, na terenie gorącym, z Jagiellonią mocną i zdeterminowaną, bo wciąż walczącą o europejskie puchary. – Wydaje mi się, że w tym momencie sezonu czynnik psychologiczny jest najbardziej istotny. Wystawimy ludzi, którzy podołają ważności tego meczu pod każdym kątem, nie tylko mentalnym. Po meczu z Lechem wygraliśmy trudny mecz w Gdańsku. Są podstawy ku temu, aby udowodnić, że więcej jest w nas momentów, w których nasza postawa, zaangażowanie i energia są na najwyższym poziomie – powiedział Vuković.

By osiągnąć swój cel, czyli wygrać z „Jagą”, warszawianie będą musieli pokazać nie tylko umiejętności, ale i charaktery. Jeśli wygrają, podtrzymają swe nadzieje. Jeśli przegrają, mogą nawet spaść na trzecie miejsce, za plecy Lechii Gdańsk. Wciąż pozostającej w grze o tytuł, choć, na własne życzenie, z mniejszymi szansami od Piasta i Legii.

Co się zatem jutro wydarzy? Czy poznamy nowego mistrza Polski? A może znów dojdzie do przetasowania na szczycie tabeli, a może do gry włączy się ktoś trzeci? Scenariuszy jest sporo, każdy realny.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 14 maja 2019 (23:35)

NaszDziennik.pl