logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Grygiel/ PAP

Ligowe podsumowanie, od A do Z

Czwartek, 23 maja 2019 (21:59)

Szalony i pełen niespodzianek piłkarski sezon 2018/2019 jest już historią. Najpiękniej wspominaną w Gliwicach, z rozczarowaniem w Warszawie i z wielką ulgą w Krakowie. Co najmocniej z niego z niego zapamiętamy? Oto nasze propozycje, w ligowym alfabecie, od A do Z.

A – jak akcja ratunkowa

Zimą – zainteresowana była nią niemal cała piłkarska Polska, choć dotyczyła tylko jednego klubu. Wisły Kraków. „Biała Gwiazda” znajdowała się na skraju upadku, groziło jej wykluczenie z grona najlepszych, w najkorzystniejszym dla niej scenariuszu spadek do IV ligi. Pod Wawelem pojawili się rzekomi inwestorzy mający przejąć zadłużony klub, wyprowadzić na prostą – do dziś nie wiadomo, czy wszyscy byli tymi, za których naprawdę się podawali, czy nie byli wynajętymi marionetkami, które miały odegrać jakąś rolę, a potem uciec, gdzie pieprz rośnie. Tak czy inaczej Wisła przetrwała, bo znaleźli się ludzie (m.in. były właściciel Legii Warszawa), którzy faktycznie ją uratowali, inwestując swój czas, wiedzę i pieniądze. Nadal znajduje się w trudnym położeniu, nadal musi o swoją przyszłość walczyć, ale katastrofa już jej nie grozi.

 

B – jak beniaminek

Tradycyjnie było ich dwóch, żaden nie przetrwał. Ani Zagłębie Sosnowiec, ani Miedź Legnica nie uratowały ligowego bytu i przyznać trzeba, że nie zrobiły niczego szczególnego, co powodowałoby żal za nimi. Zagłębie w 37 kolejkach odniosło siedem zwycięstw, straciło aż 80 bramek. Miedź niby walczyła do końca, niby do szczęścia zabrakło jej jednego tylko punktu, ale zabrakło i dlatego musiała pożegnać się z elitą.

 

C – jak Cracovia

W 12. kolejce przegrała na własnym stadionie derbowe spotkanie z Wisłą 0:2 i spadła na ostatnie miejsce w tabeli. Miała wtedy na koncie zaledwie siedem punktów i większość prezesów polskich klubów w takiej sytuacji pomyślałaby o terapii wstrząsowej w postaci zmiany trenera. Michał Probierz pozostał jednak na stanowisku i nagle wszystko się zmieniło. Cracovia zaczęła grać i to jak! Między innymi – zanotowała passę siedmiu kolejnych zwycięstw – wyrównując swe osiągnięcie z 1948 roku – pięła się w górę tabeli i sezon zakończyła na czwartej pozycji, dającej jej przepustkę do europejskich pucharów.

 

D – jak widowiska. Dramatyczne

0:2, 3:2 i 3:3 z Legią na Łazienkowskiej. 4:0 z tą samą Legią w Krakowie. 0:2 i 5:2 z Lechem w Poznaniu. 1:2 i 5:2 z Lechią w Krakowie. 1:2 i 6:2 z Koroną w Kielcach. 2:1, 2:4, 4:4 i 4:5 z Miedzią w Krakowie. To wybrane mecze Wisły Kraków, drużyny, której spotkania dostarczały w minionym sezonie zdecydowanie najwięcej emocji.

 

E – jak ekstrapudło

Jesús Imaz był bez wątpienia jednym z najlepszych piłkarzy całych rozgrywek. Jesienią błyszczał w Wiśle Kraków, wiosną w Jagiellonii Białystok. Zdobył 16 bramek, zanotował wiele asyst, jednak w pamięci pozostał głównie z powodu szokującego wykonaniem rzutu karnego w niedzielnym spotkaniu z Lechią Gdańsk. Przy stanie 1:0 dla rywali bez rozbiegu, w sposób absolutnie lekceważący kopnął piłkę w stronę bramkarza Lechii tak lekko, że ten bez problemu ją złapał. Lechia później dołożyła drugiego gola, wygrała 2:0, a taki wynik oznaczał, że Jagiellonia pozostała poza europejskimi pucharami. Zagrałaby w nich, gdyby zremisowała.

 

F – jak Fornalik. Waldemar Fornalik

Trener mistrzów. Człowiek, który dokonał niemożliwego. Nie jest typem celebryty chadzającego od jednego studia telewizyjnego do drugiego, afiszującego się swoimi poglądami, nie ma parcia na szkło. Woli w spokoju robić swoje, a robi to doskonale. Prowadzonego przez siebie Piasta poukładał według własnego planu i pomysłu. Niektórym piłkarzom przydzielił nowe role, a ci odnaleźli się w nich doskonale. Przekonał ich, że mogą wszystko. Podejmował trafne decyzje. Bez wątpienia zasłużył na tytuł najlepszego trenera sezonu. Jego bohatera.

 

G – jak Gdańsk

Mógł świętować tytuł. Mógł, bo Lechia długo w lidze prowadziła, ze sporą nawet przewagą nad rywalami. Jeszcze po 30 kolejce zajmowała pierwsze miejsce w tabeli, jednak w grupie mistrzowskiej złapała potężną zadyszkę. Zdobyła zaledwie siedem na 21 możliwych punktów i troszkę na własne życzenie spadła na trzecią pozycję. Oczywiście trener Piotr Stokowiec ani myślał uważać tego za porażkę, sezon określając mianem wręcz nadzwyczajnego, ale mógł on być jeszcze lepszy. Wręcz niewiarygodny.

 

H – jak Hoyo-Kowalski

 

15 lat i kilka miesięcy… Tyle mieli najmłodsi debiutanci w najnowszej historii ekstraklasy, którzy w minionym sezonie zadebiutowali na ligowych boiskach. Wpierw szansę w Wiśle Kraków otrzymał Daniel Hoyo-Kowalski i pokazał, że skala jego talentu jest ogromna, bo w kilku meczach grał i walczył bez żadnych kompleksów. Z kolei w ostatniej kolejce trener Pogoni Kosta Runjaić wprowadził do gry Kacpra Kozłowskiego.

 

I – jak Igor Angulo

Król strzelców. Hiszpan zakończył sezon z dorobkiem 24 bramek, sześciu więcej od Marcina Robaka. Mając 35 lat, potwierdzał, że absolutnym nonsensem jest zaglądanie piłkarzowi w metrykę. Grał jak młodzian, strzelał jak młodzian, cieszył się grą jak młodzian. Rok wcześniej z takim samym dorobkiem rozgrywki zakończył jego rodak, Carlitos, przywdziewający wówczas trykot Wisły Kraków. W XXI wieku więcej goli w jednym sezonie zdobył tylko Węgier Nemanja Nikolić (Legia Warszawa) – 28 w kampanii 2015/2016 oraz Tomasz Frankowski (Wisła, 2004/2005).

 

J – jak Jakub Błaszczykowski

Bohater najgłośniejszego powrotu w najnowszej historii ekstraklasy. Powrotu, dzięki któremu prawdopodobnie uratował przed upadkiem Wisłę Kraków. Nie dość, że sam na jej najpilniejsze potrzeby wyłożył z własnej kieszeni 1,333 miliona złotych, to jeszcze wiosną grał za darmo, nie pobierając pensji. Grał świetnie, z każdym kolejnym występem potwierdzając, że jest piłkarzem absolutnie nietuzinkowym, skalą talentu i umiejętnościami ligę przerastającym. Szkoda, że z powodu kontuzji tak wiele meczów musiał opuścić…

 

K – jak kara

Już w pierwszej kolejce, a dokładnie w doliczonym czasie gry meczu Lechii Gdańsk z Jagiellonią Białystok, Sławomir Peszko kopnął pomocnika rywali Litwina Arvydasa Novikovasa i nie tylko otrzymał za to zagranie czerwoną kartkę, ale i został zdyskwalifikowany na trzy miesiące przez Komisję Ligi Ekstraklasy SA. Nie był to pierwszy przypadek dziwnego zachowania byłego reprezentanta Polski, który wiosną, już w barwach Wisły Kraków, pokazał, że… nie musi sprawiać żadnych problemów wychowawczych. Przy okazji przeprosił się z Lechią.

 

L – jak Legia

Rozczarowanie. Jak zawsze mierzyła w szczyt, jak zawsze liczyło się dla niej tylko mistrzostwo, wszystko inne jest porażką… Na Łazienkowskiej nie dopuszczano jednak myśli o niepowodzeniu, prezes Dariusz Mioduski uśmiechał się, gdy ktoś go pytał, czy nie obawia się losów wyścigu o tytuł. Tymczasem Legia mistrzostwa nie zdobyła na własne życzenie. Bo mając taką kadrę, takie możliwości finansowe, taki budżet, taki stadion, kibiców, jak na krajowe warunki mając wszystko – mistrzostwo było jej obowiązkiem. Tymczasem podsumowały ją przeraźliwe gwizdy fanów podczas ostatniego meczu, z Zagłębiem Lubin.

 

Ł – jak Łódź

Łódź nie miała w tym sezonie swego przedstawiciela w ekstraklasie, ale to się zmieni, bo awans wywalczył ŁKS – obok Rakowa Częstochowa.

 

M – jak mistrz

Piast został 18. klubem w historii, który sięgnął po mistrzostwo Polski. Na liście najbardziej utytułowanych klubów ligowych wciąż prowadzą Ruch Chorzów oraz Górnik Zabrze, które triumfowały w rozgrywkach po 14 razy. Trzynastokrotnie świętowały Legia oraz Wisła Kraków.

 

N – jak najważniejszy mecz

Waldemar Fornalik zapytany o to, kiedy uwierzył, że Piast może zostać mistrzem Polski, odpowiedział, że po zwycięstwie na Łazienkowskiej na Legią w 34. kolejce. Przed tym spotkaniem warszawianie wyprzedzali gliwiczan w tabeli o cztery punkty.

 

O – jak obrona

W przedostatniej kolejce, w doliczonym czasie gry meczu Piasta z Jagiellonią, bramkarz gospodarzy Jakub Szmatuła obronił rzut karny wykonywany przez Jesúsa Imaza. Dzięki temu uratował gospodarzom zwycięstwo i – to wielce prawdopodobne – mistrzostwo Polski.

 

P – jak Piast

Mistrz Polski. Najbardziej sensacyjny w XXI wieku, ale nie przypadkowy. Zasłużony. Po dobrej, ale tylko dobrej jesieni, wiosną pokazał się z nadzwyczajnej strony. Wygrał 13 z 16 ostatnich meczów. W siedmiu spotkaniach grupy mistrzowskiej zanotował sześć zwycięstw i tylko jeden remis. Dzięki temu przesuwał się w górę tabeli, a na finiszu wyprzedził Lechię Gdańsk i Legię. Przy okazji na grę gliwiczan patrzyło się z przyjemnością, bo pokazywali ładny futbol. Mądry, doskonale zorganizowany i zaplanowany, jak na mistrza przystało.

 

R – jak Ruch

Ruch Chorzów… Dziś kręcący się gdzieś na obrzeżach dużego futbolu, wielokrotny mistrz Polski, z którym swój jedyny do niedzieli tytuł mistrzowski świętował Waldemar Fornalik – jeszcze jako piłkarz. Miało to miejsce 30 lat temu. Co ciekawe, tytuł Ruchu z 1989 roku był do niedzieli ostatnim dla drużyny z Górnego Śląska.

 

S – jak sędziowie…

Z ich decyzjami bywało… różnie. Chętnie korzystali z systemu VAR, często zmieniali swe decyzje, ale akurat ów system po to został wprowadzony, ale pomyłek się nie ustrzegli. Często – poważnych, dzielących piłkarską Polskę, budzących mocne kontrowersje. Z drugiej strony to taki zawód, w którym wszystkich nie da się zadowolić…

 

T – jak trenerzy

Niełatwy zawód, zmieniani jak rękawiczki, obarczani za „całe zło”, czyli słabe wyniki. Ale też pokazujący doskonały warsztat. Cztery z pięciu najlepszych drużyn sezonu prowadzili Polacy: Waldemar Fornalik (Piast), Piotr Stokowiec (Lechia), Michał Probierz (Cracovia) i Ireneusz Mamrot (Jagiellonia). Każdy odcisnął na niej swe piętno, każdy potwierdzał, że niekoniecznie trzeba ściągać fachowca z zagranicy, by mieć znakomitego.

 

U – jak ulga

Najmocniej odczuwana w… Wiśle… nie jednej, a dwóch. Płockiej, bo do ostatniej kolejki walczyła o utrzymanie, krakowskiej, bo takiego sezonu, z tyloma zawieruchami i dramatami, jeszcze nie przeżyła.

 

W – jak wyróżnieni

Piłkarze oraz trener Waldemar Fornalik otrzymali – na podsumowującej sezon gali w Warszawie – wyróżnienia w sześciu z siedmiu kategorii indywidualnych. Ekwadorczyk Joel Valencia został uznany za najlepszego zawodnika i pomocnika, za najlepszego obrońcę – Serb Aleksandar Sedlar, za najlepszego bramkarza –Słowak František Plach, a za najlepszego młodzieżowca – Patryk Dziczek. Tylko najlepszy napastnik występował w innym klubie, ale też na Śląsku – Angulo.

 

Z – jak zespół

W Piaście gra wielu utalentowanych piłkarzy, ale nikt nie ma wątpliwości, że o jego sukcesie zadecydował fakt, że stworzyli oni zespół. Że grali razem, byli razem w momentach trudnych, na szczęście dla gliwiczan nielicznych. Wystarczy zapytać któregokolwiek z zawodników mistrza Polski o tajemnicę sukcesu, a odpowie „zespół”. Jedność. Atmosfera.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl