logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: TOMS KALNINS/ PAP/EPA

Tylko zwycięstwo

Czwartek, 10 października 2019 (13:24)

Nikt nie wyobraża sobie, by w dzisiejszym meczu z Łotwą w Rydze polscy piłkarze mogli stracić punkty, bezcenne w walce o awans na Euro 2020. Mimo to trener Jerzy Brzęczek przestrzegał przed dzieleniem skóry na niedźwiedziu, klucz do sukcesu upatrując w pokorze i maksymalnej koncentracji.

Biało-Czerwoni są liderami tabeli grupy G eliminacji. W sześciu kolejkach zdobyli 13 punktów. Przegrali raz, stracili dwie bramki – obie w nieudanym spotkaniu ze Słowenią. Ona właśnie plasuje się tuż za naszymi, z dwoma punktami straty. Trzy mniej zgromadziła Austria. Dziś naprzeciw podopiecznych Brzęczka stanie najsłabsza w grupie Łotwa, która do tej pory poniosła sześć porażek, strzeliła jedną bramkę, tracąc aż 21. Czyżby zatem Polaków czekał spacerek, w którym, nie wysilając się specjalnie, powinni zdobyć pełną pulę? Tak i nie. Nie, jeśli podejdą do spotkania na zasadzie, że wszystko jest w nim przesądzone i nic złego na pewno się nie stanie. Przestrogą może tu być pojedynek z… Łotwą w Warszawie, w którym nasi długo nie potrafili złamać szyków obronnych rywali i dopiero w 75. minucie Robert Lewandowski rozwiązał worek z bramkami. Jeśli jednak Polacy wyjdą na boisko należcie skoncentrowani i zmobilizowani, jeśli zagrają to, co potrafią, to faktycznie, jedyną niewiadomą starcia w Rydze powinny być rozmiary ich zwycięstwa. Bo ono, tylko ono, jest celem, z jakim Biało-Czerwoni udali się do stolicy Łotwy. Nikt nawet nie wyobraża sobie, by mogli się potknąć, choć oczywiście nikt nie liczy i nie spodziewa się, że rywale poddadzą się już przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

– Wiemy dobrze, że jesteśmy faworytami, wiemy też, że musimy być w pełni skoncentrowani i zaangażowani. Pamiętamy również, że każdy mecz jest inny i każdy pisze inną historię. Dla Łotyszy, z których wielu gra lub grało w naszej ekstraklasie, spotkanie z reprezentacją Polski będzie dodatkowym wyzwaniem, okazją do pokazania się i udowodnienia swojej wartości. Na pewno nie będziemy liczyć bramek przed rozpoczęciem meczu – powiedział Brzęczek.

Polacy do dzisiejszego starcia przystąpią z wielką chęcią zrehabilitowania się za nieudany wrzesień, kiedy to po bardzo słabej grze przegrali ze Słowenią oraz zremisowali 0:0 z Austrią. – Zrobiliśmy analizę i wyciągnęliśmy wnioski, co było dobre, a co złe. Nie zamierzamy jednak robić żadnej rewolucji w składzie, choć nie unikniemy pewnych dylematów i trudnych decyzji. Mamy świadomość, że w ostatnim czasie nie strzelali bramek Arek Milik i Krzysiek Piątek, jednak mamy dopiero początek sezonu i jestem spokojny o ich dyspozycję. Dla nas to bardzo ważni zawodnicy – podkreślił selekcjoner, dodając, że nie boi się o formę i nastawienie piłkarzy, których zostawia na ławce. – Odkąd jestem trenerem narodowej drużyny, cechuje ją pewna rzecz: zawodnicy, którzy wchodzą z ławki rezerwowych, potrafią rozstrzygnąć losy meczu. Gdyby byli obrażeni i zirytowani, nie byłoby to możliwe do zrealizowania – powiedział.

Niezależnie jak, w jakim zestawieniu personalnym, w jakiej taktyce, obowiązkiem Polaków w dzisiejszym meczu będzie zwycięstwo. Pewne, przekonujące, najlepiej po dobrej grze, by wlać trochę otuchy w serca kibiców, robiąc jednocześnie ogromny krok w stronę finałów Euro 2020. Nasi, przy korzystnym dla siebie splocie okoliczności, awans do tej imprezy będą mogli świętować już w niedzielę.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl