logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Darek Delmanowicz / PAP

Nowy nurt Wisły?

Wtorek, 20 października 2020 (19:23)

Aktualizacja: 20 października 2020 (20:42)

Niespodziewanie największym wydarzeniem 7. kolejki piłkarskiej ekstraklasy było szokujące zwycięstwo 6:0 Wisły Kraków nad Stalą Mielec. I to zwycięstwo wyjazdowe, odniesione w chwili, gdy klub spod Wawelu teoretycznie zwyciężyć nie miał prawa.

Wisła obecny sezon rozpoczęła źle. W pięciu meczach nie odniosła zwycięstwa, szósty z Lechią Gdańsk został przełożony z powodu znaczącej liczby wiślaków zakażonych koronawirusem. A gdy grała, grała tak źle, że policzone wydawały się dni trenera Artura Skowronka. Zdecydowana część kibiców „Białej Gwiazdy” domagała się takiego kroku i to „natychmiast”, i tak naprawdę trudno było im się dziwić, patrząc na boiskowe dokonania piłkarzy z ulicy Reymonta. Ale szkoleniowiec burzę przetrwał, głównie dzięki temu, że obecne władze klubu nie należą do osób działających pod presją opinii publicznej i w emocjach.

Do Mielca drużyna jechała niby w bojowych nastrojach i z zamiarem przerwania fatalnej passy meczów bez wygranej, ciągnącej się jeszcze od końcówki poprzedniego sezonu, ale trudno było spodziewać się, by nagle się odrodziła. Krakowianie zostali bowiem mocno dotknięci przez pandemię i choć klub dokładnie nie informował o liczbie zakażonych, tym bardziej nie podawał do publicznej wiadomości ich nazwisk (to zwyczaj przyjęty w naszej ekstraklasie, w wielu ligach zagranicznych takie wiadomości są czymś naturalnym), lista nieobecnych robiła wrażenie. Znajdowały się na niej gwiazdy zespołu, piłkarze pierwszoplanowi, na których Skowronek stawiał od początku sezonu: Jakub Błaszczykowski, Łukasz Burliga, Aleksander Buksa, Stefan Savić, Nikola Kuveljić, Gieorgij Żukow, Dawid Niepsuj, Rafał Boguski i Adi Mehremic (nie wszyscy oczywiście z „wiadomego” powodu).

Niektórzy obawiali się jednak głównie formy fizycznej piłkarzy. Skowronek nie uchodził bowiem za wybitnego specjalistę od tej kwestii, a poprzednia, wiosenna przerwa pandemiczna w ekstraklasie spowodowała, iż Wisła, będąc najlepszą drużyną ligi, zamieniła się w... najgorszą, dopiero na finiszu ratując się przed degradacją.

Tymczasem w Mielcu wydarzyło się coś niewiarygodnego. Od początku do końca to krakowianie dominowali i to w stopniu absolutnym, grając na poziomie nieosiągalnym dla rywali. Atakowali z pasją, strzelali, wywierali presję, biegali aż miło, efektownie wymieniali między sobą podania i raz za razem zagrażali gospodarzom. Gdyby byli minimalnie skuteczniejsi, być może wygraliby 10:0. Skończyło się na sześciu golach, ale wynik 6:0 i tak był wyrównaniem ligowego rekordu – do dziś, to bowiem najbardziej okazałe zwycięstwo odniesione kiedykolwiek w meczu wyjazdowym przez drużynę z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Jedną z bramek strzelił debiutant, Felicio Brown Forbes, sprowadzony z Rakowa Częstochowa. Jedną Michał Frydrych, dla którego był to dopiero drugi mecz w barwach Wisły. Czech jest jednak prawdopodobnie najważniejszym transferem tego klubu w ostatnich latach. Wystarczy bowiem popatrzeć, jak gra, jak porusza się na boisku, jakie podejmuje decyzje, by uznać go bezsprzecznym szefem wiślackiej defensywy, a właśnie obrona od dawna była najbardziej kulejącą formacją zespołu. Frydrych, dodajmy, przed rokiem, jeszcze w barwach Slavii Praga, w meczu Ligi Mistrzów skutecznie powstrzymał samego Lionela Messiego z Barcelony. Czy można mieć lepszą wizytówkę?

W Mielcu i to dwukrotnie trafił też Yaw Yeboah, też jeden z nowych wiślaków. Skrzydłowego z Ghany wielu porównuje już do Kalu Uche, byłej gwiazdy „Białej Gwiazdy”, a to porównanie wymowne, bo Nigeryjczyk był być może najlepszym piłkarzem z zagranicy w całej historii naszej ligi.

Udane transfery to z pewnością jedna z przyczyn przemiany Wisły, o pozostałych wypowiedział się Skowronek. – Wypada pogratulować chłopakom tego, że kolejny raz zbudowali drużynę, że nie skupiali się na problemach, które nas ciągle dotykają, tylko stworzyli jeden team posiadający wspólny cel. Zespół złapał to, co chcemy i powinniśmy grać i to pomimo dziwnego i specyficznego procesu treningowego. Poza tym klucz do sukcesu tkwił w aspektach mentalnych, które zawsze są bazą do tego, by dobrze jakościowo prezentować się na boisku – powiedział trener.

Wisła w Mielcu zagrała najlepszy mecz w sezonie – i to biorąc pod uwagę wszystkich ligowców. Czy oznacza to, że idzie w górę i odwróciła niepokojący trend wcześniejszych miesięcy? Zobaczymy w kolejnych meczach. Jeśli tak, to być może na krakowianach trzeba będzie skupić uwagę, szczególnie, że w niedzielnym spotkaniu zagrali w składzie teoretycznie mocno odbiegającym od optymalnego, a co za tym idzie powinni posiadać sporo rezerw, dzięki którym mogą prezentować się jeszcze bardziej okazale.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl