logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ukraina, Włochy, Holandia – oto wyzwania!

Wtorek, 10 listopada 2020 (10:50)

Aktualizacja: 10 listopada 2020 (10:56)

Środowym meczem towarzyskim z Ukrainą w Chorzowie polscy piłkarze rozpoczną listopadowy maraton, w trakcie którego zagrają jeszcze w dwóch potyczkach Ligi Narodów z Włochami oraz z Holandią. Wszystko w ciągu jednego tylko tygodnia!

Biało-Czerwoni przystąpią do tych spotkań uskrzydleni bardzo udanym październikiem, kiedy to efektownie pokonali Finlandię 5:1 oraz Bośnię i Hercegowinę 3:0, a także zremisowali 0:0 z Włochami.

– To, jak się w nich zaprezentowaliśmy, nie było przypadkiem, a owocem naszej dwuletniej pracy. Kiedy ją rozpoczynaliśmy, postawiliśmy przed sobą dwa główne zadania – awans na mistrzostwa Europy oraz wprowadzenie do kadry nowych, młodych zawodników. Oba udało nam się osiągnąć. W trakcie eliminacji miewaliśmy lepsze i gorsze momenty, ale w nich akurat najważniejszy jest końcowy wynik, a my okazaliśmy się skuteczni. Teraz wprowadzamy do drużyny nowych graczy, a taka mieszanka rutyny z młodością dodaje reprezentacji Polski nieobliczalności. Oczywiście, w każdym kolejnym meczu, na każdym zgrupowaniu musimy potwierdzać, że obrana droga jest drogą dobrą – powiedział Jerzy Brzęczek.

Jutro, na początek listopadowego maratonu, Biało-Czerwoni zmierzą się w towarzyskim meczu z Ukrainą. Selekcjoner zapowiedział, że nie weźmie w nim udziału Robert Lewandowski oraz kilku innych piłkarzy, mocniej ostatnio eksploatowanych. Pod ich nieobecność szansę dostaną inni, mający mniejsze reprezentacyjne doświadczenia, albo w ogóle rozpoczynający przygodę z narodową drużyną, jak choćby Przemysław Płacheta, dynamiczny skrzydłowy, powołany właśnie na to jedno spotkanie.

Zmian personalnych w Chorzowie zatem będzie w środę sporo, ale nie należy się spodziewać żadnych rewolucji w taktyce. Szczególnie w defensywie, która wyjdzie na boisko w tradycyjnym ustawieniu, z czwórką graczy broniących dostępu do bramki. W tym aspekcie Brzęczek nie ma zamiaru eksperymentować i kombinować na kilka miesięcy przed mistrzostwami Europy. – Zostajemy przy wariancie, który w ostatnich meczach wyglądał bardzo dobrze. Pamiętajmy, że w budowaniu drużyny stabilna defensywa jest kluczowa, od niej wszystko się zaczyna. Do tej pory bardzo dobrze na środku obrony spisywali się Kamil Glik i Jan Bednarek, w październiku ze świetnej strony pokazał się Sebastian Walukiewicz, więc nie ma sensu kombinować z czymś, co się sprawdza. Nie uważam również, abyśmy mieli jakieś specjalne problemy z lewą stroną obrony. Jest Maciej Rybus, jest Arkadiusz Reca, jest Bartosz Bereszyński, niby nominalnie grający na prawej stronie, ale równie udanie spisujący się po drugiej stronie boiska. Bardzo duży postęp zrobił również Tymoteusz Puchacz, któremu cały czas przyglądamy się w kontekście powołań – wyjaśnił selekcjoner.

Zadaniowo Brzęczek potraktuje za to oba mecze w Lidze Narodów. Zadaniowo, czyli zagra w nich tak, by odnieść sukces. Polska jest przecież liderem tabeli swej grupy i od niej w pierwszym rzędzie zależy, czy to miejsce utrzyma. – Czekają nas niezwykle ciężkie pojedynki, w których nie będziemy wcale faworytami. Włochy i Holandia są bowiem mocnymi, klasowymi drużynami, co nie znaczy, że nie możemy z nimi wygrać. Piłka lubi niespodzianki, na pewno wyjdziemy na boisko z pełnym zaangażowaniem i koncentracją, i po to, by zgarnąć pełną pulę – przyznał trener Biało-Czerwonych.

Z Ukrainą nasi zmierzą się jutro na Stadionie Śląskim. Cztery dni później spotkają się w Reggio Emilia z Włochami, natomiast na zakończenie grupowej rywalizacji w LN podejmą 18 listopada, również w Chorzowie, Holandię. Brzęczek podkreślił, iż nie pamięta, kiedy w tak krótkim okresie czasie reprezentacja Polski zagrała trzy mecze z tak wymagającymi przeciwnikami, ale też obiecał, że da w nich z siebie wszystko.

Oczywiście, LN jest i będzie tylko przystankiem do najważniejszego – mistrzostw Europy. Biało-Czerwoni wiedzą, że w jednej grupie zagrają w nich z Hiszpanią oraz Szwecją, a trzeciego rywala dopiero poznają. Wyłonią go bowiem baraże, przekładane, podobnie jak i cały turniej, z powodu pandemii. – Z kim chciałbym zagrać? Nie mam listy życzeń, bo nie mam na to wpływu. Bez względu na to, kogo przyniesie nam los, czekać nas będzie trudne zadanie – podsumował Jerzy Brzęczek.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl