logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Andrzej Grygiel / PAP

Kto „gra” przeciw Brzęczkowi?

Czwartek, 19 listopada 2020 (20:44)

Żaden z piłkarzy reprezentacji Polski nie „gra” na zwolnienie trenera Jerzego Brzęczka – można było usłyszeć po meczu z Holandią.

Taki temat pojawił się po niedzielnym spotkaniu z Włochami, a szczególnie po słynnym już telewizyjnym wywiadzie Roberta Lewandowskiego, podczas którego kapitan Biało-Czerwonych na kilka sekund zamilkł, zapytany o taktykę drużyny. To wtedy, zdaniem niektórych, najlepszy strzelec Bundesligi miał „zmiażdżyć” selekcjonera i wysłać mu wymowny sygnał o braku zaufania i kompetencji. W środę, podczas meczu z Holandią, te kwestie powróciły ze zdwojoną siłą, kiedy to kamery wychwyciły Lewandowskiego odwracającego się plecami do trenera wykrzykującego pod jego adresem jakieś uwagi. A gdy kapitan zszedł z boiska w przerwie – to się „zaczęło”.

Na chwilę. Po meczu zainteresowane strony postanowiły zdecydowanie zareagować na spekulacje i sytuację z pierwszej połowy. – Pokazała ona, jak łatwo można wszystkim zmanipulować. Dla mnie to po prostu brak szacunku. Przekazałem Robertowi kilka uwag, które on miał następnie przekazać Mateuszowi Klichowi. To wszystko – wyjaśnił Brzęczek. Lewandowski te słowa potwierdził, dodając, że sam już nie wie, czy na pojawiające się sugestie powinien zareagować śmiechem czy płaczem. – Rozmowa z trenerem dotyczyła sposobu poruszania się Mateusza w defensywie i była zwykłą, normalną rozmową. Nie wiem, jak można było z tego wyczytać coś innego – przyznał kapitan Biało-Czerwonych.

Nic nadzwyczajnego nie było również w zejściu „Lewego” z boiska. Zaskakująco wczesnego, to fakt, bo piłkarz nie zwykł opuszczać murawy w przerwie meczu, a w reprezentacji było to do tej pory wręcz niespotykane. Takie jednak zapadły wcześniej ustalenia i były związane ze stanem zdrowia zawodnika. Pod koniec meczu z Włochami Lewandowski nabawił się lekkiego urazu mięśniowego, niczego specjalnie groźnego, ale nie chciał ryzykować, dlatego umówił się z Brzęczkiem, że zagra przez 45 minut, a potem zgłosi, czy da radę grać dłużej. – W przerwie Robert poinformował, że dolegliwości są większe, i nie chcieliśmy ryzykować kontuzji – powiedział selekcjoner.

Także inni kadrowicze odnieśli się do rzekomego „grania” przeciw Brzęczkowi, zdecydowanie zaprzeczając, jakoby podobne pomysły mogły przychodzić im do głów. – Nie ma problemów w naszej szatni – podkreślił przed kamerami TVP Sport Kamil Glik, jeden z liderów drużyny. – Długo gram w piłkę i nigdy nie spotkałem się, żeby ktoś zagrał przeciwko trenerowi. Gdybym się o tym dowiedział, to bardzo mocno bym się zdenerwował i od razu zareagował. Podobna historia w reprezentacji nie byłaby zresztą graniem przeciw trenerowi, ale przeciwko milionom Polaków. Nie gra się przecież dla trenera, ale dla kibiców, naszych rodzin i dla nas samych. Nasze zaufanie do selekcjonera jest stuprocentowe. Oczywiście często rozmawiamy o różnych rzeczach, które chcielibyśmy poprawić, zmienić, ale to jest normalne w każdej drużynie – powiedział.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl