logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: SRDJAN SUKI / PAP/EPA

Kubica kierowcą Williamsa

Czwartek, 22 listopada 2018 (21:50)

Nadszedł dzień, w którym możemy ogłosić z dumą i radością – oficjalnie, bez spekulacji, bez myślenia życzeniowego – Robert Kubica został kierowcą wyścigowym zespołu Williamsa i w przyszłym roku wystartuje w mistrzostwach świata Formuły 1. Niemożliwe stało się realne, a polski kierowca znów doszedł do miejsca, które zawsze jego miejscem było.

Wielki talent, którego karierę przerwał tragiczny wypadek. Człowiek niezłomny, który nigdy się nie poddał, choć musiał pokonać drogę, zdawałoby się, nie do pokonania. Bez cienia przesady, ale można stwierdzić, że lubią i szanują go wszyscy. Świadczy o tym dzisiejsza reakcja wyścigowego świata, który wręcz eksplodował entuzjazmem na wiadomość o tym, kogo Williams oficjalnie ogłosił swym drugim kierowcą wyścigowym.

Oczywiście dla nikogo nie było to specjalnym zaskoczeniem, bo wiadomości o tym, że Kubica podpisze kontrakt z brytyjskim teamem krążyły już od dawna, ale dopóki nie została postawiona kropka nad i, wszystko jeszcze mogło się zdarzyć. Rok temu Robert też wydawał się pewnym kandydatem do obsadzenia miejsca w bolidzie, ale zespół postanowił związać się z pieniądzmi Rosjanina Siergieja Sirotkina. Polak przyjął wtedy ofertę kierowcy rezerwowego, który ma pojawić się na torze w kilku piątkowych sesjach treningowych. Wspomniała o tym dziś Claire Williams, szefowa zespołu, mówiąc, że poznała wówczas lepiej osobowość naszego rodaka. Kubica nie odgrywał bowiem roli obrażonego księcia, tylko pracował z podwójnym zaangażowaniem, potwierdzając, jak wielkim jest profesjonalistą i fachowcem. A przy kilku piątkowych okazjach pokazując, że wciąż jest niesamowicie szybki. Dużo szybszy od swych kolegów z teamu.

Dziś w Abu Zabi Kubica stał się na nowo bohaterem dnia. Dnia, tygodnia, dla wielu po prostu bohaterem. Williams właśnie w czwartek ogłosił bowiem, że podróż Roberta, a przynajmniej pewien jej etap, dobiegł właśnie końca – albo inaczej, osiągnął swój cel. Ów etap rozpoczął się w chwili podjęcia rękawicy i pierwszych ćwiczeń rehabilitacyjnych po wypadku. Marzeniem, planem, celem krakowianina stał się powrót do Formuły 1, coś absolutnie nierealnego i wydawało się, abstrakcyjnego. Ale nie dla niego. – Wiele osób nie wierzyło, ale ja wiary nie straciłem. Nie straciło jej także moje najbliższe otoczenie. I tym właśnie ludziom, którzy pomogli mi podczas tego najtrudniejszego okresu mojego życia, chciałbym szczególnie podziękować. Za mną pełna wyzwań podroż, ale to, co było nierealne, stało się teraz możliwe. Jestem podekscytowany tym, że stanę na starcie kolejnego sezonu mistrzostw Formuły 1. W ten sposób zakończyłem jedno, a rozpocząłem kolejne wyzwanie – powiedział dziś Kubica.

– Wszyscy w Williamsie byliśmy pod wrażeniem tego, co osiągnął i mieliśmy ogromny szacunek dla jego siły charakteru i uporu w powrocie do Formuły 1. Przez ostatni rok obserwowaliśmy, z jakim poświęceniem pracował dla zespołu, stając się szanowanym członkiem naszej rodziny. Zarażał nas swoją determinacją, potrafił dzwonić do mnie o drugiej w nocy z lotniska, by podzielić się swoimi opiniami na temat działań, jakie powinniśmy podjąć – przyznała Claire Williams.

Po raz ostatni w wyścigu Grand Prix Kubica pojawił się w listopadzie 2010 roku w… Abu Zabi. Potem był wypadek i niesamowita walka Roberta o powrót do sportu. Starty w rajdach, powrót do Formuły 1. W połowie 2017 roku został zaproszony na testy przez Renault i wtedy, pierwszy raz po tragicznych zdarzeniach, znów zasiadł w bolidzie F1. Francuzi ostatecznie go nie zatrudnili, ale otrzymał propozycję od Williamsa. Wydawało się, że zostanie jednym z dwóch kierowców wyścigowych, jednak zespół związał się z Rosjaninem Siergiejem Sirotkinem. Teraz historia Kubicy osiągnęła szczęśliwy… nie finał, ale etap, bo przed nim, miejmy nadzieję, jeszcze wiele wspaniałych chwil.

A jak wielkie znaczenie ma powrót Roberta, jak jest szanowany w środowisku, z jaką radością został powitany, świadczyły dzisiejsze reakcje – kierowców, m.in. Lewisa Hamiltona i Fernando Alonso, konkurencyjnych zespołów, włodarzy F1, dziennikarzy i mediów z całego niemal świata, kibiców, nie tylko z Polski. Bądźmy szczerzy – w hermetycznym świecie wielkich wyścigów, świecie gigantycznych pieniędzy i pogoni za nimi, takie reakcje zdarzają się bardzo rzadko. Bo rzadko ktoś cieszy się taką sympatią i szacunkiem jak nasz rodak.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl