logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Paweł Skraba/ PAP

Maliszewska z Pucharem Świata

Niedziela, 10 lutego 2019 (21:19)

Natalia Maliszewska zdobyła Puchar Świata w short-tracku, wygrywając rywalizację na dystansie 500 m. To wielki sukces i zarazem wielkie wydarzenie w historii polskiego sportu.

Justyna Kowalczyk, Adam Małysz, Kamil Stoch, Zbigniew Bródka… To jedyni nasi przedstawiciele sportów zimowych, którzy sięgali po Puchar Świata. W biegach narciarskich, skokach, łyżwiarstwie szybkim. Dziś do tego zacnego grona dołączyła młoda zawodniczka Juvenii Białystok. Natalia Maliszewska, od przeszło roku pisząca historię polskiego short-tracku. Piękną historię.

Właśnie rok temu sięgnęła po wicemistrzostwo świata, jako pierwsza nasza rodaczka stając na podium imprezy tej rangi. W ten sposób fantastycznie zakończyła poprzedni sezon, a w obecnym… W obecnym jako pierwsza Polka wygrała zawody Pucharu Świata, jako pierwsza Polka została liderką tego cyklu, zdobyła mistrzostwo Europy. W weekend w Turynie stanęła przed szansą wygrania klasyfikacji generalnej PŚ. Prowadziła w niej z dużą przewagą nad Larą van Ruijven, ale Holenderka, przynajmniej teoretycznie, mogła jeszcze ją wyprzedzić. Poza tym short-track to sport bardzo nieprzewidywalny, w którym często wpływ na wyniki mają czynniki od zawodnika niekoniecznie zależne.

Maliszewska już w sobotę postawiła jednak kropkę nad i – tak się przynajmniej długo wydawało. Tego dnia pojechała bowiem kapitalnie, zajęła drugie miejsce w finale, przed swoją najgroźniejszą rywalką. Po wszystkim odbierała gratulacje, m.in. od Holenderek i van Ruijven. Każdy był pewien, że rywalizacja się rozstrzygnęła, Natalia nie ukrywała radości, wielkiego szczęścia, gdy okazało się, że przedwcześnie. Nikt bowiem nie zauważył pewnego regulaminowego niuansu mówiącego o tym, że na koniec sezonu wyłączone są dwa najgorsze wyniki uzyskane przez danego zawodnika – a nie jeden. Po uwzględnieniu tego faktu okazało się, że Holenderka ma jeszcze teoretyczną szansę, by białostoczankę wyprzedzić. Pod jednym tylko warunkiem – własnego zwycięstwa i miejsca gorszego niż drugie Maliszewskiej. Każdy inny scenariusz dawał Puchar Świata Polce.

Dla Maliszewskiej była to dość trudna sytuacja. Z jednej strony cały czas miała sporą przewagę, z drugiej już cieszyła się z trofeum, a tu raz jeszcze musiała o nie walczyć. Na pewno ta świadomość wpłynęła na jej postawę, bo po naszej reprezentantce dziś, w ostatnich w sezonie zmaganiach, widać było nerwy. Do półfinałów awansowała dość szczęśliwie, bo w swoim biegu ćwierćfinałowym była trzecia, ale zdyskwalifikowana została druga Kanadyjka Courtney Lee Sarault. W półfinale też spisała się gorzej niż zwykle, zajęła piąte, ostatnie miejsce, ale ważniejsze było to, że van Ruijven finiszowała tuż przed nią – na czwartej pozycji, też nie premiowanej finałem. W tym momencie stało się jasne, że Holenderka na pewno nie wygra niedzielnych zawodów, a co za tym idzie, że Puchar Świata przypadnie Maliszewskiej. Polka ostatecznie została dziś sklasyfikowana na 10. pozycji, van Ruijven wygrała, ale tylko finał B, dzięki czemu zajęła piąte miejsce. W finale A, podobnie jak wczoraj, najlepsza okazała się Włoszka Martina Valcepina, dzięki czemu w klasyfikacji końcowej znalazła się tuż za Maliszewską, a przed van Ruijven.

Maliszewska po Puchar sięgnęła jak najbardziej zasłużenie, bo ten sezon zdominowała. Zapisała na koncie dwa zwycięstwa, jedno drugie i dwa trzecie miejsca. I na tym nie musi poprzestać, bo czekają ją jeszcze marcowe mistrzostwa świata w Sofii. – I nie pojedzie tam tylko w roli pretendentki do medalu – powiedziała jej trenerka Urszula Kamińska.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl