logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: DIEGO AZUBEL/ PAP/EPA

Williams na końcu, czyli bez niespodzianki

Piątek, 15 marca 2019 (23:07)

Pierwsze treningi przed Grand Prix Australii potwierdziły, z jakimi kłopotami nowy sezon mistrzostw świata Formuły 1 rozpoczyna Williams, zespół Roberta Kubicy i George'a Russella.

O tym, że w Melbourne nie tylko może być ciężko – ale że na pewno będzie ciężko – było wiadomo już od kilku tygodni. Właściwie od początku przygotowań, od chwili, gdy jakże przecież zasłużony brytyjski zespół nie zdążył na pierwsze przedsezonowe testy, zaczynając je ze znacznym, w porównaniu do konkurentów, opóźnieniem. A w tak skomplikowanym sporcie, jakim jest Formuła 1, nie dzień, ale każda stracona godzina niesie za sobą ogromne komplikacje. Kubica, na chwilę przed rozpoczęciem zmagań, mówił, że jest do nich gotowy tylko w niewielkim stopniu w porównaniu do tego, w jaki przygotowany być chciał i powinien. Nastroje były zatem takie sobie, choć oczywiście powrót Kubicy do ścigania wywoływał ogromne emocje, zapewne także u niego samego, choć sam starał się przekonywać, że na wszystko patrzy ze spokojem, na trzeźwo, skupiając się wyłącznie na próbach realizowania konkretnego sportowego celu. A tym było i jest… No właśnie, w sytuacji Williamsa trudno powiedzieć co.

Dzisiejsze treningi potwierdziły bowiem, jak daleko brytyjski zespół jest za konkurencją. Na porannym Kubica zajął przedostatnie, a Russell ostatnie miejsce. W najszybszym swym przejeździe Polak uzyskał 1.27,914 s, a jego kolega – 1.28,740. Sklasyfikowany na 18. miejscu Lando Norris (McLaren) miał wynik o blisko dwie sekundy lepszy od Polaka. To przepaść. Najszybszy w tej sesji obrońca mistrzowskiego tytułu, Brytyjczyk Lewis Hamilton swe najlepsze kółko pokonał w 1.23,599 – o ponad cztery sekundy szybciej od naszego rodaka! Minimalnie wolniejszy (o 0,038 s) był jego główny rywal z ubiegłego sezonu, Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari), a trzeci czas wykręcił inny reprezentant stajni z Maranello, monakijczyk Charles Leclerc (0,074 s straty do Hamiltona).

Po południu nie było lepiej, przynajmniej jeśli chodzi o Williamsa. Tym razem na końcu stawki uplasował się Kubica, a Russell zajął przedostatnie miejsce. Czas Polaka – 1.27,914, Brytyjczyka – 1.28,740 mówiły niestety wiele, jeśli zestawiało się je z rezultatami konkurentów. A najszybszy ponownie okazał się Hamilton, który pokonał okrążenie w 1.22,600. O 0,048 wolniejszy był kolega z zespołu Fin Valtteri Bottas, a kolejne miejsca zajęli kierowcy Red Bull Racing – Holender Max Verstappen i Francuz Pierre Gasly. Vettel tym razem uplasował się na piątej pozycji.

– Zrobiliśmy to, co mogliśmy. A nie mogliśmy za wiele, bo ciężko rywalizować o czas, gdy trzeba walczyć z brakiem przyczepności. W Australii nawierzchnia jest dość wyboista w porównaniu do Barcelony, gdzie odbywały się przedsezonowe testy. Po południu wrażenie może się nieco poprawiło, pomogły nam warunki, temperatura, ale ogólnie było ciężko. Teraz będziemy musieli naprawić kilka podzespołów, a to o tyle trudne, że nie posiadamy za dużo części – skomentował treningi Kubica.

Russell starał się szukać jakichś pozytywów. – Jesteśmy daleko w tyle, jednak wiedzieliśmy o tym. Mamy świadomość, o co będziemy walczyć w ten weekend i gdzie go skończymy. Mamy świadomość, gdzie możemy się znajdować przez kilka początkowych eliminacji. Musimy pracować i się poprawiać – powiedział.

Czego zatem możemy spodziewać się w weekend? Kubica nie pozostawił złudzeń. – Cel na kwalifikacje? Nie za bardzo mamy z kim walczyć – przyznał szczerze.

Teoretycznie, może się zdarzyć, że kierowców Williamsa w ogóle nie zobaczymy w niedzielnym wyścigu. W Formule 1 obowiązuje bowiem przepis, na mocy którego kierowca, który w kwalifikacjach uzyska czas gorszy niż 107 proc. czasu ich zwycięzcy, nie powinien zostać dopuszczony do rywalizacji o punkty. Ten punkt regulaminu powstał po to, by eliminować i jednocześnie mocno motywować do poprawy najsłabszych i najwolniejszych. W historii zdarzało się, że kilku kierowców z tego powodu faktycznie pozbawiono prawa startu w niedzielnych zawodach – kilku, choć wyniki poniżej normy uzyskiwała znacznie większa grupa. Sędziowie bywali jednak wyrozumiali i nawet gdyby Williamsy faktycznie okazały się „zawalidrogami”, to pewnie nie zostałyby odesłane na bocznice, ale fakt, że zespół musi brać pod uwagę podobny scenariusz, jest kolejnym powodem do wstydu.

Niedzielny wyścig o Grand Prix Australii zainauguruje sezon 2019. Kierowców tym roku czeka 21 eliminacji, ostatnią będzie GP Abu Zabi 1 grudnia.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl