logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Radek Pietruszka/ PAP

Olimpijskie nadzieje i niepokoje

Czwartek, 23 lipca 2020 (21:26)

Dokładnie za rok, 23 lipca 2021 roku, odbędzie się ceremonia otwarcia letnich igrzysk olimpijskich w Tokio. Odbędzie albo ma się odbyć, bo w obecnej rzeczywistości trudno zagwarantować, że faktycznie tak się stanie.

Zgodnie z planem igrzyska w Tokio miały się odbyć latem tego roku. Właśnie teraz powinniśmy się emocjonować rywalizacją sportowców, czekać na sukcesy reprezentantów Polski, cieszyć się z ich medali. Niestety, zawody musiały zostać przeniesione na kolejny rok. 24 marca, z bólem, decyzję taką podjął MKOl. Najważniejsza w niej była troska o zdrowie, tak uczestników, jak i kibiców, ale liczyła się też kwestia organizacyjna, związana choćby z olimpijskimi kwalifikacjami. W niektórych dyscyplinach już się zakończyły, ale w innych – nie. W związku z tym tysiące sportowców pozostawało w niepewności. Taki stan nie mógł być akceptowalny, stąd jedyne racjonalne wyjście o przeniesieniu igrzysk. Te, choć odbędą się w 2021 roku, zachowały nazwę Tokio 2020.

Trzeba wiedzieć, że taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy, gdyż nigdy w historii nie przekładano terminu najważniejszej sportowej imprezy. Przełożenie jej wiązało się i wiąże z gigantycznymi środkami, które na siebie musieli wziąć głównie japońscy organizatorzy oraz w mniejszym stopniu MKOl. O ile komitet będzie musiał wysupłać dodatkowe 800 milionów dolarów, to Azjaci już przeszło pięć miliardów. Szacuje się bowiem, że koszty przełożenia zawodów wyniosą nawet sześć miliardów USD.

Od razu pojawiły się pytania i wątpliwości, czy za 12 miesięcy sytuacja na świecie unormuje się na tyle, by nie doszło do kolejnego zamieszania i katastrofy, tym razem ostatecznej. Wiadomo bowiem, że kolejnego korygowania olimpijskiej daty już nie będzie. Jeśli zmagań nie uda się przeprowadzić w wyznaczonym terminie 2021 roku, igrzyska olimpijskie w Tokio zostaną definitywnie odwołane.

W stolicy Japonii walczyć ma około 11 tysięcy sportowców z całego świata. To potężna armia ludzi, ludzi, którzy przede wszystkim muszą czuć się bezpiecznie i komfortowo. Ze strony organizatorów zmagań można było już usłyszeć, że kluczowe dla przebiegu rywalizacji będzie wynalezienie szczepionki na koronawirusa. Można było też usłyszeć, że niekoniecznie. Co ciekawe, zmniejsza się też poparcie samych Japończyków dla igrzysk. Niedawna ankieta przeprowadzona przez agencję Kyodo wykazała, że niemal 34 procent mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni uważa, że przyszłoroczne zawody powinny zostać odwołane, a za nimi obstaje niespełna 24 procent. Jeszcze więcej osób opowiada się za kolejnym ich przełożeniem, ale wiadomo, że taki akurat scenariusz nie wchodzi już w grę. Zarówno organizatorzy, jak i MKOl są jednak zdeterminowani i już zapowiedzieli, że od jesieni zabiorą się za poszukiwanie rozwiązań, które pozwoliłyby bezpiecznie i sprawnie przeprowadzić rywalizację nawet wtedy, gdyby pandemii nie udało się opanować.

– Igrzyska w Tokio odbędą się w formule, na jaką pozwoli zdrowie i bezpieczeństwo – nie ma wątpliwości prezes PKOl Andrzej Kraśnicki, dodając, że nie obawia się niczego od organizacyjnej strony. – Program igrzysk pozostał ten sam, wszystkie obiekty sportowe też są przygotowane. Organizacyjnie, jak zwykle w Japonii, wszystko już zostało dopięte na ostatni guzik – podkreślił. Kraśnicki nie ma jednak wątpliwości, że przyszłoroczne igrzyska mogą nie przypominać wcześniejszych, albo więcej, że po prostu nie będą ich przypominały. – Możliwe, że wciąż będzie reżim dotyczący zdrowia, mogą więc zajść pewne zmiany. Ale na dziś przyjmujemy, że wszystko odbędzie się tak jak byłoby w tym roku. Zachowano też nazwę igrzysk i logo – zauważył.

Jeśli chodzi o sportową stronę igrzysk, to Polska na razie wywalczyła 88 kwalifikacji w 17 dyscyplinach. Oto one: gimnastyka sportowa, jeździectwo, kajakarstwo (slalom i sprint kajakowy), kolarstwo szosowe i torowe, lekkoatletyka, pięciobój nowoczesny, pływanie, siatkówka, strzelectwo, taekwondo, tenis stołowy, wioślarstwo, wspinaczka sportowa, zapasy, żeglarstwo. Oznacza to, że około 140 osób jest już pewnych wyjazdu do Tokio. Ta liczba oczywiście będzie o wiele większa. Czas na zdobywanie przepustek olimpijskich został wydłużony do 29 czerwca 2021 roku. – Jesteśmy w połowie kwalifikacji. Do grona osób z awansem nie zaliczamy np. szpadzistek, które praktycznie są już tego pewne, ale proces kwalifikacji nie został jeszcze zakończony. Są jeszcze osoby, które mają szansę jeszcze ją uzyskać. Wierzymy, że nasza ekipa będzie podobna do tej z Rio de Janeiro, czyli będzie liczyła ok. 240 osób, a przywiezie kilka medali więcej – powiedział szef misji olimpijskiej Marcin Nowak, podkreślając, że przygotowania do igrzysk są dokładnie śledzone. – Widzimy niepokój i niepewność, czy w ciągu roku sytuację uda się ustabilizować. Jednak wierzymy, że igrzyska się odbędą i nasi sportowcy zrealizują swoje cele i marzenia. To wydarzenie, na które każdy sportowiec czeka całe życie. Chcielibyśmy też, by igrzyska w Tokio były symbolem powrotu do normalności – dodał Nowak.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl