logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: TANNEN MAURY / PAP/EPA

Nie przestają zachwycać!

Piątek, 12 lipca 2019 (12:39)

Polscy siatkarze nie przestają zadziwiać. Dzień po niewiarygodnym zwycięstwie nad Brazylią pokonali inną potęgę – Iran – 3:1, odnosząc drugie zwycięstwo w turnieju finałowym Ligi Narodów, oznaczające jednocześnie przepustkę do półfinału tej imprezy!

Od razu przypomnijmy, choć sympatycy siatkówki pewnie o tym doskonale wiedzą: Biało-Czerwoni w Chicago, gdzie odbywa się Final Six, występują w składzie rezerwowym, bez swych największych gwiazd, liderów, sław. Wydawać by się zatem mogło, iż siłą rzeczy powinni radzić sobie gorzej, czy też odnosić słabsze rezultaty. Tymczasem nic z tego, a po dwóch rozegranych do tej pory meczach nie wypada już pisać o kadrach A i B, o zawodnikach podstawowych i rezerwowych, o pewniakach i tych, którzy do narodowej drużyny aspirują. Bo choć faktycznie zza ocean nie wybrali się najwięksi, nie wybrali się mistrzowie świata (obecnie w Zakopanem przygotowują się do olimpijskich kwalifikacji, najważniejszej imprezy sezonu), to, co pokazali i pokazują ich młodsi i mniej doświadczeni koledzy, zachwycało. Zwycięstwo nad Brazylią było czymś nierealnym i wielu obawiało się, że dobę po tym pojedynku, niebywale zmęczeni, wyczerpani Polacy mogą nie mieć wystarczająco dużo sił, by przeciwstawić się Iranowi. Drugiej, obok Brazylii właśnie, najlepszej drużynie fazy interkontynentalnej Ligi Narodów, drużynie, której pojedynki z Biało-Czerwonymi zawsze toczyły się na styku i były pełne kontrowersji. Drużynie, która kilka tygodni temu naszych pokonała.

I faktycznie, w pierwszym secie meczu w Chicago ten scenariusz zdawał się sprawdzać. Polacy nie grali źle, ale gorzej niż z „Canarinhos”, bez tego błysku, swobody, pasji, którymi zachwycali. Popełniali przy tym błędy, a rywale prezentowali się świetnie. Można było nawet odnieść wrażenie, że każda udana akcja zwiększała pewność siebie Irańczyków, którzy w pewnym momencie zaczęli myśleć, że nic złego ich nie spotka. Nasi co prawda ruszyli w pogoń, od stanu 10:17 doprowadzili do wyniku 17:19, lecz więcej nie byli w stanie zdziałać.

Były to jednak tylko złe miłego początki. Od drugiego seta polski zespół znów grał jak marzenie. Ofiarnie, z ogromnym zaangażowaniem, znakomicie zagrywając, blokując, atakując. Pomogli im w tym… sędziowie, których kilka kontrowersyjnych decyzji, czerwona kartka dla protestującego Vitala Heynena jeszcze mocniej skonsolidowały biało-czerwoną ekipę. I tak od wyniku 13:13 zdobyła ona cztery kolejne punkty, całkowicie odbierając wiarę przeciwnikom.

W trzeciej odsłonie początkowo lepsze wrażenie sprawiali Irańczycy, którzy prowadzili nawet 11:8. Fantastyczna zagrywka Bartosza Bednorza, połączona z niesamowitymi atakami i blokami Norberta Hubera spowodowały jednak, że za kilka minut to nasi wygrywali 15:12 – i nie zwolnili już do samego końca. W czwartym secie walka była bardziej wyrównana, rywale ani myśleli się poddać, do ostatniej piłki bili się o swoje, jednak Polacy nie dali sobie wyrwać zasłużonego i ciężko zapracowanego zwycięstwa. Wygrali seta, wygrali cały mecz, drugi w Chicago, zapewniając sobie awans do półfinału Ligi Narodów. Coś, co mogło się wydawać nierealne, biorąc pod uwagę, że zarówno Iran, jak i wcześniej Brazylia, przeciw niedoświadczonej polskiej drużynie wystawiły największe swe gwiazdy. Największe siły. A jednak to nasi okazali się lepsi, pokazując siatkówkę na kosmicznym poziomie. – Wygraliśmy dwa mecze, a mało kto na nas stawiał. Mamy jednak nadzieję, że to koniec, zrobimy wszystko, by awansować do finału i wygrać ten turniej – powiedział Huber. Odważnie, ale do odważnych świat należy, a nasi w Chicago pokazali już, że nie ma granic, których nie są w stanie pokonać.

Polska – Iran 3:1 (21:25, 25:18, 25:20, 25:22). Polska: Marcin Komenda, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Maciej Muzaj, Bartosz Bednorz, Karol Kłos, Jakub Popiwczak (libero) oraz Marcin Janusz, Piotr Łukasik, Łukasz Kaczmarek, Bartłomiej Bołądź.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl