logo
logo

Zdjęcie: flickr/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Flickr

Biało-Czerwoni na trzecim miejscu!

Poniedziałek, 15 lipca 2019 (21:04)

To wielki sukces, bo trzecie miejsce młodej, niedoświadczonej reprezentacji Polski w turnieju finałowym Ligi Narodów siatkarzy trzeba uznać za wielki sukces. Biało-Czerwoni w pojedynku o tę lokatę pokonali Brazylię 3:0, drugi raz podczas rozgrywanego w Chicago turnieju.

Najpierw okazali się lepsi w fazie grupowej, po pasjonującym boju wygrywając z Canarinhos 3:2. Po tamtym meczu trener Vital Heynen przyznał, że zapamięta je do końca życia. W niedzielnym Belga na ławce zabrakło. Nie, nie dlatego, że pojawiły się jakieś problemy czy przeszkody, uznał bowiem, że bardziej będzie potrzebny… pozostałym reprezentantom, przygotowującym się w Zakopanem do olimpijskich kwalifikacji, i postanowił jeden dzień wcześniej wrócić do kraju. Wokół tej decyzji powstało wiele kontrowersji i niejasności, trudno ją było zrozumieć, wypada tylko mieć nadzieję, że wszelkie „ale” uda się wyjaśnić szybko, unikając przy tym większych zgrzytów – czyli czegoś, czego polska siatkówka najmniej obecnie potrzebuje.

Drugi mecz z Brazylią w Chicago miał przesądzić o tym, która z drużyn zajmie w Final Six trzecie miejsce. Stawka była spora, jedni i drudzy chcieli zwyciężyć. Polacy, bez Heynena, z Jakubem Bednarukiem tymczasowo w roli szefa, rozpoczęli nadzwyczajnie. W pierwszym secie udawało się im praktycznie wszystko, a siatkówka na najwyższym poziomie przyniosła im pewną, szybką i szokująco – biorąc pod uwagę klasę rywala – łatwą wygraną. W drugiej partii trener Brazylijczyków dokonał kilku zmian, wyprowadzając na boisko najcięższe działa. I co? I nic, nadal lepsze wrażenie sprawiali Polacy, prowadząc od pierwszych piłek. W końcówce Canarinhos co prawda wyrównali na 23:23, ale decydujące słowo i tak należało do Biało-Czerwonych. Trzeci set przebiegł ponownie pod dyktando naszych reprezentantów, którzy po prostu nie dali rywalom żadnych szans. Świetna zagrywka, skuteczny blok, który przypominał mur nie do przejścia (tym elementem zdobyli aż 14 punktów, podczas gdy przeciwnicy tylko cztery) spowodowały, że Polacy sprawę załatwili szybko, w trzech setach, zasłużenie kończąc finałowe zmagania na trzecim miejscu. – Ten brąz smakuje jak złoto. Zrobiliśmy niesamowitą robotę. Nikt nie spodziewał się, że awansujemy do Final Six, a później – że wygramy w Chicago jakikolwiek mecz – przyznał atakujący Łukasz Kaczmarek.

Ligę Narodów, po raz drugi z rzędu, zdominowali natomiast Rosjanie. W wielkim finale pokonali USA 3:1 (25:23, 20:25, 25:21, 25:20), rewanżując się za porażkę w fazie grupowej. O ile jednak wówczas zagrali w składzie rezerwowym, o tyle na bój o złoto wyszli w najmocniejszym zestawieniu, ze wszystkimi gwiazdami.

Warto jeszcze dodać, że najlepiej punktującym siatkarzem Final Six został Bartosz Bednorz, który w czterech meczach zdobył aż 78 punktów, o 21 wyprzedzając Amerykanina Matthew Andersona, wybranego MVP, czyli najlepszym zawodnikiem turnieju. Bednorz znalazł się w jego „Drużynie Marzeń”.

Polska – Brazylia 3:0 (25:17, 25:23, 25:21). Polska: Marcin Komenda, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Łukasz Kaczmarek, Bartosz Bednorz, Karol Kłos, Jakub Popiwczak (libero) oraz Maciej Muzaj, Jędrzej Gruszczyński.

Wyróżnienia indywidualne Final Six: najlepsi przyjmujący: Jegor Kliuka, Dmitrij Wołkow (obaj Rosja), Bartosz Bednorz; najlepsi środkowy bloku: Max Holt (USA), Iwan Jakowlew (Rosja); najlepszy libero: Erik Shoji (USA); najlepszy rozgrywający: Micah Christenson (USA); MVP/najlepszy atakujący: Matthew Anderson (USA).

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 6 sierpnia 2019 (14:50)

NaszDziennik.pl