logo
logo

Zdjęcie: Maciej Kulczyński/ Nasz Dziennik

Różnica klas. Kilku

Wtorek, 17 września 2019 (21:25)

Na polskich siatkarzy nie ma mocnych. Dziś w Amsterdamie nawet się nie zdążyli zmęczyć i rozbili 3:0 Czarnogórę, odnosząc czwarte kolejne zwycięstwo w grupie D mistrzostw Europy. Są już oczywiście pewni awansu do kolejnej rundy turnieju.

Wcześniejsze trzy spotkania nasi rozegrali w Rotterdamie. Najpierw pokonali Estończyków 3:1, a następnie zarówno Holendrów, jak i Czechów po 3:0. W każdym z tych pojedynków, nawet z Estończykami, czyli wtedy, gdy stracili jedynego jak na razie seta, nie dali rywalom szans, dominując nad nimi wyraźnie, jak na mistrzów świata przystało. Po trzecim ze wspomnianych meczów, z Czechami, Biało-Czerwoni musieli przeprowadzić się do Amsterdamu, by w tym mieście dokończyć grupowe zmagania. Czasu na przygotowanie się do dzisiejszego starcia nie mieli zatem dużo, ale trener Vital Heynen specjalnie nie zwracał na to uwagi. Wiedział, że przewaga jego podopiecznych nad Czarnogórcami jest tak kolosalna, że umiejętności są tak kosmiczne, że sprawę, niezależnie od wszystkiego, załatwią szybko, łatwo i bez najmniejszych problemów. Bez uronienia nawet kropli potu. I tak faktycznie było.

Debiutujący na mistrzostwach Europy przeciwnicy wyszli na boisko bez wiary w sukces, ale trudno się było im dziwić, skoro po drugiej stronie siatki stały takie tuzy jak Dawid Konarski, Wilfredo Leon, Mateusz Bieniek czy Karol Kłos. Biało-Czerwoni tymczasem postanowili zagrać z szacunkiem dla rywala, czyli na poważnie. W efekcie pierwszy set przebiegł w rekordowym tempie. Nasi znakomicie zagrywali, znakomicie atakowali, przestraszeni Czarnogórcy milili się raz za razem i ostatecznie Polacy stracili tylko 10 punktów, bijąc swe osiągnięcie ze spotkania z Czechami, kiedy to w drugiej odsłonie pozwolili rywalom zdobyć o dwa punkty więcej.

W drugim secie nasi delikatnie zwolnili, na tyle, by rywale mogli uratować choć trochę sportowej dumy. Raz nawet Heynen mocno się zdenerwował. Nie, nie na podopiecznych, tylko sędziów, którzy przyznali rywalom punkt w bardzo, ale to bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Ów punkt na wynik nie miał żadnego wpływu, jednak lepiej, by podobne sytuacje nie przytrafiły się w meczach, które toczyć się będą na styk. Zapewne kilka takowych nasi rozegrają, choć na razie na mistrzostwach Europy grają bardziej sparingi niż spotkania o wielką stawkę. W żadnym nie napotkali bowiem oporu, nie licząc fragmentów starcia z Estonią, która sama była chyba zaskoczona wygraniem jednego seta.

Wracając jednak do dzisiejszego starcia. Na początku trzeciej odsłony Czarnogórcy nawet powalczyli i na tablicy pojawił się remis 5:5. Potem jednak nasi włączyli wyższy bieg, kropkę nad i stawiając szybko, tak jak chcieli – w trzech setach, specjalnie się nie męcząc i nie wysilając.

Jutro Polaków czeka dzień przerwy. W czwartek, na zakończenie w grupie D, zmierzą się z Ukrainą i być może nie będzie tak szybko i łatwo jak dziś, ale też sprawę powinni zamknąć w trzech setach. Emocje pojawią się później.

Polska – Czarnogóra 3:0 (25:10, 25:17, 25:19). Polska: Marcin Komenda, Dawid Konarski, Aleksander Śliwka, Wilfredo Leon, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Damian Wojtaszek (Libero) oraz Artur Szalpuk

 

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 17 września 2019 (21:25)

NaszDziennik.pl