logo
logo

Zdjęcie: pzps.pl/ -

Heynena nie martwi opóźnienie

Wtorek, 24 września 2019 (14:08)

Polscy siatkarze w przylotniskowym hotelu czekają na rządowy samolot, który ok. godz. 15 ma ich zabrać do Lublany, gdzie rozegrają półfinał mistrzostw Europy. Trenera Vitala Heynena nie martwi opóźnienie związane z kłopotami z podróżą.

 

– Ranek nie zaczął się najlepiej, ale myślę, że to niesamowite, że cały kraj nam pomaga. Premier, kibice, ważne osoby w państwie, to bardzo istotne. To bardzo miłe, nie czuję teraz nic negatywnego, nawet jeśli to długi dzień. Kraj jest za nami. Przekonaliśmy się o tym raz jeszcze – zaczął Heynen.

Szkoleniowiec mistrzów świata ma nadzieję, że uda mu się odwdzięczyć za to wsparcie sukcesem w postaci wywalczenia medalu. Wcześniej na Twitterze zapowiedział, że w takim wypadku przekaże krążek Mateuszowi Morawieckiemu. 

W poniedziałkowy wieczór jego podopieczni pokonali w Apeldoorn Niemców 3:0 i awansowali do półfinału. Następnego dnia rano mieli polecieć do Lublany, gdzie czeka ich pojedynek z gospodarzami. Utknęli jednak na lotnisku w Amsterdamie – ich lot został odwołany w związku z dwudniowym zawieszeniem działalności przez słoweńskie linie Adria Airways, którymi miała podróżować kadra. Z pomocą przyszedł premier RP.

– Nasze kłopoty to wina holenderskich organizatorów. Oni są odpowiedzialni za naszą podróż do Słowenii. Powiedzieli, że zostali tym zaskoczeni, ale słyszałem, że tym liniom lotniczym od dawna groziło bankructwo, więc nie nazwałbym tego wielką niespodzianką – powiedział Belg.

Zaznaczył, że organizatorzy powinni mieć plan B. – Zapytałem ich o to, a oni na to: „wszystko jest w porządku”. A ja: „nie, nie jest”, nasz samolot został odwołany i zostaliśmy z niczym. Nie jest to poprawne, jeśli organizatorzy tak podchodzą do tego. Nie podoba mi się to. Gdyby to dotyczyło np. Lufthansy, to firma stara się znaleźć rozwiązanie. Zobaczymy, jakie będą konsekwencje – ocenił Heynen.

Trener Biało-Czerwonych nie obawia się o to, że jego podopieczni tracą przez te kłopoty czas, który po pierwotnie planowanym przylocie do Lublany mieli poświęcić na odpoczynek.

– Nie jest idealnie, ale też nie jest najgorzej. Nie było dostępnej wystarczającej liczby pokojów w hotelu przylotniskowym, więc kilku zawodników śpi, a reszta siedzi w hotelowym saloniku, popija napoje i odpoczywa – relacjonował.

Jak dodał, w ciągu ostatniego roku ma wyjątkowego pecha do odwoływanych lotów. – Zdarzyło mi się to cztery razy, a wcześniej nigdy w życiu – podkreślił.

Belg jednak tryskał dobrym humorem. – Jak można narzekać, jeśli ma się okazję polecieć rządowym samolotem? Dla mnie to będzie pierwsza i prawdopodobnie ostatnia taka okazja – zaznaczył.

RP, PAP

Aktualizacja 17 października 2019 (13:19)

NaszDziennik.pl