logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Co zrobi Horngacher?

Poniedziałek, 4 lutego 2019 (22:25)

Pod koniec lutego lub na początku marca okaże się, z jaką reprezentacją w przyszłym sezonie będzie pracował Stefan Horngacher. Wielką ochotę na podebranie nam tego trenera mają bowiem Niemcy i już rozpoczęli bardzo mocne podchody pod Austriaka.

To temat, który spędza sen z powiek wielu sympatykom skoków narciarskich. Im nie trzeba bowiem tłumaczyć, co dla rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju zrobił Horngacher. Choć w sporcie,tak jak w życiu nie ma „czarodziejskich różdżek”, nic nie dzieje się od razu, praca Austriaka z reprezentacją Polski od początku przypomina pasmo sukcesów. Przyszedł z pewną myślą i ideą, w której podstawą była ciężka praca. Wręcz harówka – zdarzało się bowiem, że fundował podopiecznym… trzydniową przerwę między sezonami. Skoczkowie, z których większość go już dobrze znała, Austriakowi jednak w pełni zaufali i uwierzyli. Bez wahania za nim podążyli i z tak stworzonej mieszanki wybuchowej zrodziły się wielkie sukcesy – medale olimpijskie i mistrzostw świata, Kryształowa Kula, pojedyncze zwycięstwa i miejsca na podium, często pierwsze w karierach poszczególnych zawodników. Pod okiem tego właśnie trenera Polacy wykonali niewiarygodny postęp, stając się dla innych wzorem odniesienia. Podczas gdy przez lata to my zazdrościliśmy sukcesów i szkoleniowej myśli i szkoły Austriakom, to teraz oni spoglądają na nas z niedowierzaniem i podziwem.

I choć na wyniki pracuje całe grono ludzi, choć odnoszą je zawodnicy, nikt nie ma wątpliwości, jak wielką są zasługą Horngachera. PZN miał nadzieję zatrzymać trenera do następnych igrzysk olimpijskich (jego poprzednia umowa wygasała w marcu ubiegłego roku), czyli do 2022 roku. Przygotował nawet wzór kontraktu, spełniając po drodze wszystkie życzenia i warunki Austriaka. Pieniądze wcale nie były dlań najważniejsze, choć oczywiście się liczyły, szkoleniowcowi bardziej zależało na pełnym dostępie do najnowszych technologii i najlepszych fachowców. Niestety, trener zdecydował się przedłużyć umowę tylko o rok, czyli do końca obecnego sezonu.

Od kilku miesięcy szefostwo związku, Adam Małysz i zawodnicy z największą delikatnością próbowali przekonywać Austriaka, by pozostał z Kamilem Stochem i jego kolegami. Wiadomo było, że to trudna misja, bo zainteresowanie trenerem wyrażali Niemcy. W ich wypadku wiele zależało od decyzji Wernera Schustera, prowadzącego tamtejszą kadrę od wielu sezonów. Znakomity szkoleniowiec w ubiegłym tygodniu poinformował jednak, iż obecny sezon będzie jego ostatnim w dotychczasowej roli. Chce poświęcić się rodzinie, dla której brakowało mu zawsze czasu. Od razu stało się jasne, że Niemcy zintensyfikują działania przy „operacji Horngacher” – i tak się stało. Nie ma praktycznie dnia, by nie pojawiały się wypowiedzi ludzi skoków, byłych i obecnych zawodników, działaczy, na temat zatrudnienia austriackiego szkoleniowca. Podczas gdy PZN pracował w ciszy, Niemcy zaczęli ofensywę, raz za razem próbując przekonywać, że Austriak obejmie ich kadrę. Sam zainteresowany przyznał w końcu, że praca dla reprezentacji Niemiec byłaby dla niego zaszczytem, że zawsze dobrze czuł się w tym kraju (w przeszłości szkolił niemieckich juniorów, odpowiadał za kadrę B, był też trenerem Martina Schmitta).

Niemcy mają pieniądze, ale PZN też, więc kwestia przyszłości trenera nie będzie uzależniona od tego, kto da więcej. Horngacher też jest mocno związany z naszymi reprezentantami, chwaląc ich za podejście do sportu, życia, imponują mu oni pod względem wyznawanych wartości. Małysz przyznał niedawno, że Austriak ma potężne „myślenice”, że nie jest mu łatwo i decyzja, którą podejmie, może być najtrudniejszą w jego sportowym życiu. Nie jest raczej tajemnicą, czego chciałaby rodzina szkoleniowca. On sam mieszka w Niemczech, jego żona jest Niemką, dzieci widuje sporadycznie. To kwestie delikatne, ale prawdopodobnie kluczowe. Z drugiej strony w pracę w Polsce się zaangażował, ma tu oddanych i świetnych zawodników, stworzył sztab ludzi, cały system, którego jest szefem i w którym za wielu i wiele odpowiada.

Od dawna powtarza, że określi się po mistrzostwach świata w Seefeld. 23 i 24 lutego na dużej skoczni rozegrane zostaną konkursy indywidualny i drużynowy, 1 marca odbędą się zmagania na normalnym obiekcie. PZN chciał do tego czasu specjalnie Horngachera nie naciskać, ale nie wiadomo, czy ta taktyka wypali, bo Niemcy już nie pozostawiają wątpliwości, jakie mają oczekiwania i pragnienia wobec prawdopodobnie najlepszego trenera świata.

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl