logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Grzegorz Momot/ PAP

Co najlepsze na sobotę

Piątek, 22 lutego 2019 (23:25)

Wszyscy polscy skoczkowie narciarscy zakwalifikowali się dziś do jutrzejszego konkursu mistrzostw świata, który odbędzie się na słynnej Bergisel w Innsbrucku. Żaden co prawda nie zachwycił, jednak jak przyznał Dawid Kubacki, „nie ma co się martwić”. Wszystko, co najlepsze, nasi zachowali na decydującą rozgrywkę.

W kwalifikacjach wystąpiło czterech Biało-Czerwonych: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Kubacki i Jakub Wolny. Piąty, czyli Stefan Hula, został przez trenera Stefana Horngachera odstawiony. Austriak mógł bowiem posłać do boju czterech zawodników, a Hula, tak dobrze skaczący w poprzednim sezonie, w tym prezentuje się znacznie poniżej oczekiwań. Słabą formę potwierdził choćby podczas treningowych prób, już w Innsbrucku.

Dziś nasi w komplecie zrobili to, czego od nich wszyscy wymagaliśmy – awansowali do sobotniego konkursu. W kwalifikacjach nie wystąpili jednak w głównych rolach, ba, żaden z Biało-Czerwonych nie zajął miejsca w czołowej dziesiątce. Najlepszy z nich, Stoch, poleciał 120 m, co dało mu 11. miejsce. Na 24. uplasował się Dawid Kubacki (114,5), na 33. Żyła (110,5), a na 35. Wolny (111,5). Nie ma co ukrywać, nie były to próby spektakularne, raczej przeciętne. Czy to powód do niepokoju? Nie. Spokojnie, piątkowym zadaniem Polaków było wywalczyć awans do konkursu, choć sami nie ukrywali, że nie skakali jakoś nadzwyczajnie. – Mieliśmy skakać na luzie, treningowo, bez napięcia. Mój skok idealny pod względem technicznym jednak nie był – powiedział Stoch, który ma w kolekcji jeden złoty medal mistrzostw świata zdobyty indywidualnie i jeden wywalczony wraz z drużyną. – Nie ma co się martwić – dodał jednak Kubacki, marzący o indywidualnym podium w najlepszym w swym wydaniu sezonie. Dwa lata temu w Lahti na dużym obiekcie trzeci był Żyła, co wówczas… odjęło mu mowę. Teraz Żyła stanowi zagadkę. W środę podczas treningów i dziś podczas kwalifikacji skakał bowiem słabiutko, notując rezultaty na poziomie czwartej dziesiątki. Czy to, co najlepsze, chował na sobotnie zawody? Trudno powiedzieć. Inna sprawa, że skoczkowie startujący w końcówce mieli nieco gorsze warunki od konkurentów, co z pewnością miało wpływ na uzyskiwane przez nich odległości. Oby jutro naszym dopisało pod tym względem więcej szczęścia.

Kwalifikacje wygrał Niemiec Markus Eisenbichler (128,5 m), przed swoim rodakiem Karlem Geigerem (131, ale z wyższej belki i w korzystniejszych warunkach). Widać, że nasi zachodni sąsiedzi są bardzo mocni i na pewno powalczą jutro o najwyższe cele. Kapitalną formę z treningów potwierdził rewelacyjny Szwajcar Killian Peier (127,5), który nagle urósł do miana jednego z faworytów rywalizacji. Czwarty był z kolei lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Japończyk Ryoyu Kobayashi (126).

Sobotni konkurs, na rozgrywanym na doskonale znanym z Turnieju Czterech Skoczni obiekcie Bergisel w Innsbrucku, rozpocznie się o godzinie 14.30.

A dziś w Seefeld, pełniącym oficjalnie rolę miasta-gospodarza mistrzostw, poznaliśmy najlepszych kombinatorów norweskich. Po raz szósty w karierze złoty medal wywalczył Niemiec Eric Frenzel, który najpierw był najlepszy w skokach, potem uzyskał 16. czas biegu (zawodnicy rywalizowali na dużej skoczni, a później mieli do przebiegnięcia 10 km), ale to wystarczyło. Na metę wpadł jako pierwszy, w czasie 23.43,0 min, o 4,3 s lepszym od Norwega Jana Schmida i o 8,7 s lepszym od Austriaka Franza-Josefa Rehrla. Frenzel to kombinator niezwykle utytułowany, jednak w tym sezonie spisywał się wcześniej słabo, dlatego nie uchodził za faworyta.

Polacy? Po skoku na 124 m bardzo dobre ósme miejsce zajmował Szczepan Kupczak, ale to zawodnik znany z tego, że świetnie skacze, a w biegu bardzo od rywali odbiega. To się niestety potwierdziło, na trasie uzyskał dopiero 42. wynik i ostatecznie uplasował się na 25. pozycji (2.44,6 min straty do zwycięzcy). Na 30. miejscu zmagania ukończył Paweł Słowiok, na 34. Adam Cieślar, a na 49. Paweł Twardosz. Do mety dobiegło 55 uczestników.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl