logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: CHRISTIAN BRUNA/ PAP/EPA

Niewiarygodne!

Piątek, 1 marca 2019 (19:27)

Dawid Kubacki został dziś na normalnym obiekcie w Seefeld mistrzem, a Kamil Stoch wicemistrzem świata w najbardziej szalonym konkursie w historii skoków narciarskich.

Czegoś takiego jeszcze nie było! Po pierwszej serii piątkowych zawodów wszyscy bez wyjątku byliśmy skłonni wysyłać odpowiedzialnych za ich przeprowadzenie co najmniej do… pośrednika, po nową pracę. Rozgrywany w anormalnych, koszmarnych warunkach konkurs przypominał bowiem loterię, w której nielicznym dopisywało szczęście, a pozostali musieli godzić się z tym, iż nie forma, iż nie ciężko przepracowane miesiące decydować będą o wynikach. W tym drugim gronie znajdowali się Polacy, ci, na których najbardziej liczyliśmy w kontekście walki o medale: Kubacki i Stoch.

Po niepowodzeniach z Innsbrucka przenieśli się do Seefeld po to, by spełnić swe marzenia. Szczególnie Kubacki, wielki talent, któremu ciągle brakowało w kolekcji spektakularnego indywidualnego sukcesu. W sesjach treningowych, podczas kwalifikacji obaj skakali tak, iż nasza wiara w uratowanie przez nich mistrzostw mocno odżyła. Już dawno nie było bowiem światowego championatu w narciarstwie klasycznym bez polskiego medalu. Dzisiejszy konkurs był ostatnią nań szansą.

A tu nagle okazało się, iż nie forma, nie talent, nie wielomiesięczna harówka w pocie czoła mogą o wszystkim rozstrzygnąć. Pierwsza seria od początku rozgrywana była w bardzo trudnych warunkach, z tym że startujący jako pierwsi zawodnicy mieli je jeszcze jako takie. Nie koszmarne. Potem jednak nastąpiło totalne pogorszenie – jak wielkie, pokazał choćby przykład Stefana Huli. Dobrze prezentujący się na treningach Polak skoczył zaledwie 88 m. Po jego próbie sędziowie podjęli decyzję o wydłużeniu rozbiegu. Nie pierwszą tej serii. A na normalnym obiekcie, przy wszelkich przelicznikach, każde przeniesienie belki wyżej skutkuje sporą liczbą ujemnych punktów, trudną do odrobienia, szczególnie w takich warunkach, przy zmiennym wietrze, na przemian padającym śniegu i deszczu.

Kubacki i Stoch sobie z nimi nie poradzili. Nie mieli prawa, bo trafili na wiatr dramatycznie zły. Kubacki uzyskał zaledwie 93 m, co dało mu 27. miejsce na półmetku. Stoch wylądował jeszcze bliżej, o dokładnie półtora metra, i był 18. Otrzymał bowiem rekompensatę za wiatr… Bądźmy szczerzy, ogromną, acz i tak śmieszną w porównaniu z warunkami, w jakich został wypuszczony. To był prawdziwy skandal, że ktoś zdecydował się dać zielone światło wielkiemu mistrzowi skoków, w sytuacji, gdy ten absolutnie nie miał prawa niczego zdziałać. Trener Stefan Horngacher był wściekły, ze zrezygnowania machał rękoma. Zawodnicy zwieszali głowy. Wiedzieli, że zdobili co mogli, a mogli niewiele. W tym momencie, na półmetku zmagań, było praktycznie przesądzone, że jedyne, co jeszcze nasi mogą zdziałać, to postarać o miejsce w drugiej dziesiątce. Może, przy szczęśliwym zbiegu okoliczności, pod koniec czołowej. Medal zdawał się być czymś absolutnie nierealnym.

Co ciekawe, prowadził Japończyk Ryoyu Kobahashi, startujący tuż po Stochu. Japończyk poleciał aż 101 m, zdecydowanie dalej od naszego asa, jedno tylko trzeba zauważyć – wyruszył przy wietrze diametralnie innym od Polaka. O wiele korzystniejszym. Ten bowiem potrafił zmienić się w jednej chwili.

Bądźmy szczerzy – w tym momencie chyba nikt już nie wierzył w szczęśliwy finał. Nikt, poza głównymi aktorami, którzy postanowili powalczyć. Dać z siebie wszystko, jeszcze raz. Zaczął Kubacki, który uzyskał niewiarygodne w takich okolicznościach 104,5 m. Żaden z rywali skaczących za nim nie potrafił nawet do tej odległości się zbliżyć. Wreszcie na belce zasiadł Stoch i poleciał 101,5 m. Nie prześcignął kolegi z reprezentacji, lecz usadowił się tuż za nim, na drugiej pozycji. I tak dwaj reprezentanci Polski na dwóch czołowych lokatach pozostawali i pozostawali. Konkurenci robili, co mogli, lecz nie byli w stanie powtórzyć wyczynów podopiecznych Horngachera. W pewnym momencie zaczęliśmy wierzyć, że może się wydarzyć to, co nierealne. Sportowy cud, jakiego jeszcze w historii skoków nie było. Oczyma wyobraźni zobaczyliśmy Polaka na podium, ale to, co się ostatecznie wydarzyło, przeszło najśmielsze wyobrażania. Oto bowiem Kubackiego i Stocha nie wyprzedził nikt! Ani doskonały Austriak Stefan Kraft, ani Kobayashi, który w finałowej próbie całkowicie zawiódł. Może to nawet złe słowo, bo w takim konkursie, w takich warunkach, o „zawodzie” mówić nie sposób.

Ten cud, ten sportowy cud, niewiarygodny, niewyobrażalny, przyniósł Polsce dwa medale. Kubacki zdobył złoty, choć po pierwszej serii plasował się na 27. miejscu. Takiego awansu, takiego niebywałego, przeczącego logice i zdrowemu rozsądkowi przeskoku, w historii tej dyscypliny na wielkiej imprezie jeszcze nie było. Stoch sięgnął po krążek srebrny, choć na półmetku był 18. Po wszystkim aż trudno było uwierzyć, ale tak, to była prawda. Dziś w Seefeld najlepsi okazali się Polacy!

Szalony był to dzień. Szalony konkurs. Z jednej strony przypominał nienormalny, wręcz niemoralny wyścig, bo zaprzeczał zdrowej, toczonej fair rywalizacji. Z drugiej – przyniósł heroiczny triumf Polaków. Polaków, którzy dokonali niemożliwego, którzy mieli prawo czuć się pokrzywdzonymi, przegranymi. A jednak znaleźli w sobie wiarę, połączyli ją z niewiarygodnymi umiejętnościami i przygotowaniem, zrobili coś, co na stałe zapisze się w sportowych kronikach.

Wyniki konkursu na skoczni normalnej:
1. Dawid Kubacki 218,3 pkt (93+104,5 m),
2. Kamil Stoch 215,5 (91,5+101,5),
3. Stefan Kraft (Austria) 214,8 (93,5+101),
4. Philipp Aschenwald (Austria) 214,5 (91+102,5),
5. Richard Freitag (Niemcy) 211,3 (93,5+103,5),
6. Stephan Leyhe (Niemcy) 210,6 (96,5+99),
7. Markus Eisenbichler (Niemcy) 210,5 (91+102,5) i Yukiya Sato (Japonia) 210,5 (92+99),
9. Michael Hayboeck (Austria) 208,5 (93,5+100),
10. Killian Peier (Szwajcaria) 207,4 (98,5+98),
11. Jernej Damjan (Słowenia) 206,1 (92+98),
12. Stefan Hula 205,8 (88+100).

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 1 marca 2019 (23:21)

NaszDziennik.pl