logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Historyczny triumf Polaków

Sobota, 23 marca 2019 (20:42)

Dzisiaj w Planicy polscy skoczkowie narciarscy po raz pierwszy wygrali drużynowe zawody Pucharu Świata na mamucim obiekcie. Kadencja trenera Stefana Horngachera pełna jest historycznych triumfów. „To się chyba nigdy nie znudzi" – powiedział skaczący jako pierwszy Jakub Wolny.

 

Horngacher objął reprezentację Polski trzy lata temu. Pierwszy konkurs PŚ pod jego wodzą odbył się 3 grudnia 2016 roku w Klingenthal, a Biało-Czerwoni cieszyli się po nim z pierwszego w historii zwycięstwa. 

W 2017 roku w Lahti przyszła pora na pierwszy tytuł drużynowych mistrzów świata, a następnie na pierwszy Puchar Narodów. Natomiast w ubiegłym roku w Pjongczangu Biało-Czerwoni po raz pierwszy stanęli na podium drużynowych zmagań olimpijskich, a dokładnie na jego najniższym stopniu.

Sobotni triumf jest szóstym zwycięstwem Polaków w PŚ. Zawsze w składzie byli Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Po raz piąty z zespołowego zwycięstwa cieszył się Piotr Żyła, a po raz trzeci – najmłodszy w tym gronie 24-letni Wolny.

Biało-Czerwoni prowadzili od początku do końca zawodów. Wolny w pierwszej próbie osiągnął 237,5 m i przy okazji kolejny raz w ostatnim czasie pobił swój rekord życiowy w długości skoku.

„Po obejrzeniu powtórki uważam, że mogłem ponad 240 metrów uzyskać, ale w locie to nie jest takie proste” – powiedział.

Polacy byli faworytami zawodów, ale niespodziewanie najbardziej można się było obawiać o formę Stocha, który w żadnym z trzech ostatnich indywidualnych konkursów nie znalazł się w czołowej „10”. Kiedy w serii próbnej skoczył zaledwie 174 m, wśród polskich dziennikarzy pojawiło się zwątpienie. W zawodach było jednak znacznie lepiej. Trzykrotny mistrz olimpijski, lądując na 227. m, powiększył przewagę nad rywalami.

„Napędziłem sobie stracha w serii próbnej. Na szczęście miałem jeszcze dwa podejścia, w których mogłem zrobić wszystko, jak trzeba. Nie jestem w superformie w tym momencie, ale dziś zrobiłem wszystko, co mogłem, i czuję się częścią zwycięskiej drużyny” – podkreślił.

Stoch w rywalizacji drużynowej zwykle skacze jako ostatni z Polaków. Tym razem Horngacher ustalił inną kolejność.

„Na ostatnim ciąży większa presja, a jeśli ma się w głowie jakąś niepewność, to jeszcze trudniej sobie z tym poradzić. Cieszę się, że mogłem skakać wcześniej, na trochę większym luzie” – przyznał.

Później nie zawiedli Kubacki oraz Żyła i Polska na półmetku miała 23 punkty przewagi nad zajmującą drugie miejsce Słowenią.

W drugiej serii wszystko przebiegało zgodnie z planem. Ostatni na belce startowej usiadł Żyła i poleciał aż 242,5 m. Choć przy lądowaniu się podparł, to przypieczętował triumf Polaków, a także zdobycie Pucharu Narodów w sezonie 2018/19. Drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Słoweńcy.

„Za późno zacząłem myśleć o lądowaniu. Kiedy przez głowę przemknęło mi zrobienie telemarku, to już prawie leżałem na plecach” – przyznał.

W niedzielę w Planicy odbędzie się ostatni konkurs indywidualny, w którym wystartuje czołowa „30” klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W tym gronie jest czwórka sobotnich zwycięzców.

Kryształową Kulę już wcześniej zapewnił sobie Japończyk Ryoyu Kobayashi, który w sobotnim konkursie drużynowym lądował bardzo daleko – w pierwszej serii uzyskał 240, a w drugiej 237 m. Wciąż toczy się walka o wygraną w klasyfikacji lotów. Teoretyczne szanse na nią ma trzeci Żyła, ale do prowadzącego Niemca Markusa Eisenbichlera traci aż 72 punkty.

„Teraz koncentruję się na tym, aby wstąpić do Amerykanów, bo zwykle mają bardzo dobre burgery” – uciął Żyła rozważania o swoich szansach.

Sobotnie popołudnie w Planicy jest bowiem tradycyjnym czasem tzw. team party, które wszystkie ekipy urządzają w swoich domkach serwisowych.

RP, PAP

Aktualizacja 23 maja 2019 (19:27)

NaszDziennik.pl