logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Równać do Kubackiego

Niedziela, 22 marca 2020 (23:16)

Miniony sezon, pierwszy pod okiem Michala Dolezala, był dla polskich skoczków narciarskich – pod pewnymi względami – lepszy niż za „czasów” Stefana Horngachera, co nie znaczy, że nie przyniósł problemów, z którymi Czech sobie nie do końca poradził.

Wpierw o tym, co było dobre, a dobre, a nawet bardzo dobre, były… zwycięstwa. Tych w sezonie 2019/2020 Polacy odnieśli aż osiem – siedem w konkursach indywidualnych i jedno w drużynowych. Na najwyższym stopniu podium stawali Dawid Kubacki i Kamil Stoch (po trzy razy) oraz Piotr Żyła. Żaden inny kraj pod tym względem Biało-Czerwonym nie dorównywał. Łącznie nasi ukończyli w czołowej trójce 18 zawodów. Dużo, bardzo dużo. Najczęściej Kubacki, który od 29 grudnia do 1 lutego gościł na podium dziesięciu kolejnych konkursów. Takiej serii przed nim nie miał żaden polski skoczek narciarski, a do rekordzisty wszech czasów, Fina Janne Ahonena, panu Dawidowi zabrakło zaledwie trzech podobnych zawodów. Co ciekawe, przed rozpoczęciem minionego sezonu Kubacki mógł się pochwalić dziewięcioma konkursami zakończonymi w czołowej trójce, w tym jednym zwycięskim. Pod okiem Dolezala pobił zatem wszystkie swoje osobiste rekordy i nie ma co ukrywać – to on najwięcej zyskał na zmianie szkoleniowca. I oczywiście, o czym nie zapominamy, triumfował w Turnieju Czterech Skoczni, a w klasyfikacji generalnej cyklu zajął czwarte miejsce, trzecie przegrywając o dosłownie kilka punktów.

Czech nie „popsuł” również Stocha – co wcale nie było takie oczywiste. Pan Kamil to bowiem zawodnik wyjątkowy, kompletny, mający na koncie spektakularne sukcesy, od lat regularnie walczący wyłącznie o najwyższe cele. Zmiana szkoleniowca mogła się na nim odbić negatywnie, ale nie odbiła. Być może nie fruwał tak rewelacyjnie jak w latach wcześniejszych, ale nadal bardzo dobrze. I zwyciężał (trzykrotnie!), dzięki czemu został pierwszym skoczkiem w historii, który co najmniej jedne zawody PŚ wygrywał w dziesięciu kolejnych latach kalendarzowych. Stoch ma już niemal 33 lata, jednak – na szczęście! – wciąż uwielbia latać, a rywalizacja nadal go bawi i sprawia frajdę. Drugim Noriakim Kasaim nie zostanie, ale jeszcze przez kilka lat będzie cieszył nas i siebie swoimi występami. I tak jak Kubacki triumfował w Turnieju Czterech Skoczni, tak Stoch okazał się najlepszy w Raw Air, co oznaczało, że Polacy w minionym sezonie zwyciężyli w dwóch najważniejszych turniejach. Piątym miejscem w pucharowej „generalce” pan Kamil też nie pogardził.

W kratkę fruwał za to Żyła, który momenty dobre, a nawet bardzo dobre przeplatał słabiutkimi. Gdy jednak się koncentrował, gdy łapał wiatr w żagle, walczył o najwyższe cele, odnosząc po drodze zwycięstwo na mamucie w Bad Mitterndorf. Drugie w karierze, pierwsze samodzielne. Sezon zakończył na 11. miejscu w PŚ.

Kubacki, Stoch, Żyła – trzech skoczków, z których dwóch zazdrości nam każdy, a na trzeciego, kiedy jest w formie, można zawsze liczyć. To bez wątpienia wielki pozytyw i duma Dolezala, tyle że za nimi jest przepaść. Pustka, nicość, bo w minionym sezonie pozostali kadrowicze złapali potężny dołek, z którego nie potrafili wyjść. Maciej Kot, wciąż duży talent i zawodnik z „papierami” na świetne skakanie, w kolejnym sezonie nie potrafił znaleźć sposobu na wyjście z kryzysu, choć pod koniec zmagań zaczął wysyłać sygnały, że coś drgnęło. Całkowicie zagubił się Jakub Wolny, który miał być przecież naturalnym następcą obecnych mistrzów – tak się przynajmniej wydawało. Przepadł Stefan Hula, który nie zanotował ani jednego konkursu, po którym mógłby czuć się usatysfakcjonowany. Nie pojawił się nikt młody, dający nadzieję, że kiedyś zastąpi Stocha czy Kubackiego. Żaden talent, zdolny nastolatek, budzący emocje lub po prostu zwracający na siebie uwagę. Jeśli to się nie zmieni, z potęgi, jaką są dzięki Kubackiemu i Stochowi, polskie skoki staną się tłem dla konkurentów, a to scenariusz, który niestety musimy brać pod uwagę…

Łącznie w sezonie 2019/2020 polscy skoczkowie zdobyli 2972 punkty. O 861 mniej niż w rekordowej pod tym względem edycji 2018/2019, jednak pamiętajmy o licznych odwołanych konkursach. Średnio, w jednym Biało-Czerwoni sięgali po 110 punktów – przed rokiem było ich 136,9, a w najlepszym pod tym względem sezonie 2017/2018 – 147,5. 12 miesięcy wcześniej, czwarty skoczek naszej kadry, Wolny, zakończył zmagania z dorobkiem 328 pkt. Teraz też Wolny był tym czwartym, jednak już z mizerną zdobyczą, ledwie 58 pkt. Patrząc z tej perspektywy, nie mogą zatem dziwić problemy, jakie Biało-Czerwoni miewali w konkursach drużynowych. Owszem, bywało, że takowe wygrywali, ale im dalej w las, tym było gorzej…

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl