logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Skoczkowie wracają do rywalizacji

Piątek, 20 listopada 2020 (14:07)

Aktualizacja: 20 listopada 2020 (14:14)

Kwalifikacjami do niedzielnego konkursu indywidualnego w Wiśle rozpocznie się dziś kolejny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Być może szalony, być może bardziej niż zwykle nieprzewidywalny, a czy udany dla reprezentantów Polski?

Jak na razie nic nie wskazuje na to, by udany nie był. Doświadczenie z lat poprzednich, niekwestionowana klasa prezentowana przez naszych zawodników pozwalają wierzyć, że i w nowym rozdaniu sprawią sobie i nam wiele chwil radości. Oczywiście, nic nie zmieniło się w gronie tych, na których liczymy najbardziej – to wciąż Dawid Kubacki i Kamil Stoch. Wielcy mistrzowie skoków, mający razem w kolekcji złote medale olimpijskie, złote medale mistrzostw świata, Kryształowe Kule, wygrane w Turnieju Czterech Skoczni. Niemal wszystko, co w tej dyscyplinie sportu osiągnąć można.

W poprzednim sezonie obaj wygrali po trzy konkursy. Kubacki zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej, Stoch był piąty. Triumfował, po raz drugi w karierze, Austriak Stefan Kraft. Lepsi od Polaków byli jeszcze Niemiec Karl Geiger i Japończyk Ryoyu Kobayashi. Jak może być teraz? Podobnie. Wspomniana piątka to wybitni zawodnicy, których stać na wszystko i którzy powinni nadal fruwać jak na skrzydłach. Oczywiście, trzeba brać pod uwagę fakt, że żyjemy i trwamy w specyficznych czasach, w których trudno cokolwiek przewidzieć i zagwarantować. Koronawirus poprzedniego sezonu jeszcze specjalnie nie dotknął, odwołano jedynie trzy ostatnie konkursy w Norwegii. Na razie nie ma głosów, by miał pokiereszować i sezon nowy, poza Sapporo, gdzie w 2021 roku skoczkowie się nie wybiorą. Japońscy organizatorzy postanowili zawody odwołać, na razie jako jedyni. Kalendarz jest bogaty i wygląda tak, jak wyglądałby w normalnej rzeczywistości, ale nie da się ukryć, że pandemia wpłynęła na przygotowania.

Treningi wyglądały bowiem inaczej niż zwykle. Oczywiście nie całe, ale każdy musiał do specyficznych realiów się dopasować. Był moment, gdy skoczkowie musieli pracować indywidualnie, w domach, cały czas musieli stosować się do ścisłego reżimu sanitarnego, nie byli w stanie podróżować tak swobodnie, jak czynili to do tej pory. Latem odwoływano konkurs za konkursem Letniego Grand Prix i Letniego Pucharu Kontynentalnego. W obu tych cyklach odbyły się jedynie po dwa – za każdym razem w tym samym miejscu. W Polsce. Wiśle. My, jako jedyni, byliśmy w stanie sprostać wyzwaniom i to zostało docenione i uznane przez całe środowisko.

Zima pod tym względem ma być jednak inna. Pełna. Aby to się udało, międzynarodowa federacja wprowadziła kilka zasad i przepisów. Na początku sezonu kawalkada ma podróżować czarterami z miejsca na miejsce konkursów. Z Wisły do Kuusamo (przez Monachium), stamtąd do Niżnego Tagiłu i do Planicy, gdzie odbędą się zaległe mistrzostwa świata w lotach. Wszystko po to, by nie ryzykować i zwiększyć bezpieczeństwo uczestników cyklu. Skoczkowie, trenerzy, członkowie sztabów cały czas mają przebywać w swoim gronie, w swoistej „bańce”, praktycznie bez kontaktu ze światem zewnętrznym.

Większość konkursów odbywać się będzie też przy pustych trybunach. Kibiców nie zobaczymy w Wiśle, Kuusamo, Engelbergu itd. Ich brak będzie problemem, bo dodają skrzydeł, kolorytu, jednak coś za coś.

Dziś w Wiśle pojawi się 12 reprezentantów naszego kraju. Wśród nich jeden debiutant, Jarosław Krzak. Po zakończeniu poprzedniego sezonu doszło do połączenia kadr A i B – w wyniku tego powstała jedna kadra narodowa prowadzona przez trenera Michala Doležala i jego trzech asystentów: Grzegorza Sobczyka, Macieja Maciusiaka oraz Daniela Kwiatkowskiego. Doležal liczy, że dzięki temu zaplecze wykona wreszcie od lat oczekiwany krok naprzód – a jego brak był największym bodaj minusem poprzedniej kampanii.

Sezon 2020/2021 zainauguruje jutrzejszy konkurs drużynowy. W niedzielę odbędzie się indywidualny. W połowie stycznia najlepszych skoczków świata gościć będzie jeszcze Zakopane. Czy jest szansa, że wtedy na trybunach pojawią się kibice, choćby w niewielkiej liczbie? Czas pokaże.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl