logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Grzegorz Momot / PAP

Zmęczeni na finiszu

Niedziela, 28 marca 2021 (19:12)

Polscy skoczkowie narciarscy zakończyli sezon 2020/21 Pucharu Świata rozczarowującym szóstym miejscem w konkursie drużynowym i bardzo nieudanym startem w konkursie indywidualnym. Mamut w Planicy, tak lubiany przez Biało-Czerwonych, dostarczył tym razem dużo więcej frustracji i niezadowolenia, ale słaby finisz nie może przesłaniać całej kampanii – kolejnej udanej.

Niedziela była dla skoczków niezwykle intensywnym dniem, bo dziś musieli zmobilizować się na aż dwa konkursy,. Pierwotne plany oczywiście tego nie zakładały, ale trzeba było się dopasować do takich a nie innych realiów. W sobotę w Planicy panowały niezwykle ciężkie warunki i choć sędziowie robili co mogli, by przeprowadzić i dokończyć zmagania drużynowe, w końcu musieli spasować. Było zbyt niebezpiecznie, a nikt nie chciał ryzykować, mając w pamięci dramatyczny upadek Norwega Daniela Andre Tandego.

Na szczęście dziś już nie wiało i konkurs mógł się odbyć. Zmiana pogody nie przyniosła niestety zmiany postawy i poprawy formy reprezentantów Polski. Ci od początku zmagań w Planicy sprawiali wrażenie, jakby kilkutygodniowa przerwa od Pucharu Świata całkowicie wybiła ich z rytmu. Dotyczyło to szczególnie tych, którzy zawsze walczyli o najwyższe cele i stanowili o sile biało-czerwonej ekipy: Kamila Stocha i Dawida Kubackiego. W czwartek ani jeden, ani drugi nie zakwalifikował się w ogóle do drugiej serii konkursowej, co było pierwszym takim przypadkiem od niepamiętnych czasów. Niepoprawni optymiści liczyli co prawda, że słaby czwartek i słaby piątek były tylko wypadkami przy pracy, że w weekend nasi znów dostaną skrzydeł, że zamienią się w orły. Nie zamienili się.

W dzisiejszym (przeniesionym z soboty), jednoseryjnym konkursie drużynowym Stoch w ogóle się nie pojawił, co miało miejsce pierwszy raz od pięciu lat. Trener Michal Dolezal chciał pozostać sprawiedliwy wobec podopiecznych i posłać do boju prezentujących najwyższą – aktualnie – formę (brzmi to jak brzmi). Nie chciał też dodatkowo pogrążać pana Kamila, podejrzewając, że nie ma co liczyć na jego przełamanie. Konkurs Polakom i tak nie wyszedł. Żaden nie oddał skoku wybitnego, przyzwoicie wypadli tylko Piotr Żyła (213 m) i Andrzej Stękała (222). Najsłabszym ogniwem okazał się Kubacki (tylko 204 m). Polacy do podium nawet się nie zbliżyli, zajęli szóste miejsce. Najgorsze, biorąc pod uwagę zmagania drużynowe w obecnym sezonie. Szkoda, że tak się stało, zwłaszcza, że niedzielny konkurs był jubileuszowym, bo setnym występem naszego teamu w Pucharze Świata.

Poza zasięgiem rywali fruwali natomiast Niemcy i Japończycy. Minimalnie lepsi okazali się podopieczni Stefana Horngachera. Łącznie, w obecnym sezonie odbyły się tylko cztery „drużynówki”. Dwie z nich wygrała Austria, po jednej Norwegia i Niemcy. Polacy dwukrotnie uplasowali się na drugich pozycjach, raz na trzeciej, raz na szóstej.

W konkursie indywidualnym nasi też nie włączyli się do walki o wysokie cele. Nie ta forma, nie te możliwości. Oczywiście, 230 m z małym okładem Żyły było wynikiem bardzo dobrym, jednak ogólnie Polacy fruwali z podciętymi skrzydłami. Najbardziej Kubacki i Stoch, kompletnie nie przypominający siebie. Trzykrotny mistrz olimpijski był po wszystkim zrozpaczony, czemu dał wyraz z wypowiedzi dla telewizji. – Ten pobyt tutaj to jest jeden wielki koszmar i dramat, którego nie wyśniłbym sobie w najczarniejszych scenariuszach. Jest wiele elementów, które tutaj nie grały i proszę mi wierzyć, nie chcę w to teraz wchodzić. Chcę zapomnieć o tym, co tu się wydarzyło, bo to była dla mnie jedna wielka mordęga – powiedział i bądźmy szczerzy, takich słów z jego ust chyba do tej pory nie słyszeliśmy.

Bardzo emocjonującą walkę o zwycięstwo stoczyli za to Karl Geiger i Ryoyu Kobayashi. Po pierwszej serii prowadził Japończyk, który zgromadził na koncie o przeszło 10 punktów więcej. Sporo, ale z drugiej strony na mamucim obiekcie taka różnica jeszcze o niczym nie przesądza. W finałowej próbie Niemiec poleciał znów znakomicie, a Japończyk… Cóż, zepsuł swoją próbę, stracił zwycięstwo, a co za tym idzie małą Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji lotów. Obaj wielcy rywale zakończyli ją bowiem co prawda z taką samą liczbą punktów na koncie, ale to Geiger sięgnął po trofeum, bowiem wygrał w Planicy dwa konkursy. Kobayashi jeden.

Coś pozytywnego, optymistycznego dla nas? Stoch zajął trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata, po raz szósty w karierze plasując się w czołowej trójce sezonu. To z pewnością powód do radości, a i cały (niemal) sezon był dla Polaków bardzo udany, czego nie zmieni nawet fatalny występ w Planicy.

Wyniki konkursu drużynowego: 1. Niemcy (Pius Paschke, Constantin Schmid, Markus Eisenbichler, Karl Geiger) 819,5 pkt, 2. Japonia (Naoki Nakamura, Junshiro Kobayashi, Yukiya Sato, Ryoyu Kobayashi) 810,0, 3. Austria (Daniel Huber, Markus Schiffner, Stefan Kraft, Michael Hayboeck) 788,9, 4. Słowenia 785,5, 5. Norwegia 779,2, 6. Polska 763,9.

Wyniki konkursu indywidualnego: 1. Karl Geiger (Niemcy) 459,3 pkt (231,0 + 232,5 m), 2. Ryoyu Kobayashi (Japonia) 452,4 (242,0 + 217,0), 3. Markus Eisenbichler (Niemcy) 447,9 (221,0 + 230,0)… 13. Piotr Żyła 415,4 (226,5 + 230,5), 15. Andrzej Stękała 402,6 (219,0 + 222,0), 18. Dawid Kubacki 397,0 (219,0 + 216,0), 20. Kamil Stoch 381,9 (216,5 + 206,5), 26. Jakub Wolny 369,6 (212,0 + 216,5), 29. Klemens Murańka 324,0 (200,5 + 189,0).

Klasyfikacja generalna Pucharu Świata: 1. Halvor Egner Granerud (Norwegia) 1572 pkt, 2. Markus Eisenbichler (Niemcy) 1190, 3. Kamil Stoch 955, 4. Ryoyu Kobayashi (Japonia) 919, 5. Robert Johansson (Norwegia) 884, 6. Karl Geiger (Niemcy) 826, 7. Piotr Żyła 825, 8. Dawid Kubacki 786…16. Andrzej Stękała 457, 26. Jakub Wolny 190.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl