logo
logo

Zdjęcie: Lucy Nicholson/ Reuters

Tylko Świątek gra dalej

Wtorek, 15 stycznia 2019 (22:03)

Iga Świątek awansowała dziś do drugiej rundy wielkoszlemowego Australian Open i… niestety była to jedyna dobra dla nas wiadomość dnia z kortów w Melbourne. Pozostała biało-czerwona trójka pożegnała się bowiem z rywalizacją, choć w stylu, który przyniósł im więcej chluby niż wstydu.

Świątek to nadzieja naszego tenisa. Szczególnie teraz, gdy karierę zakończyła Agnieszka Radwańska, znajduje się w centrum uwagi i na celowniku kibiców, mediów. 17-latka z Warszawy ma za sobą bardzo duże sukcesy w kategoriach juniorskich, łącznie z triumfami wielkoszlemowymi, ale przygodę ze sportem prawdziwym, dorosłym, dopiero zaczyna. W Melbourne pierwszy raz spróbowała sił w imprezie najwyższej kategorii i przyznać trzeba, że z przytupem. Wpierw przeszła trzystopniowe kwalifikacje, a dziś zadebiutowała w turnieju głównym. W meczu z dużo wyżej notowaną Aną Bogdan nie była faworytką, jednak nikt jej nie skreślał. I faktycznie, już pierwszy set pojedynku z Rumunką pokazał, że w młodej Polce tkwi potencjał. Zagrała go bowiem bez kompleksów. Odważnie, mocno, zdecydowanie, starając się od początku narzucać własne warunki. I co najważniejsze, przekładało się to na wynik – pozytywny. W drugim secie sytuacja niemal o 180 stopni się odwróciła, dzięki czemu Bogdan doprowadziła do wyrównania. Decydująca miała zatem okazać się partia trzecia i w niej właśnie sympatycy tenisa otrzymali to, co lubią najbardziej. Świątek na początku trochę się bowiem pogubiła. Widać było po niej wielkie nerwy, zdenerwowanie. Przegrywała 2:3, a na dodatek musiała poprosić o pomoc medyczną z powodu problemów z udem. Sytuacja była, może nie tragiczna, ale bardzo zła na pewno. Wydawało się, że to koniec nadziei, tym bardziej że po wznowieniu gry przegrała łatwo kolejnego gema. Ale w tym właśnie najtrudniejszym momencie pokazała klasę i charakter. Od stanu 2:4 przeszła niezwykłą metamorfozę. Jakby wstąpiły w nią nowe siły, bo nagle zaczęła grać chwilami doskonale. Znów wróciła do świetnego serwisu, nie bała się ryzykować, a zaskoczona rywalka, nie mogąc sobie poradzić z młodą Polką, z wściekłości… zniszczyła rakietę. Ostatecznie Świątek przechyliła szalę na swoją korzyść, wygrała mecz, awansowała do drugiej rundy, zapisując na koncie życiowy sukces.

Niestety jedyny dziś polski w Melbourne. Druga nasza przedstawicielka w turnieju kobiet, Magda Linette, przegrała z Japonką Naomi Osaką. To oczywiście żaden powód do wstydu, bo Azjatka jest jedną z tenisowych gwiazd, przedstawicielką nowej fali, która może niedługo światowe korty zdominować. Poznanianka mocno powalczyła z nią w pierwszym secie, ale potem zabrakło jej umiejętności.

Zdrowia zabrakło z kolei Kamilowi Majchrzakowi. Nasz reprezentant walczył ze słynnym Kei Nishikorim – też Japończykiem. Chyba wszyscy skazywali go na pożarcie, a tymczasem pierwsze dwa sety wygrał, pokazując w nich kapitalny tenis. Sam Azjata przyznał nawet później, że nie spodziewał się po Polaku takich umiejętności. I być może doszłoby do wielkiej sensacji, gdyby nie problemy ze zdrowiem. Majchrzak od trzeciego seta miał bowiem ogromne problemy z poruszaniem się po korcie. Nawet trzymanie rakiety w ręku sprawiało mu trudności. To nie mogło skończyć się dobrze i nie skończyło. W piątym secie Polak skreczował, jednak pozostawił po sobie fantastyczne wrażenie.

Walczył też Hubert Hurkacz. Jego pojedynek z „wieżowcem” z Chorwacji Ivo Karloviciem przypominał bój na „wyniszczenie”. Obaj zawodnicy uderzali potężnie, każdy set miał niewiarygodnie wyrównany przebieg. Każdy rozstrzygał się w tie-breaku. Niestety, nieco więcej szczęścia dopisało w tym wszystkim tenisiście z Bałkanów i on zszedł z kortu w roli zwycięzcy. Poza tym, w wieku niemal 40 lat, został najstarszym zwycięzcą meczu w Melbourne od 1978 roku.

Wyniki najciekawszych meczów:

1. runda kobiet: Iga Świątek (Polska) – Ana Bogdan (Rumunia) 6:3, 3:6, 6:4, Naomi Osaka (Japonia, 4) – Magda Linette (Polska) 6:4, 6:2, Simona Halep (Rumunia, 1) – Kaia Kanepi (Estonia) 6:7 (2-7), 6:4, 6:2, Venus Williams (USA) – Mihaela Buzarnescu (Rumunia, 25) 6:7 (3-7), 7:6 (7-3), 6:2, Camila Giorgi (Włochy, 27) – Dalila Jakupović (Słowenia) 6:3, 6:0, Laura Siegemund (Niemcy) – Wiktoria Azarenka (Białoruś) 6:7 (5-7), 6:4, 6:2, Jelina Switolina (Ukraina, 6) – Viktorija Golubic (Szwajcaria) 6:1, 6:2, Serena Williams (USA, 16) – Tatjana Maria (Niemcy) 6:0, 6:2, Karolína Plíšková (Czechy, 7) – Karolína Muchová (Czechy) 6:3, 6:2.

1. runda mężczyzn: Ivo Karlović (Chorwacja) – Hubert Hurkacz (Polska) 6:7 (5-7), 7:6 (7-5), 7:6 (7-3), 7:6 (7-5), Kei Nishikori (Japonia, 8) – Kamil Majchrzak (Polska) 3:6, 6:7 (6-8), 6:0, 6:2, 3:0 i krecz Majchrzaka, Alexander Zverev (Niemcy, 4) – Aljaz Bedene (Słowenia) 6:4, 6:1, 6:4, Borna Ćorić (Chorwacja, 11) – Steve Darcis (Belgia) 6:1, 6:4, 6:4, Novak Djoković (Serbia, 1) – Mitchell Krueger (USA) 6:3, 6:2, 6:2, Jo-Wilfried Tsonga (Francja) – Martin Klizan (Słowacja) 6:4, 6:4, 7:6 (7-5), Stan Wawrinka (Szwajcaria) – Ernests Gulbis (Łotwa) 3:6, 3:1 i krecz Gulbisa, Milos Raonic (Kanada, 16) – Nick Kyrgios (Australia) 6:4, 7:6 (7-5), 6:4, Dominic Thiem (Austria, 7) – Benoît Paire (Francja) 6:4, 6:3, 5:7, 1:6, 6:3.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl