logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: RITCHIE TONGO/ PAP/EPA

Iga w górę

Poniedziałek, 28 stycznia 2019 (21:37)

Iga Świątek jest od dziś oficjalnie tenisową „rakietą” numer dwa w Polsce. Przed nią znajduje się tylko Magda Linette.

Odkąd karierę zakończyła Agnieszka Radwańska, na Igę Świątek spoglądamy ze szczególną uwagą, w tej młodej zawodniczce upatrując kogoś, kto być może zdoła podążyć śladem utytułowanej krakowianki. Swój nieprzeciętny talent 17-letnia obecnie warszawianka potwierdziła w lipcu ubiegłego roku, wygrywając juniorski Wimbledon. Od tego sezonu rywalizuje już wyłącznie w „dorosłym” tenisie, z konkretnymi zresztą planami i nadziejami. W zakończonym w niedzielę w Melbourne Australian Open zadebiutowała w Wielkim Szlemie. Debiut okazał się całkiem udany, bo Iga najpierw przebrnęła trzystopniowe eliminacje, w każdej rundzie pokonując wyżej od siebie notowaną rywalkę. W turnieju głównym, na dzień dobry, wygrała z 82. w rankingu WTA Rumunką Aną Bogdan (6:3, 3:6, 6:4). To był sukces, a równie dużo co o wyniku, mówiono po tym spotkaniu o grze warszawianki. Grze odważnej, pozbawionej kompleksów, ofensywnej, połączonej ze znakomitym serwisem, sprawiającym przeciwniczce mnóstwo problemów. Świątek, przypomnijmy, pierwszą rundę Australian Open przeszła jako jedyna polska tenisistka, bo sztuka ta nie udała się wspomnianej na wstępie Linette. Nie udała się też żadnemu z tenisistów, bo już na początku z rywalizacji odpadli Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak.

Wydawało się wtedy, że przygoda Igi w Melbourne może potrwać dłużej i… potrwała, ale tylko dlatego, że wspólne występy w mikście zaproponował jej Łukasz Kubot. W singlu, marsz Świątek zakończył się na drugiej rundzie i potyczce z Camilą Giorgi. Młoda Polka otrzymała bowiem od Włoszki surową lekcję tenisa (2:6, 0:6), przekonując się, jak wiele jeszcze czeka ją pracy, by móc jak równa rywalizować z tenisistkami należącymi do szeroko rozumianej światowej czołówki. W mikście, dodajmy, Świątek i Kubot też dotarli do rundy drugiej.

Udany występ w Australii pozwolił Idze zgromadzić sporo punktów rankingowych i mocno przesunąć się w górę notowania. W najnowszym, ogłoszonym dziś, znalazła się na 140. miejscu (była 177.), a przed nią (na 98. pozycji) znajduje się tylko chimeryczna Linette, która od lat nie potrafi przeskoczyć pewnej granicy. Nie można zatem wykluczyć, że w niedalekiej przyszłości dojdzie do zmiany numeru jeden, przynajmniej jeśli chodzi o tenis polski.

Świątek z Melbourne wróciła do kraju. Po krótkim odpoczynku i treningach wróci na kort 6 lutego – na spotkania Fed Cup w Zielonej Górze. Kapitan Dawid Celt powołał bowiem warszawiankę na mecze z Rosją i Danią (podobnie jak Linette, Magdalenę Fręch, Maję Chwalińską i Alicję Rosolską), których stawką będzie awans do barażów o Grupę Światową II. Nasze kadrowiczki czekać będzie prawdziwe wyzwanie, bo naprzeciw nich staną tenisowe gwiazdy: Caroline Wozniacki, Daria Kastakina czy Anastasija Pawluczenkowa. Po występach w reprezentacyjnych barwach, Iga skupi się na grze pojedynczej. Jeszcze w lutym poleci na turniej w Budapeszcie lub Dubaju. Jej obecny ranking może nie wystarczyć na występ w kwalifikacjach tej drugiej imprezy, być może otrzyma od organizatorów „dziką kartę”. Jeśli nie, poleci na Węgry. Na przełomie lutego i marca Świątek czekać będzie podróż o wiele dłuższa, do USA, na kwalifikacje do dużych turniejów – Indian Wells i Miami Open.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl