logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Sebastian Nogier/ PAP/EPA

Hurkacz gra dalej

Wtorek, 13 kwietnia 2021 (16:02)

Aktualizacja: Wtorek, 13 kwietnia 2021 (16:31)

Łatwo nie było, przeszkody na drodze pojawiły się, i to różne, ale finał okazał się szczęśliwy i Hubert Hurkacz awansował do drugiej rundy tenisowego turnieju ATP Masters 1000 w Monte Carlo.

Dla Polaka pojedynek z włoskim kwalifikantem Thomasem Fabbiano był pierwszym po fantastycznym zwycięstwie w innej imprezie rangi Masters 1000 – w Miami. To tam Hurkacz odniósł życiowy sukces, będący jednocześnie największym sukcesem w historii polskiego tenisa w męskim wydaniu. Czasu na odpoczynek i regenerację nie miał jednak po nim specjalnie dużo. Musiał szybko się spakować, wsiąść w samolot, wrócić do Europy, błyskawicznie zarazem przestawiając na inną tenisową rzeczywistość, a dokładnie na inną nawierzchnię – ziemną. Z Fabbiano, zajmującym 171. miejsce w światowym rankingu (wrocławianin jest w nim 16.), wcześniej zmierzył się raz i nie wspominał tej potyczki za dobrze, bo ją przegrał. Pojedynek numer dwa, już w Monte Carlo, rozpoczął się w poniedziałek. Tego dnia do gry wkroczyła jednak również aura. Spadł mocny deszcz, z którego powodu mecz Polaka rozpoczął się z trzygodzinnym opóźnieniem – i nie został dokończony. Nasz rodak zdążył wygrać pierwszego seta, dość pewnie, oddając rywalowi trzy gemy. Nic nie zapowiadało problemów, jednak takie się pojawiły.

Dziś Fabbiano postanowił bowiem „postraszyć” naszego tenisistę. Drugiego seta rozpoczął bardzo mocno, zdecydowanie, a z jego agresywną, odważną grą przez pewien moment Hurkacz nie potrafił sobie poradzić. W efekcie Włoch doprowadził do remisu i o wyniku musiał rozstrzygnąć set numer trzy. Lepiej zaczął go niżej notowany z tenisistów, a gdy w trzecim gemie przełamał serwis wrocławianina, sytuacja zrobiła się bardzo zła. Klasowych zawodników poznaje się jednak po tym, jak wychodzą z opresji. Hurkacz klasowym jest i w najtrudniejszym fragmencie pokazał bardzo dobry tenis. Uniknął nerwów, bo od razu zanotował przełamanie powrotne. Potem co prawda przytrafiło mu się kilka słabszych momentów, w siódmym, jak i w dziewiątym gemie, musiał bronić łącznie pięć „break pointów”, lecz obronił, a że zdołał też ponownie przełamać przeciwnika, po prawie dwóch godzinach walki postawił kropkę nad i. Wygrał 6:3, 3:6, 6:3.

W drugiej rundzie zmierzy się z Danielem Evansem. Dziś Brytyjczyk pokonał Serba Dušana Lajovicia 6:3, 6:7 (11-13), 6:2, a co ciekawe, również był to jeden z tych kilku pojedynków rozpoczętych i niedokończonych w poniedziałek. Do tej pory grał z nim raz, również na „mączce”, tyle że w Rzymie – i zwyciężył, w pierwszej rundzie ubiegłorocznej edycji imprezy ATP Masters 1000. Brytyjczyka zna również z jednego wspólnego startu w deblu.

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl