logo
logo
zdjęcie

Jan Krzysztof Ardanowski

Ziemia tylko dla rolników

Czwartek, 18 czerwca 2015 (04:11)

W środę w Budapeszcie z inicjatywy komisji rolnictwa parlamentu węgierskiego odbyła się narada kilku krajów, wobec których Komisja Europejska rozpoczęła procedurę niezgodności, czyli procedurę sankcji. Są to: Węgry, Bułgaria, Łotwa i Słowacja.

KE zarzuca im, że wprowadziły w ostatnich miesiącach różne zabezpieczenia przed spekulacją ziemią. Wiem, że to również dotknie Polskę, gdy tylko wprowadzimy przepisy chroniące ziemię. Przedstawiciele tych parlamentów jednoznacznie stwierdzili, że ziemia nie jest dobrem pomnażalnym i nie może być przedmiotem wolnego przepływu kapitału, i musi być chroniona. Bardzo mocno podkreślił to przedstawiciel Węgier, który stwierdził, że ziemia jest powierzchnią kraju. Trudno więc sobie wyobrazić, że nie obowiązują żadne regulacje.

Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że ziemia w naszej części Europy jest tańsza od tej w Europie Zachodniej, jak i to, że tam dochody rolników są większe, jest bardzo realne to, że ziemia będzie wykupywana. Wprowadzane są różne rozwiązania. Każdy kraj dopasowuje je do swoich oczekiwań. Generalnie są one bardzo podobne.

Przede wszystkim wymaga się, aby ten, który będzie kupował ziemię, był rolnikiem mającym doświadczenie bądź wykształcenie rolnicze, i żeby osobiście to gospodarstwo prowadził. To nie chodzi o to, żeby ktoś w naszej części Europy kupował ziemię i wynajmował zarządcę do prowadzenia gospodarstwa. Wymaga się także przebywania w danym kraju od kilku lat. Chodzi o to, żeby uniemożliwić ruchy typu: kupuję ziemię, za rok mnie nie ma. Te rozwiązania są zbliżone do tych, nad którymi pracujemy w Sejmie.

Nasi koledzy podkreślali potrzebę wspólnego wystąpienia wobec Komisji Europejskiej. Węgrzy i Łotysze twierdzili, że ich rozwiązania są wzorowane na tych z Europy Zachodniej, a więc na Francji czy Danii. I jakoś tym krajom KE nie mówi, że łamią prawo. Natomiast „czepia się” takich samych zabezpieczeń w nowych krajach UE. Jest to co najmniej nieuczciwe. Dlatego powinniśmy współpracować z tymi krajami, do których Komisja ma zastrzeżenia.

Obronę ziemi muszą wspierać rządy poszczególnych krajów. Później to rząd musi bronić stanowiska danego kraju! Nie parlament, nie komisja, nie opozycja, tylko rząd! Dlatego tak wielkie zdziwienie budził fakt, że przez kilka lat rząd nie chciał się zająć kwestią uregulowania obrotu ziemią.

My nie boimy się Niemca, Francuza czy Duńczyka. Natomiast nie możemy pozwolić na to, i jestem o tym absolutnie przekonany, żeby naszą ziemię kupowano tylko dlatego, że jest tańsza, po to, żeby nią spekulować. Takie samo zdanie prezentują rolnicy w naszej części Europy. Teraz ruch należy do rządów poszczególnych krajów, żeby chciały się w to skutecznie zaangażować.

Jan Krzysztof Ardanowski

Autor jest posłem PiS, zastępcą przewodniczącego Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

NaszDziennik.pl