logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Skuteczny szantaż solidarności

Czwartek, 23 lipca 2015 (04:12)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Decyzją rządu Polska przyjmie 2 tys. uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Jesteśmy gotowi na udział w tej operacji?

– Do tej pory nie przyjmowaliśmy tak wielkiej liczby uchodźców. Azylu udzielaliśmy pojedynczym osobom, które do nas docierały, albo małym grupom. Gdy przyjmowaliśmy grupę 200 Polaków z Donbasu, to okazało się, że to jest dla nas wielki wysiłek, nad którym musieliśmy pracować przez wiele miesięcy. Teraz nie wiemy, co się z nimi stało. Czy znaleźli swoje miejsce w Polsce, czy przebywają w ośrodku? Trudno więc znaleźć odpowiedź na pytanie, czy podołamy przyjęciu 2 tys. uchodźców.

Ale jest to kwestia, którą trzeba rozpatrywać jako wyzwanie, które powinniśmy podjąć, czy wręcz przeciwnie - trzeba było zrobić wszystko, żeby uchylić się od udziału w programie?

– Rząd nie był skory do przyjęcia imigrantów. Próbowano argumentować, że Polska powinna być rezerwą dla uchodźców ze Wschodu, gdyby doszło do eskalacji konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, jednak ten argument nie zadziałał. Rząd został więc przymuszony do zmiany stanowiska. Rzekomo użyto presji solidarnościowej oraz argumentów ideologicznych i wywodzących się z obszaru poprawności politycznej.

Szantaż okazał się skuteczny i decyzja zapadła. Co dalej?

– Skoro zostaliśmy zmuszeni, oczekiwałbym od rządu i odpowiednich służb dokładnej selekcji. Osoby, które mają trafić do Polski, muszą mieć udokumentowaną tożsamość i jasną przeszłość. Muszą to być osoby, które nie zagrażają naszemu bezpieczeństwu. Tutaj musimy być wyjątkowo ostrożni, bo mamy do czynienia z osobami przesiedlanymi z obszaru, gdzie toczy się wojna i szerzy się ekstremizm muzułmański. Istnieje więc możliwość, że część tych osób jest „zarażonych” ideologią bądź zetknęły się z dżihadem. Muszą to być też osoby, które dają nadzieję, że będą w stanie zasymilować się ze społeczeństwem. No chyba, że zakładamy, że one po pewnym czasie wyjadą na zachód Europy, ale to by dowodziło, że nasz wysiłek związany z ich przyjęciem jest jałowy.

Wspomniał Pan o solidarności jako elemencie szantażu. Gdzie jest więc ta solidarność Europy w kwestii rosyjskiego embarga na polskie produkty czy też względem Ukrainy?

– Pytania o solidarność można rozszerzać. Gdzie jest solidarność w kwestii bezpieczeństwa? Dlaczego Polska i inne kraje Europy Środkowej są obszarem o niższym poziomie bezpieczeństwa niż Europa Zachodnia? Można zapytać o politykę rolną. Dlaczego nasi rolnicy dostają niższe dopłaty niż ich koledzy chociażby z Grecji? To jest słuszna uwaga - skoro my mamy być solidarni, to Europa powinna być solidarna wobec naszych wyzwań i problemów.

Przyjęcie uchodźców mogło być kartą przetargową do pozytywnego rozpatrzenia spraw, na których nam zależy?

– To jest bardzo delikatna sprawa. W przypadku uchodźców politycznych jako kraj chrześcijański, który powinien wykazywać pewne czyny miłosierdzia, jest nam trudno prowadzić na ludzkich istnieniach politykę przetargów i szantażów. Jeżeli dochodzi do udokumentowanych przypadków zagrożenia życia ludzi czy całych rodzin, to Polska powinna starać się im pomóc. Jednak gdy w grę wchodzi cała rzesza imigrantów, to Polska powinna postawić stanowcze weto. A to choćby z jednego powodu: nas na to nie stać. To przecież my jesteśmy krajem, który wysyła imigrantów w świat, bo to my w ostatnich latach wysłaliśmy 2 mln osób na emigrację. Także nie potrafimy dać pracy prawie 10 proc. społeczeństwa.

Za naszą wschodnią granicą, na Kresach Rzeczypospolitej czekają tysiące Polaków, którzy błagają władze o umożliwienie im powrotu do Ojczyzny. Rząd Platformy i PSL stosuje odpowiednią kolejność udzielania pomocy?

– Absolutnie nie. Widać, że spotykamy się z próbą wyczekania. Póki większa krzywda nie dzieje się naszym rodakom, to rząd próbuje odsuwać ten problem. Mieliśmy drastyczny przykład Donbasu, kiedy to w wyniku walk 200 osób nie mogło już tam dłużej żyć. Jednak musimy pamiętać, że trudna sytuacja jest także w innych regionach, które co prawda nie są objęte bezpośrednimi działaniami wojennymi, ale są nimi zagrożone. W każdej chwili ofensywa rebeliantów może pójść w dowolnym kierunku i z dowolnego kierunku. Możliwy jest atak nie tylko z Donbasu, ale także z Naddniestrza. Ich trzeba chronić już teraz, gdy ewakuację można przeprowadzić w dość spokojnych warunkach. Wielu Polaków z Azji Centralnej, głównie z Kazachstanu, także czeka na powrót do kraju. Rząd nie dostrzega tej wielkiej polskiej siły, która mogłaby w jakimś stopniu rozwiązać problemy demograficzne w kraju.    

W połowie kwietnia imigranci uciekający statkiem z Libii do Włoch podobno przed islamskimi radykałami wyrzucili za burtę 12 swoich współtowarzyszy tylko dlatego, że byli chrześcijanami. Jak trzeba oceniać ten czyn?

– Do tych drastycznych przykładów dochodzi także na Bliskim Wschodzie czy w Afryce Północnej. Kościoły są palone, a chrześcijanie giną w pogromach. Wyrzucenie ludzi ze statku na środku morza jest niezwykle brutalnym aktem mającym znamiona ludobójstwa na mniejszą skalę. To jest pole do działania dla władz Włoch, do których ten statek płynął. Osoby, które dopuściły się takiego czynu, muszą być przykładnie ukarane, aby nikt więcej nie ważył się go powtórzyć.

Skoro dochodzi do aktów agresji muzułmanów na chrześcijanach, jak przykład pokazuje także wśród samych uchodźców, to może Europa powinna przestać przyjmować kolejne osoby?

– Agresja narasta, ale w części. Ciągle jest jeszcze marginesem, choć mam świadomość, że ten margines się powiększa. Pamiętajmy, że poziom agresji podnosi się także w krajach muzułmańskich. Dochodzi tam do walki między muzułmanami żyjącymi według innej wykładni islamu. Ten problem jest szerszy, bo nie dotyczy tylko ataku na chrześcijan, ale także wojny w samym islamskim świecie. Jedynym rozwiązaniem, które na dzisiaj jest, ale jest niedostępne, byłoby stworzenie dużych enklaw bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Tam schronienie mogłyby znaleźć osoby, które nie mogą już dłużej żyć na terenach objętych wojną lub terrorem. To wymagałoby wielkiej operacji wojskowej, na którą Unii i NATO nie stać. W rezultacie próbujemy zmniejszać ten problem poprzez przyjmowanie osób, którym udało się dotrzeć do Europy. Tak niestety nie wyleczy się przyczyny sytuacji, która ma miejsce w Afryce i na Bliskim Wschodzie. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl