logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Bohater z bratnią krwią na rękach

Sobota, 17 października 2015 (04:21)

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W myśl nowej strategii narodowo-patriotycznej wychowania dzieci i młodzieży, podpisanej przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenko, wzorem dla młodych Ukraińców powinna być Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). Jakie wartości może czerpać młodzież z wzorców tego typu?

– Ukraina jest uboga, jeśli chodzi o tradycje niezależności państwowej i narodowych bohaterów, i wciąż poszukuje swojej tożsamości między Europą a Azją, także tej mentalnej. Ani hetman Pawło Skoropadski, symbol ukraińskiej reakcji, ani hetman Symon Petlura, sprzymierzeniec Polski w wojnie z bolszewikami w latach 20. – nie są autorytetami dla młodych Ukraińców. Dla nich wzorem jest hetman Bohdan Chmielnicki, przywódca powstania kozackiego przeciwko Rzeczypospolitej, potem długo, długo nie ma nikogo i nagle, wraz z postsowiecką niepodległością, zaczyna wzmagać się wśród Ukraińców kult Stepana Bandery, w trakcie II wojny światowej przywódcy nacjonalistów ukraińskich, odpowiedzialnego za ich zbrodnie na Polakach w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Zbrodniarza okrzyknięto, uznano oficjalnie bohaterem narodowym Ukrainy. Rozumiem tęsknotę Ukraińców za własnymi bohaterami, Polacy też taką mają, tylko że ukraiński „bohater” ma polską, bratnią krew na rękach, co nie może być ani dobrym przykładem, ani właściwym wzorem dla relacji polsko-ukraińskich.

Historia UPA to historia m.in. ludobójstwa na Wołyniu, czego prezydent Ukrainy musi być świadomy. Gloryfikowanie tej formacji może być więc świadomą prowokacją względem Polski?

– Faktycznie ma to posmak swoistej prowokacji. Tylko pojawia się pytanie, czemu ona miałaby służyć. Ja rozumiem, że Bandera i żołnierze OUN-UPA walczyli z wojskami sowieckimi o niezależność państwa i dziś, wobec agresji rosyjskiej na Krymie i we wschodnich prowincjach państwa, takiej postawy władze Ukrainy oczekują od armii. Oczekują odwagi, waleczności, poświęcenia, aby nie było więcej przypadków zdrady i przejścia na stronę rosyjską, jak to miało miejsce w przypadku kilku kapitanów okrętów wojennych Ukrainy, zacumowanych w krymskim porcie przed anschlussem półwyspu. Tylko nie rozumiem, dlaczego władze Ukrainy tak ignorują uczucia narodowe swego życzliwego sąsiada, orędownika interesów ukraińskich w Europie. Faktycznie wygląda to tak, że my do Ukraińców z sercem, a oni otwarcie kpią z Polaków, z naszej dumy narodowej i z naszej narodowej pamięci. Szkoda, że tak się dzieje, bo była szansa naprawdę dobrego ułożenia wzajemnych stosunków, zbudowania silnej koalicji gospodarczej i politycznej.

Możliwe jest zbudowanie dobrych relacji między Polską a Ukrainą, bez rozliczenia przeszłości?

– Myślę, że bez prawdy historycznej, bez zgodnego oddania czci polskim ofiarom i ich upamiętnienia, a także bez wspólnego potępienia zbrodni i odcięcia się od zbrodniarzy ukraińskich, zaprzestania ich publicznej gloryfikacji, na co Niemców po wojnie było stać, a Ukraińców nie – nie uda się zbudować dobrych, trwałych, opartych na wzajemnym szacunku relacji polsko-ukraińskich. Polacy po prostu nie zaufają Ukraińcom, jeśli oni będą tkwili w kłamstwach, jeśli będą negować fakty historyczne, jeśli to Polaków będą obciążali fikcyjnymi zarzutami prześladowania Ukraińców. Jeśli nawet były jakieś przypadki niesprawiedliwości po naszej stronie, to nie było zbrodni.

Wołyń jest ciągle żywy w pamięci Polaków. Z większymi emocjami podchodzą do tego wydarzenia Polacy na Kresach. Jak Kresowiacy odbierają to, że rząd w Warszawie nie zabiega z właściwą determinacją o upamiętnienie ofiar tragedii?

– To jest poważny problem. Obecny rząd przyjął trzy założenia w relacjach polsko-ukraińskich. Pierwsze, że trzeba wspierać młodą, niezależną Ukrainę za wszelką cenę. Tylko gdzie są granice tej ceny? Czy będziemy wspierać Ukrainę za cenę naszego interesu narodowego i naszej godności? Drugie, że historia nie może rzutować na obecne relacje międzypaństwowe. Tylko czy da się budować teraźniejszość i przyszłość na trwałych, zdrowych fundamentach, gdy zapominamy o przeszłości i godzimy się na budowanie wzajemnych relacji na kłamstwie? Trzecie, że „zbrodnia wołyńska” nie ma większego znaczenia i nie należy do niej wracać, by nie prowokować Ukraińców. Czy to oznacza, że dla tego rządu nie liczą się Polacy, ich odczucia, pamięć i doświadczenia Kresowiaków, że bardziej liczy się dobre samopoczucie Ukraińców?

A my w Polsce dostatecznie czerpiemy z naszej historii, aby lepiej wychowywać przyszłe pokolenia?

– Powinniśmy uczyć nasze dzieci nie tylko szacunku i tolerancji dla innych narodów, ale też patriotyzmu. Patriotyzm to postawa dnia codziennego, w pracy, w rodzinie, w życiu społecznym i politycznym – obywatelskim, ale też odwaga, gotowość na walkę, poświęcenia i wyrzeczenia. Aby kochać Ojczyznę, aby z nią się identyfikować, trzeba znać jej dzieje, historię, zwycięstwa i porażki, bohaterów i prawdę o ofiarach, trzeba znać jej kulturę, rodzimą sztukę i literaturę, pielęgnować język polski, tradycje narodowe i państwowe, moralność w życiu prywatnym i publicznym. Trzeba wychowywać młodzież w duchu trzech pojęć, stanowiących naszą dewizę narodową: Bóg. Honor. Ojczyzna! Dopiero tak ukształtowana młodzież będzie gwarantem nie tylko przetrwania Polski, ale jej rozkwitu, wielkości i chwały.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl