logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Katarzyna Cegielska/ Nasz Dziennik

Pytania w obliczu zamachu

Niedziela, 15 listopada 2015 (16:11)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

W piątek w Paryżu doszło do zamachów terrorystycznych, w których zginęło 130 osób i ponad 350 zostało rannych. Jak my, chrześcijanie, powinniśmy odczytywać tego typu wydarzenia?

– Akurat w dzisiejszą niedzielę w Ewangelii słyszymy słowa Chrystusa Pana wzywające do odczytywania znaków czasu. Odczytywanie tych znaków stanowi ważny element chrześcijańskiej wizji świata. Jako chrześcijanie musimy widzieć w historii nie tylko ciąg zdarzeń, chronologię faktów, ale też szczególne momenty, widoczne działania, które łamią nasze schematy myślenia. Tragedia paryska winna nas zmusić do wielu pytań – może nie tylko tych pragmatycznych typu: jak się zabezpieczyć przed terroryzmem? Dla mnie jednym z najistotniejszych pytań jest pytanie o kondycję Europy. Co powoduje, że nasz kontynent jest tak słaby? Czy nie jest tak dlatego, że wyparł się szlachetnego dziedzictwa chrześcijaństwa i uległ kultowi postępu, tolerancji, pluralizmu…? Czy nie jest tak, że czyniąc Boga Bogiem pozaświatowym, wydajemy siebie na pastwę lęku? To może są bardzo ogólne pytania, ale jestem pewien – i mówię to z najgłębszym  przekonaniem – pytania fundamentalne. Bez odpowiedzi na pytania o kondycję Europy naprawdę ironicznie będą brzmiały i brzmią rozważania na temat metod wywiadowczych czy aspektów prawnych działań antyterrorystycznych.

W kulturze przyjęło się pisanie na grobach osób tragicznie zmarłych zdania „Bóg tak chciał”. Istnieją jakiekolwiek podstawy do stwierdzenia, że Bóg chciał, aby dochodziło do podobnych jak te w Paryżu tragicznych wydarzeń na świecie?

– Istotnie, takie napisy pojawiają się na grobach jako wyraz uległości, a może rezygnacji. Może jest w nich pragnienie godzenia się z wolą Bożą. Napisy na nagrobkach to jedno, a słowa Biblii to drugie. A Biblia mówi wyraźnie: „dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła” (Mdr 2,23-24a). Bóg z pewnością nie chce śmierci, nie chce zła. Jest Bogiem miłości. Ale posuwa się w imię tej miłości do tak radykalnego szacunku dla człowieka i jego wolności, że dopuszcza tragiczne akty tej wolności. Z pewnością nie można zatem Boga „winić” za zło w Paryżu, ale trzeba skonfrontować to zło, ten akt nienawiści i agresji z tym, co jest Bożym projektem zbawienia, porządku świata.

Święty Paweł w Pierwszym Liście do Tesaloniczan pisze: „W każdym położeniu dziękujcie […] Ducha nie gaście” (1 Tes 5, 18-19). Jak wobec wydarzeń w Paryżu realizować wskazania apostoła?     

– Dosłowny tekst grecki tego fragmentu brzmi: „en panti eucharisteite”. Można to przełożyć tak, jak na ogół czytamy, ale można odczytać te słowa jako: „we wszystkim bądźcie Eucharystią”. A być Eucharystią to przejść bardzo szczególny proces przemiany własnego człowieczeństwa od aktu pokuty, wyznania winy, poprzez wsłuchanie się w słowo kreślące przykłady wiary i nakazujące porównać swoje życie z życiem Jezusa Chrystusa, uzdolnienie do bycia darem i wreszcie wejście w komunię z Bogiem i ludźmi. Może właśnie takie wydarzenia jak to w Paryżu pokazują nam, jak daleko odeszliśmy od piękna i prawdy naszego człowieczeństwa, jak bardzo trzeba, byśmy stawali się Eucharystią?

Gdy śledzi się debatę publiczną, to wyraźnie widać, że współczesny człowiek sukcesy tego świata przypisuje wyłącznie sobie, a każdą klęskę i cierpienie Bogu. Co może być podstawą takiego myślenia?

– To jest to, co opisywał wnikliwie św. Jan Paweł II w licznych swoich wypowiedziach. Człowiek współczesny uczynił Boga Bogiem pozaświatowym, Bogiem – hasłem, symbolem, zwornikiem kultury, i to zresztą coraz trudniejszym do zaakceptowania. Nie jest dla mnie przypadkiem, że ten tragiczny atak ma miejsce we Francji, która była pierwszą córą Kościoła, a dzisiaj jest rozchwianą schizofreniczką kulturową, bojącą się nawet na plakatach czy tablicach turystycznych opatrywać wizerunki kościołów znakiem krzyża. W takim świecie Bóg jest co najwyżej myślnie dopuszczany jako element dyskursu obok tarota, gender czy innego szmacianego atrybutu. Ale to jest zakłamany obraz, przy czym to kłamstwo godzi w samego okłamującego. Bo okłamujący Europejczyk jest Europejczykiem samozakłamującym siebie. Tymczasem Bóg jest Tym, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał… On stał się uczestnikiem ludzkiego życia, najgłębiej, najdosłowniej, bo aż po krzyż i śmierć. I Bóg ma prawo do bycia w centrum tego świata. Więcej, to prawo jest jedyną szansą dla człowieka. W takiej perspektywie widać, że wszelki sukces, wszelkie dobro jest dziełem Boga, a ewentualne zło staje się za sprawstwem człowieka grzesznego. Kłamstwo dotyczące eliminacji Boga rodzi zatem kłamstwo dotyczące sprawstwa zła. Ale na mocy jakiegokolwiek kłamstwa człowiek się nie odbuduje. Przeciwnie, jest na równi pochyłej do samozagłady.

Po wydarzeniach w Paryżu powróciła dyskusja nad zwiększeniem kontroli państwa nad społeczeństwem w celu zapobiegania kolejnym zamachom. Władza ma moralne prawo do zwiększenia inwigilacji obywateli, a przez to ingerencji w ich życie osobiste, aby ustrzec ich przed atakami terrorystów? W tym przypadku cel uświęca środki?

– Powiem krótko, niech Europa zrobi to, co do niej należy w tym momencie – niech użyje rozumu. A rozum nakazuje zatrzymać falę nielegalnych nachodźców. Są wśród nich potencjalni i nie tylko potencjalni żołnierze ISIS, są potencjalni rekruci, ale nade wszystko są agresywni, młodzi, obcy nam kulturowo, a nastawieni roszczeniowo wedle mechanizmu szariatu wyznawcy islamu. Margines osób autentycznie szukających azylu jest nieporównywalny do tej szarej masy nieznanych z twarzy potencjalnych agresorów. Potencjalnym krytykom tej wypowiedzi odpowiem: w przeciwieństwie do wielu miłośników przyjmowania nachodźców, ja spędziłem wśród nich miesiąc w Niemczech. Po drugie, Europa musi zastosować prostą zasadę sprawiedliwości – dopóki chrześcijaństwo jest nie tylko marginalizowane, ale prześladowane w państwach islamskich, nie ma podstaw do wspierania przez państwa europejskie instytucji islamskich w Europie. Należałoby, na co wskazują znawcy islamu, zwrócić uwagę na treści kazań duchownych niektórych odłamów islamu, na paramilitarne spotkania islamistów. Zdecydowanie należy odróżnić to, co jest rdzeniem religii wyznawców Mahometa, od jej praktyki w konkretnych warunkach.

Mimo że ataku dokonali muzułmanie, my jako chrześcijanie jesteśmy zobligowani do wynagrodzenia Bogu popełnionych krzywd? 

– Źródłem wszelkiego zła strukturalnego jest ludzki grzech. Tak jak istnieje solidarność w dobru, istnieje też swoisty system naczyń połączonych zła. Mój grzech jest elementem większego zła, jego eskalacji. Za każdy grzech musimy żałować, za własne grzechy przepraszać. Nade wszystko winniśmy w obecnej sytuacji dążyć do umocnienia naszej wiary i etosu chrześcijańskiego. Europa będzie silna nie wiarą w NATO, ale wiarą w Boga. Wtedy odnajdzie samą siebie. I wtedy nie będzie wydana na łatwy żer żadnym fundamentalistom.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl