To już raczej przesądzone. Parlament Europejski w dniach od 27-28 kwietnia przyjmie rezolucję o sytuacji w Polsce. Jak Pan odbiera zaangażowanie Platformy w jej powstanie?
– Jest to rzecz gorsząca. Dotychczas było tak, że polscy europosłowie w sprawach dotyczących Polski starali się mówić jednym głosem. Kiedy można było promować polskich kandydatów do Komisji Europejskiej czy innych ważnych instytucji, to staraliśmy się to robić. Sprawa antypolskiej rezolucji to jeden przykład na złamanie zasad, a drugi to opowiedzenie się przeciwko kandydaturze Janusza Wojciechowskiego do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego.
A skąd to zadowolenie Grzegorza Schetyny, że Parlament przyjmie rezolucję?
– Z pewnością zadowolenie jest w Berlinie, Paryżu i Moskwie. To zachowanie polskiego polityka jest nie na miejscu i bardzo szkodliwe. A przy tym niezrozumiałe.
Może odpowiedź dał sam Grzegorz Schetyna, który stwierdził, że Bruksela jest dla niego jak dom.
– A moim domem jest Polska, Warszawa, Pyrzyce i każda gmina, nawet ta najmniejsza. Do Unii wchodziliśmy nie po to, aby reprezentować wydumane wartości europejskie czy standardy, które Wspólnota wielokrotnie łamała. Naszym celem było budowanie silnej pozycji Polski, a tego nie osiągnie się bez troski o nasz interes narodowy. Dla mnie stanowisko Grzegorza Schetyny ociera się o Trybunał Stanu.
Schetyna skomentował sprzeciw europosłów Platformy wobec kandydatury Janusza Wojciechowskiego do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Stwierdził, że to była kandydatura upolityczniona.
– Taka argumentacja jest chybiona. Nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości, więc mogę jako osoba bezstronna powiedzieć, że Janusz Wojciechowski przez wiele lat pokazywał, że jest osobą merytoryczną, taką, która może reprezentować wszystkie środowiska w Polsce. Jako członek sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej głosowałem w polskim parlamencie za tą kandydaturą i tam też Wojciechowski znalazł akceptację. Jestem zszokowany tym, że Platforma na forum europejskim była przeciwko tak dobrej kandydaturze.
Mówi się, że w odwecie rząd Beaty Szydło nie poprze reelekcji Donalda Tuska. To możliwe?
– Nie wiem, co siedzi w głowie Beaty Szydło. Myślę, że wkrótce Rada Ministrów nakreśli scenariusz w tej sprawie. Ja jednak uważam, że w Europie powinniśmy się wspierać, bo tylko tak jesteśmy w stanie troszczyć się o nasz interes narodowy. Ta solidarność powinna dotyczyć wszystkiego: rybołówstwa, CO2, reformy rynku energii. W tym kierunku powinniśmy iść, bo tak robią wszystkie narody. Bywa, że pewne partie bardzo mocno ścierają się na swoim podwórku, a w Europie prezentują te same stanowiska polityczne i personalne. To jest droga, którą wypada iść.
Odnosimy realne korzyści z prezydentury Tuska w Europie?
– Ten zysk jest iluzoryczny. Dobrym przykładem tego jest Nord Stream 2, którego Donald Tusk nie potrafił zatrzymać. A jak wiemy, to projekt bardzo szkodliwy dla Polski. Podobnie jest z wieloma dyrektywami, które szkodzą naszej gospodarce, a bez problemu przechodzą przez Parlament Europejski czy Komisję Europejską. W głowach mieliśmy obraz polskiego polityka, który odgrywa znaczącą rolę w Europie, Tusk daleko odszedł od tego wzoru.
Co chce ugrać Platforma, mobilizując Europę przeciwko Polsce?
– To jedynie obnażenie słabości Platformy. Partia Schetyny pokazuje, że w kraju nie jest w stanie odegrać istotnej roli, to w Europie stara się Polsce zaszkodzić. Ta europejska negatywna kampania wobec naszej Ojczyzny wypchnęła Platformę poza nurt polskiej polityki.

