Seria wybuchów obudziła Brukselę. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że w zamachach w stolicy Belgii zginęło 34 osób, a ponad 192 jest rannych.
– Jestem w głębokim szoku, bo jestem teraz w Brukseli w Kwaterze Głównej NATO, na szkoleniu jako jeden z polskich delegatów do Zgromadzenia Parlamentarnego Sojuszu. Tu, gdzie jestem, ogłoszono 3. stopień zagrożenia. Z kolei na ulicach Brukseli został wprowadzony czwarty, najwyższy stopień zagrożenia. Europa już wcześniej dostawała wyraźne sygnały, że mieszanie kultur i religii nie może przynieść pozytywnych efektów. Mieszanki cywilizacyjne niosą ze sobą nie tylko niepokoje społeczne, ale też wzrost zagrożenia, w tym terrorystycznego. Mam nadzieję, że nasze władze w końcu się obudzą i niechlubne decyzje podjęte przez rząd Ewy Kopacz zostaną zmienione. Liczę, że Beata Szydło podejmie rozsądne decyzje, które zagwarantują nam bezpieczeństwo.
Gdy Pani obserwuje to, co dzieje się teraz w Brukseli, to wierzy Pani, że tym razem walka z terroryzmem wyjdzie poza media społecznościowe?
– Trudno powiedzieć, bo to nie pierwszy zamach, a Europa Zachodnia dotychczas pokazywała, że jest niesprawna, nieskuteczna i że nie ma wystarczającej determinacji, żeby skutecznie walczyć z terroryzmem. Do skutecznej walki z terrorystami potrzeba znacznie więcej niż marsze solidarności i wzruszające teksty na Facebooku i Twitterze. Potrzeba również podjęcia znacznie bardziej intensywnych działań, niż robią to zachodnie służby. Jeżeli Europa coraz bardziej otwiera się na islamskich migrantów, to czego można się spodziewać? Na pewno nie ubogacenia kulturowego czy wzrostu bezpieczeństwa. Następne dni będą upływać raczej w atmosferze zaognienia sytuacji, strachu i narastającego konfliktu.
To jak powinna wyglądać poważna walka z terroryzmem? Prezydent George Bush po 11 września wprowadził wojska do Afganistanu…
– Problem jest znacznie głębszy. W kwestii zamachów na Światowe Centrum Handlu i Pentagon z 11 września 2001 r. mieliśmy sytuację, w której zbrodni dokonali muzułmańscy terroryści z Al-Kaidy, których korzenie wyrastały z Afganistanu. Wówczas, aby ich zdławić, konieczna była interwencja zbrojna. Sytuacja Europy jest o wiele gorsza, bo terroryści są już na Starym Kontynencie. Wielu z nich się tu już urodziło, to imigranci w drugim lub nawet trzecim pokoleniu. Nie jest dziś możliwe proste wskazanie potencjalnych terrorystów. Można powiedzieć, że dziś terroryści są wręcz wtopieni w tłum i często tylko czekają na sygnał do uderzenia. Dziś interwencja zbrojna w państwach islamskich niczego nie rozwiąże.
To co możemy teraz zrobić?
– Patrząc na Brukselę i na to, jak wielka jest społeczność muzułmańska w tym mieście, to uważam, że trudno będzie tę sytuację zmienić. Pewne jest to, że przyjmowanie kolejnych islamskich imigrantów do Europy na pewno nie poprawi bezpieczeństwa w naszym regionie. Pierwsze, co należy zrobić, to zamknąć Europę przed napływem muzułmańskich migrantów, a nawet szczelnie zamknąć granice. Ci, którzy w wyniku chorej polityki Angeli Merkel już się tu znaleźli, powinni zostać odsyłani do krajów swojego pochodzenia.
Wkraczamy w erę strachu? Ten będzie nam towarzyszył każdego dnia?
– Niestety, powinniśmy się powoli godzić z myślą, że świat, jaki znaliśmy do tej pory, już się skończył. Strach prawdopodobnie stanie się stałą częścią życia Europejczyków, zwłaszcza tych z Europy Zachodniej. Jeśli Europa nie zmieni błędnej polityki imigracyjnej, a Polska postawi jednak opór polityce multi-kulti, odmawiając przyjęcia islamistów, to w ciągu dziesięciu lat staniemy się docelowym państwem, do którego będą przybywać rdzenni Europejczycy, żeby się schronić i normalnie żyć.
Nakreśla Pani bardzo pesymistyczną wizję.
– Realistyczną. Cywilizacja łacińska upada, bo Europa odeszła od fundamentów, na których była zbudowana potęga Starego Kontynentu. Jednym z tych fundamentów było chrześcijaństwo. Jeżeli Europa nie zmieni myślenia i się nie nawróci, to nie znajdzie w sobie siły na to, aby przeciwstawić się islamskiemu najazdowi. Tylko powrót do chrześcijaństwa i tradycyjnych wartości, jak m.in. małżeństwo czy rodzina, mogą zapewnić odrodzenie naszej cywilizacji. Europa zlaicyzowana to Europa słaba i bez ducha. Jeżeli nie odnowimy w sobie tego ducha, to już nigdy nie będziemy żyć w Europie takiej, jaką znaliśmy i podziwialiśmy.
Skoro służby Francji czy Belgii nie radzą sobie w zapewnieniu bezpieczeństwa, muszę zapytać o bezpieczeństwo w Polsce. Coś pozwala stwierdzić, że nasze służby działają sprawniej?
– Myślę, że to nie jest kwestia sprawności służb, a poziomu zagrożenia, który jest inny w Polsce, a zupełnie inny we Francji, Belgii czy w Niemczech. To jest związane z rodzajem zagrożenia. W krajach, gdzie jest duży odsetek islamistów, nastawionych konfrontacyjnie do zasad i stylu życia Europejczyków, poziom zagrożenia jest wyższy. Tam są potrzebne inne środki działania. Muszę także podkreślić, że mimo rozwoju technologii, pewnych rzeczy na dłuższą metę nie da się powstrzymać.
Tak, tylko w wakacje czekają nas Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO w Warszawie.
– Ale mimo wszystko w Polsce mamy zupełnie inną sytuację. Nie mamy problemu z mniejszością muzułmańską. To, co musimy zrobić, to sprawić, żeby problemu muzułmańskich mniejszości nie było w przyszłości, a terroryści nie przekroczyli naszych granic. Na dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby taki szczyt lub spotkanie młodzieży z Papieżem mogłoby odbyć się w innym kraju europejskim niż Polska. Nasz kraj jest bardzo dobrym i bezpiecznym miejscem. Wierzę, że nasze służby sobie z tym poradzą.
Jesteśmy w przeddzień Świąt Wielkiej Nocy. Obawia się Pani kolejnych zamachów w całej Europie w pobliżu kościołów?
– Wszystko się może zdarzyć. Dzisiaj mieliśmy zamachy na lotnisku i w metrze. Święta wiążą się z dużymi zgromadzeniami ludzi, których muzułmanie uważają za niewiernych. Można więc zakładać, że na wybuchach w Brukseli się nie skończy. Oby tak nie było.

