logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Gotowi na wszystko?

Środa, 13 kwietnia 2016 (05:14)

Z Adamem Andruszkiewiczem, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Rafał Stefaniuk

W Duesseldorfie rozpoczął się w poniedziałek pierwszy proces dotyczący napaści seksualnych na kobiety w noc sylwestrową. To był wybryk chuligański, jak chce tego KE?

– To jest ukazanie tego, co może stać się powszechne w Europie po otwarciu granic dla islamskich migrantów. To jest bardzo niebezpieczna kultura, która gardzi słabszymi, a przede wszystkim kobietami. To jest sygnał, żebyśmy nie wpuszczali tych osób do Polski, bo to osoby bardzo niebezpieczne.

Niemcy przyznały, że pomyliły się w kwestii oceny IS, bo nie spodziewały się, że wśród uchodźców będą terroryści. To brzmi trochę śmiesznie i naiwnie.

– Tak, to groteska. Nie można stwierdzić, że służby specjalne się czegoś nie spodziewały, bo akurat one muszą spodziewać się wszystkiego. To, co robią Niemcy po bezmyślnym otwarciu Europy, to wielki festiwal śmieszności. Na szczęście coraz mniej osób wierzy w tę śmieszność. Przyszła najwyższa już pora, aby Berlin ustąpił z funkcji autorytetu Europy, bo nawet nie potrafi zadbać o bezpieczeństwo swoich kobiet.

Tak padł mit niemieckiego systemu weryfikacji?

– Ten system bardzo pompowany w mediach, przedstawiany przez polityków jako doskonały i oparty na nowoczesnych technologiach nie jest w stanie weryfikować osób napływających z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Obiecywano nam bezpieczeństwo, tak się nie stało, to też nie mamy obowiązku przyjmować islamistów.

Prezydent Turcji Recep Erdogan naciska na Unię ws. przyspieszenia rozmów o zniesieniu wiz dla Turków. Jest to jeden z elementów umowy między Brukselą a Stambułem. Otwarcie granic przed Turkami oznacza ostateczną kapitulację Europy?

– Wydaje mi się, że tak. Nasza pozycja w świecie, jako Europy, jest taka, że nie powinniśmy ulegać żadnym naciskom. Jedyną rzeczą, którą moglibyśmy zrobić dla migrantów, jest pomoc im na terytorium Turcji i w ich krajach, oraz możemy przemyśleć walkę z Państwem Islamskim. W żadnym wypadku nie możemy przyjmować tych osób. To jest możliwe, wystarczy uszczelnić granice z Turcją oraz basen Morza Śródziemnego. Współpraca z Turcją nie jest więc opcją niezbędną. Główny ciężar rozwiązania tego kryzysu powinny wziąć na siebie te państwa, które go wywołały, a więc kraje Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone. Doprawdy nie mogę sobie przypomnieć, abyśmy to my destabilizowali Afrykę Północną oraz dawali przyzwolenie na powstanie IS.

Przedstawiciele rządu Beaty Szydło podkreślają, że nie grożą nam zamachy, gdyż nie jesteśmy krajem atrakcyjnym dla muzułmańskich terrorystów. Ile prawdy jest w tym twierdzeniu?

– Jest to mijanie się z prawdą. Polska jako kraj chrześcijański i europejski jest takim celem, bez względu na to, które miejsce zajmujemy w unijnej hierarchii. Bardzo często muzułmanie mają wpajane od najmłodszych lat walkę z krzyżowcami. W swoim relatywizmie uważają, że dżihad zapewni im wieczne życie. Nie bagatelizowałbym tego zagrożenia, a wręcz przeciwnie zalecałbym traktować je wyjątkowo poważnie. No, chyba że Beata Szydło chce za kilka miesięcy powiedzieć wzorem Niemców, „że się pomyliła”.

Można argumentować bezpieczeństwo Polski brakiem znaczącej mniejszości muzułmańskiej w czasach rozwiniętego transportu? Lot z Londynu do Warszawy trwa 2 godz., a na pokładzie mogą być terroryści…

– Dokładnie. Ponad to ciągle mamy otwartą strefę Schengen. Gdyby terroryści chcieli do nas przyjechać z Niemiec, to nie będą mieć z tym żadnego problemu. I mówię to z wielkim smutkiem. Terroryści z pewnością biorą to pod uwagę, że proces rekrutacji potencjalnych zabójców w naszym kraju jest trudniejszy niż np. w Belgii, więc są w stanie dostosować swoje metody do panujących realiów.  

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 13 kwietnia 2016 (05:14)

NaszDziennik.pl