logo
logo
zdjęcie

Jacek Kotula

Biznes na ludzkim cierpieniu

Czwartek, 21 kwietnia 2016 (03:00)

Niemieckie urzędy do spraw dzieci i młodzieży Jugendamt celowo odbierają polskim rodzinom dzieci, bo jest to bardzo dobry biznes – informuje jedna z gazet. Jugendamt płaci miesięcznie rodzinie zastępczej 1000 euro, a gdy dziecko jest niepełnosprawne, ta kwota może wzrosnąć do 25 tys. euro. Jak wyznaje na łamach gazety były pracownik Jugendamtu, oprócz pieniędzy liczy się też germanizacja dzieci.

Już od dawna Polacy mieszkający w Niemczech zgłaszają, że niemiecki urząd odbiera im dzieci bezpodstawnie i bezprawnie. Ich słowa ginęły w natłoku informacji spływających do nas z całego świata. Teraz dowiadujemy się, że niemieckie dbanie o szczegóły, o którym się dużo mówi, to przede wszystkim troska o biznes.

Co było powodem dla Niemców odebrania dzieci? A np. wspólna rodzinna modlitwa. Dziecko odbierało się także wtedy, gdy uważało homoseksualizm za grzech, a aborcję za zabijanie. Nie tylko osoby wierzące miały problemy, ale również te, które nie wierzyły… nie wierzyły w ewolucję i zwierzęce pochodzenie człowieka.

Informacje o zarobkowym zabieraniu dzieci są wstrząsające i skandaliczne. Po prawie 100 latach od odzyskania niepodległości ciągle jesteśmy poddawani przymusowej germanizacji oraz utrwala się system kolonialny w naszym kraju.

Z wielką radością przyjąłem wiadomość, ze sąd w Bytomiu nie zezwolił na wydanie Niemcom trójki polskich dzieci, których rodzice są Polakami. Sąd uznał, że za Odrą życie i zdrowie dzieci będzie zagrożone. Wniosek jest prosty, nigdzie dzieciom nie będzie lepiej jak z rodzicami.

Ostatnio modne stało się skarżenie do instytucji europejskich. Dlaczego więc rząd Beaty Szydło ma milczeć w sprawie brutalnego rozbijania polskich rodzin? Myślę, że szef MSZ dr Witold Waszczykowski powinien złożyć specjalną skargę do Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej na takie działania Jugendamtów, które pamiętają jeszcze czasy hitlerowskie. Rząd musi walczyć o polskie dzieci. A swoją drogą, dlaczego Platforma milczy w tej sprawie? Przecież ma tak wyśmienitych znawców prawa i dobrych obyczajów…

To jest poważna sprawa, bo nie dotyczy tylko Niemiec, ale też krajów skandynawskich – Norwegii i Szwecji. Tam powód zabrania rodzicom ich pociech jest również błahy – ból zęba, smutna minka czy brak aktualnego szczepienia. Myślę, że gdyby Polacy zabierali dzieci Niemcom, to natychmiast podniósłby się krzyk w Europie i posypałyby się procesy.  

Hasło: „Ręce precz od polskich dzieci” powinno przyświecać wszystkim pracownikom polskiej dyplomacji. Powinniśmy tę sprawę traktować tak samo poważnie jak oskarżanie naszego Narodu o współpracę z Niemcami podczas II wojny światowej. Rodzina w przeciwieństwie do prawdy sama się nie obroni. Trzeba więc dużo dobrej woli nas wszystkich, żeby nikt nigdy nie krzywdził najmniejszych tylko dlatego, że ktoś ma niezły biznes na cudzych łzach. 

Jacek Kotula

Autor jest przewodniczącym rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO - Prawo do Życia.

Aktualizacja: Czwartek, 21 kwietnia 2016 (12:23)

NaszDziennik.pl