logo
logo

Zdjęcie: Ralph Scott/ Domena publiczna

Rosja to wciąż poważny gracz

Środa, 10 sierpnia 2016 (19:50)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki wydźwięk ma stanowisko doradcy prezydenta Putina, Siergieja Karaganowa, który w rozmowie z niemieckim „Der Spieglem”, pytany o tarczę antyrakietową, mówi wprost, że dodatkowa broń NATO nie pomoże krajom nadbałtyckim, co więcej w razie konfliktu zostanie zneutralizowana? 

– Karaganow mówi prawdę. Mianowicie w ostatnim czasie wielu generałów NATO wprost podkreślało, iż obrona krajów bałtyckich jest niemożliwa. Chodzi o to, że zanim Sojusz Północnoatlantycki podejmie jakiekolwiek działania, to państwa te będą już zajęte. Tysiąc żołnierzy NATO rozmieszczonych na obszarze państw bałtyckich – z wojskowego punktu widzenia – nie ma istotnego znaczenia. Ponadto trzeba pamiętać, iż na Łotwie i w Estonii mniejszość rosyjska stanowi jedną trzecią obywateli tych państw. Przypomnę, że mówimy tu o populacji trzech milionów ludzi, z których milion to Rosjanie. Potencjał demograficzny tych państw to ludność porównywalna do przeciętnego polskiego województwa. Dodatkowo atak może nastąpić nie tylko z lądu, ale także z morza.

Retoryka Rosji i fizyczne zbliżanie się NATO coraz bardziej na wschód oznacza, że mamy do czynienia z nową zimną wojną?

– Powiedziałbym raczej, iż mamy do czynienia z pewnym przesileniem we wzajemnych relacjach, w którym wykorzystuje się potencjał militarny do demonstracji siły.  

Czy państwom nadbałtyckim opłaca się za, co tu dużo mówić dość symboliczne wzmocnienie wschodniej flanki NATO narażać się Rosji?

– Państwa bałtyckie mają tak naprawdę jedyną gwarancję niepodległości na poziomie jedynie politycznym. Niezależnie od tego, jak wielką armią będą one dysponowały, to ich wspólny potencjał demograficzny – jak wspomniałem – jest niewiele większy od populacji rosyjskiego Petersburga, który notabene leży niedaleko od Estonii. Poprzez działania jedynie na poziomie symboli jeszcze nikt nikomu realnie nie dał gwarancji bezpieczeństwa. I co do tego nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń.

W wypowiedzi Karaganowa zastanawia jeszcze jeden wątek, a mianowicie, że „Rosja nie będzie nigdy więcej walczyć na swoim terenie…”. Jak należy to interpretować?

– Rosjanie przyjęli doktrynę, która była obecna od dekad w strategii Stanów Zjednoczonych czy też Izraela. To oznacza, iż przypadku bardzo dużego prawdopodobieństwa ataku ze strony państw europejskich czy też azjatyckich wykona ona atak uprzedzający.

Czym Rosja może zaskoczyć NATO?

– Obecny wyścig zbrojeń toczy się na kilku poziomach. Mianowicie w kosmosie, w obszarze nowych technologiach, na płaszczyźnie sojuszy polityczno-woskowych oraz w przestrzeni informacyjnej. Jeżeli może dojść do zaskoczenia, to właśnie w tych wymienionych obszarach. Bardzo ciekawym procesem, który obserwujemy, jest próba zmiany wpływów budżetowych tego kraju, gdzie dochody z surowców zastępuje się wzmożoną sprzedażą nowych technologii wojskowych. 

Europie brak pomysłu, jak rozwiązać problem migracyjny i falę terroryzmu, tymczasem ze strony Rosji (Karaganowa) pada wyraźnie stwierdzenie, że „część europejskich elit dążyła do konfrontacji z Rosją, teraz więc nie pomożemy Europie, choć w kwestii uchodźców moglibyśmy to zrobić”. Czy Moskwa mogłaby pomóc Europie skutecznie rozwiązać problem uchodźców?

– Proszę pamiętać, iż przez Rosję tylko do Finlandii w 2015 r. przedostało się ponad 30 tysięcy nielegalnych imigrantów. Także na granicy polsko-białoruskiej od dłuższego czasu koczuje ponad tysiąc Czeczeńców, którzy chcą się przedostać do Polski. Ponadto Rosjanie poprzez swoje bazy na Krymie mogą kontrolować przemyt nielegalnych imigrantów na Morzu Czarnym, czyli nowym wysoce prawdopodobnym szlaku migracyjnym. 

Czy zasadne jest całkowite odcinanie się od Rosji? 

– Z Putinem rozmawiają i handlują wszyscy, włącznie z prezydentem Ukrainy Poroszenką. Tyle że czasami ta współpraca z Rosją na płaszczyźnie politycznej i ekonomicznej, na skutek sankcji odbywa się za pośrednictwem państw trzecich. Ciekawym trendem, który obserwujemy mniej więcej od ponad roku, są wizyty misji gospodarczych i politycznych niektórych państw Unii Europejskiej w Rosji i na Krymie. Obecnie tylko Polska i mało znacząca Litwa zaostrzają kurs w stosunku do Rosji. Zważywszy na sytuację geopolityczną, jaką obserwujemy w Europie i na świecie, jest to działanie całkowicie niepotrzebne.

Rosja nie ukrywa jednak swoich ambicji, bycia na nowo wielkim supermocarstwem. W jakim kierunku może się rozwijać próba dominacji tego państwa?

– Rosja cały czas jest supermocarstwem jądrowym, jest także potęgą w sferze dyplomacji. Jej problemem są jedynie gospodarka i demografia. Jednakże również na płaszczyźnie gospodarczej pojawiają się pewne symptomy świadczące o tym, że i z tym problemem Moskwa zaczyna sobie radzić. Proszę też zwrócić uwagę, że Rosja ma jedno z najmniejszych na świecie zadłużeń, które utrzymuje się na poziomie poniżej 10 procent. W sytuacji, kiedy Europa zachodnia pogrąży się w sferze bezpieczeństwa wewnętrznego, to stabilna Rosja będzie ponownie ważnym partnerem.

Jednak czy Putin ze swoją dość konfrontacyjną polityką jest w stanie odbudować rosyjskie imperium?

– Według mnie, Putin jest realistą i jeżeli otoczenie Rosji będzie samo się pchało w jego ręce, to będzie z tego skrzętnie korzystał. Sam jednak nie podejmie działań siłowych w tym obszarze. Oczywiście Putin będzie wykorzystywał armię do zastraszania, ale ważniejszymi obszarami jego ekspansji będzie gospodarka i sfera informacyjna na obszarach tradycyjnie sympatyzujących z tym państwem.

Jaką rolę w tej geopolitycznej rozgrywce odgrywa rosyjska propaganda?

– Obecnie wszystkie mocarstwa światowe, ale również mniejsze państwa wykorzystują propagandę do swoich celów politycznych. Rosjanie swoją działalność informacyjną sprowadzają do dwóch obszarów. Pierwszy kierunek to polityka wewnętrzna, gdzie Putin nadal utrzymuje ok. 80-procentowe poparcie, a drugi to polityka zagraniczna. W wymiarze zagranicznym propaganda ma różne cele. W odniesieniu do jednej grupy państw chodzi o pokazanie Rosji jako gwaranta bezpieczeństwa, zaś w odniesieniu do drugiej o oddziaływanie na społeczeństwa wszystko po to, aby pokazać, iż konfrontacja z Rosją może skończyć się tragedią. Na ile ta propaganda jest skuteczna, widać chociażby w Mołdawii, gdzie UE i NATO utraciły poparcie większościowe na korzyść Rosji.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl