W Parlamencie Europejskim planowana jest debata o stanie praworządności w Polsce. Do tego, że ataki na polski rząd stały się pewną „normą”, zdołaliśmy się przyzwyczaić, ale czy wybór daty 13 grudnia, który wprawdzie został przesunięty na dzień następny, nie jest brakiem szacunku wobec ofiar stanu wojennego i bohaterów polskiej wolności?
– Zwrócę uwagę, że ta debata wywoływana czy też prowokowana jest po raz kolejny tylko i wyłącznie przez polską opozycję. Jest to swego rodzaju przejaw bezsilności tzw. opozycji totalnej wobec sytuacji, w jakiej się znalazła. Nie dziwi zatem fakt, że tkwiąc w tym politycznym amoku, zwraca się o pomoc do swoich kolegów w Parlamencie Europejskim. Wybierając datę 13 grudnia, wysyłają jasny i klarowny sygnał, że dla nich nie ma żadnej świętości. Niestety zarówno opozycja w Polsce, jak i zaprzyjaźnione z nią media częściej mówią głosem Komisji Europejskiej.
Przed czym uciekają unijne elity, sięgając po kolejną debatę w sprawie Polski, co tym razem usiłują przykryć, od czego odwrócić uwagę?
– Obecne bardzo słabe personalnie i merytorycznie unijne przywództwo próbuje na siłę forsować swoją linię, co więcej chce decydować za obywateli poszczególnych państw Unii Europejskiej. Z kolei polski rząd dba w pierwszej kolejności o interesy Polski i Polaków. I to jest główna oś sporu, jaki ma miejsce po przejęciu władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość.
Czy i jakie mogą być konsekwencje tej debaty dla Polski?
– Parlament Europejski, godząc się na tego typu debaty, pokazuje, że de facto stoi tylko po jednej stronie sporu politycznego, przez co podważa swój autorytet i zwyczajnie się dewaluuje. Spodziewam się – jak poprzednio – pustej sali plenarnej, pewnie nie zabraknie też podnieconych dziennikarzy reprezentujących nieprzychylne polskiemu rządowi media oraz emocjonalnych wystąpień tych europarlamentarzystów, dla których Fidel Castro był bohaterem. Tak z grubsza rysuje się obraz tych, którzy będą debatować i relacjonować tę debatę.
Wiadomo jednak, że ta debata nie zakończy się przyjęciem rezolucji. Po co zatem ona jest?
– Proszę zwrócić uwagę, że kolejny raz odbędzie się debata na temat Polski, natomiast są pomijane np. kłopoty strefy euro, fala emigracji czy brak perspektyw dla młodzieży. W obliczu konkretnych wyzwań czy problemów Parlament Europejski po raz kolejny zwraca uwagę na problem, którego w Polsce nie ma, przez co staje po jednej stronie sporu. Do tego próbuje pouczać czy wręcz straszyć Polskę, nie mając żadnych mechanizmów realnej władzy.
Czy zatem zgodzi się Pan, że mamy do czynienia z walką ideologiczną przeciwko Polsce? Kto te ataki inicjuje?
– Tak jak wspomniałem, wszelkie ataki na forum europejskim inicjowane są przez opozycję totalną w Polsce, która w tych działaniach widzi jedyną szansę zaistnienia w polskiej polityce. Żadna z partii opozycyjnych, a więc Platforma czy Nowoczesna, nie mają konkretnego programu, który odpowiadałby oczekiwaniom polskiego społeczeństwa. W związku z tym starają się wykorzystywać swoją obecność w liberalno-socjalistyczno-chadeckich grupach, które chętnie atakują centro-prawicowy rząd w Polsce, uznając, że to pomoże przetrwać słabej polskiej opozycji w przestrzeni publicznej.
Komisja Europejska nie dostrzega, że się kompromituje, a może w szeregach zasiadających tam polityków nie ma zdolności do refleksji…?
– Komisja Europejska, choćby ustami wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa, wielokrotnie udowadniała, że tak naprawdę nie ma pojęcia o istniejącym w Polsce porządku prawnym. Swoimi działaniami pokazywała też, że rząd Prawa i Sprawiedliwości, mając zupełnie inną wizję rozwoju Europy, komplikuje realizację – w moim przekonaniu –szkodliwej liberalno-lewicowej doktryny rozwoju Unii Europejskiej.
Panie pośle, czy ta debata wymierzona przeciwko władzy w Polsce, wbrew inicjatorom, paradoksalnie nie wzmocni Polski i obecnej władzy, przypominając, że to nasz kraj jako pierwszy przeciwstawił się tyranii komunistycznej?
– Ma pan rację. W mojej ocenie, im więcej takich debat, tym większe będzie poparcie dla rządu Prawa i Sprawiedliwości, bo Polacy mają już dość nieobiektywnych, jednostronnych ataków ze strony Unii Europejskiej, która powinna się zająć realnymi, a nie wyimaginowanymi problemami, jakie stoją przed całą wspólnotą.
Jest jeszcze jeden aspekt, który się wyłania, a mianowicie, czy skupienie uwagi na Polsce nie jest z korzyścią dla Węgier, które tym samym nie są już w centrum zainteresowania unijnego establishmentu?
– Polska wraz z Węgrami, Słowacją i Czechami tworzy grupę V4 i jest to jeden z najtrwalszych sojuszy w Unii Europejskiej. Dobrze funkcjonująca Grupa Wyszehradzka, której Polska jest liderem, uwiera Brukseli, dlatego spodziewam się, że w kolejnych miesiącach presja na osłabienie lub rozbicie V4 będzie jeszcze większa.
KOD dzisiaj pod hasłem „Stop dewastacji Polski” chce wyprowadzić ludzi na ulice przeciwko rządom PiS. Czym jest wypowiedzenie posłuszeństwa demokratycznie wybranej władzy, czym się to może skończyć?
– W Polsce funkcjonuje demokratycznie i prawomocnie wybrany rząd, który ma mandat od społeczeństwa do sprawowania władzy. Każdy ma też prawo do wyrażenia swoich poglądów na ulicy, jednak smutne jest, że KOD, w skład którego wchodzi tak wielu funkcjonariuszy byłego systemu i aparatu represji, w tym SB-ków, będzie demonstrował 13 grudnia. Ale to świadczy, że ci ludzie nie mają żadnych skrupułów, co więcej, są pozbawieni elementarnego wyczucia. Przecież to jest dzień, w którym przypominamy o ofiarach reżimowej władzy. Cyniczne wykorzystywanie daty 13 grudnia przez KOD i środowiska z nim związane, czy też popierające tę formację, jest nieuczciwe wobec Polski i Polaków.
Czy porównywanie obecnej władzy z reżimem Wojciecha Jaruzelskiego nie jest zakłamywaniem historii?
– Mogę powiedzieć tylko jedno, a mianowicie, że porównywanie obecnego rządu do czasów Jaruzelskiego jest absurdalne.
Jak skomentuje Pan wypowiedź Donalda Tuska, który ocenił, że polityka zagraniczna i lansowana idea międzymorza prowadzona przez rząd PiS prowadzi do dryfowania Polski w stronę peryferiów, marnując potencjał odgrywania większej roli w Europie, który wynikał z zacieśniania relacji z Francją i Niemcami?
– Donald Tusk zamiast wypowiadać się na ten temat, powinien poinformować Polaków, co zrobił w ostatnich latach w Europie i co Polska ma z tego, że jej polityk piastuje stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Przecież dla nikogo nie jest tajemnicą, że swój wybór Donald Tusk zawdzięcza kanclerz Angeli Merkel. Stąd też konsekwentnie dba o interesy krajów starej UE. Zresztą robił to wówczas, gdy był premierem polskiego rządu, i robi to również dzisiaj.

