logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ -

Dyplomacja świętego Józefa

Sobota, 8 grudnia 2012 (02:12)

Nasz Dziennik syberyjskim szlakiem

Diecezja św. Józefa z siedzibą biskupa w Irkucku jest największa na świecie. Ale tylko pod względem powierzchni, bo pozostałe wskaźniki statystyczne wyglądają inaczej. Pracuje tu 38 księży i 63 siostry zakonne. Średnia odległość między punktami duszpasterskimi wynosi blisko tysiąc kilometrów.

- To jest teren misyjny, czasami nawet bardziej niż Afryka, gdyż tam ewangelizacja trwa bez przerwy, a tu była na kilkadziesiąt lat zatrzymana - mówi ks. Włodzimierz Siek, werbista, proboszcz parafii katedralnej i wikariusz generalny diecezji. Jest w Irkucku od 8 lat, a na Wschodzie łącznie 17 lat.

Katolicy na Syberii są od XVI wieku. Było tu kilka drewnianych świątyń. Ostatnia spłonęła w XIX wieku i wówczas powstał kościół murowany. Stoi przy centralnym placu miasta - neogotycka perełka. Jest nazywany "polskim kościołem", bo powstał ze składek irkuckich Polaków. Czerwona cegła przypomina inne świątynie tego okresu, m.in. w Moskwie i Smoleńsku. Niemal identyczne są też jej losy. W podobnych okolicznościach w latach 30. kościół został odebrany katolikom.

Najpierw nałożono ogromny podatek, a następnie zabrano budynek, gdyż "katolików nie stać na jego utrzymanie". Niestety, ten stan trwa do dzisiaj, a świątynia jest salą organową.

Kapłan katolicki może odprawiać codziennie Mszę św. w małej kapliczce, pomieszczeniu prawie w piwnicy, a jedynie w największe święta władze pozwalają na Liturgię w głównej sali, czyli dawnej nawie kościoła.

Wnioski o zwrot świątyni spotykają się z oskarżeniami o "wrogość wobec Rosji" i "atak na kulturę". Niestety, administracja jest wrażliwa na polskość i stawia opór większy niż w podobnych sprawach gdzie indziej. Na wschodniej Syberii zachowało się 7 budynków kościelnych sprzed rewolucji bolszewickiej, z czego jedynie dwa zwrócono katolikom.

Pretekst zawsze się znajdzie

Z drugiej strony miejscowe władze traktują katolików stosunkowo dobrze jak na rosyjskie warunki. Nie stosuje się do nich dyskryminującego prawa wyliczającego tzw. wyznania tradycyjne. Nie ma wśród nich katolików.

W Irkucku przedstawiciel wspólnoty katolickiej należy nawet do Rady Międzyreligijnej przy gubernatorze obwodu. Przez to gremium da się czasem coś załatwić. W Irkucku ma skład bardzo pluralistyczny.

Do tego stopnia, że zasiada w niej nawet przedstawiciel szamanistów kultywujących religię sprzed europejskiej kolonizacji. - W kontaktach z władzą trzeba wiele taktu i dyplomacji, łatwo o nieporozumienia, narażenie się na problemy - zauważa irkucki proboszcz.

Najgłośniejszym wydarzeniem kładącym się cieniem na stosunkach z władzami publicznymi było wydalenie poprzedniego biskupa - Jerzego Mazura w 2003 roku. Poszło o tytulaturę. Część Rosji, która wcześniej należała do Japonii, zachowała przez dziesięciolecia formalną odrębność kościelną jako prefektura Karafuto.

W czasach ZSRS nie było tam ani parafii, ani księży, więc jednostka kościelnej administracji funkcjonowała tylko w dokumentach. Po odrodzeniu struktur kościelnych zarządzanie terytorium powierzono oczywiście hierarchii ustanowionej dla Rosji. A więc biskup urzędujący w Irkucku nosił też tytuł prefekta Karafuto.

Władze uznały to za prowokację i gest antyrosyjski. Księdza biskupa Mazura po którymś z wyjazdów po prostu nie wpuszczono do Rosji. Ksiądz Włodzimierz Siek uważa, że mogły zdecydować aktywność i szeroko zakrojone plany duszpasterskie hierarchy. Watykan zareagował zmianą nazwy prefektury z Karafuto na Jużnosachalińsk. Po tym problem w zasadzie ucichł, ale biskup już nie mógł wrócić do Rosji, został przeniesiony do diecezji ełckiej. Papież mianował nowym ordynariuszem ks. bp. Cyryla Klimowicza, który jest w Irkucku do dzisiaj.

Budujemy Kościół Boży

Trudno oszacować liczbę katolików we wschodniej Syberii. Oficjalnie jest zapisanych 50 tys., ale korzenie katolickie ma znacznie więcej mieszkańców. Byli często chrzczeni prywatnie, w tajemnicy, nigdzie nie było to notowane. Społeczność katolicka jest niesłychanie różnorodna. Są Polacy, Ormianie, Białorusini, Ukraińcy, Litwini, Mołdawianie, Koreańczycy, Chińczycy.

- W tych okolicznościach nie ma warunków do duszpasterstwa typowo polskiego czy innych wspólnot, jak to się dzieje na Białorusi czy Ukrainie - mówi proboszcz.

Kapłani odprawiają Msze św., głoszą kazania i katechizują zasadniczo w języku rosyjskim, ale uwzględnia się potrzeby narodowe. Z okazji świąt narodowych odprawia się Msze św. w językach mniejszości narodowych, takich jak polska, nasi księża włączają się w działalność społeczności polskiej, nawet w salce katechetycznej naucza się języka polskiego. Księża w diecezji św. Józefa także pochodzą z całego świata. Najwięcej jest Polaków, ale są też kapłani z innych państw, ze Słowacji, Stanów Zjednoczonych, Indii, Indonezji, Brazylii, Argentyny...

Kościołowi katolickiemu zależy na prawdziwych świątyniach, choćby bardzo małych. Katedra katolicka w Irkucku została wybudowana w stylu nowoczesnym, ale jest naprawdę okazała. Szybkość jej powstania na początku XXI wieku była źródłem obaw i protestów ze strony Cerkwi.

- W wielu miejscach mamy tylko mieszkania przerobione na miejsce kultu, ale chcemy, żeby były oddzielne budynki, choćby najskromniejsze, żeby stworzyć przestrzeń sacrum. Mieszkania są dobre, żeby wystartować, ale dopóki z nich gdzieś nie wyjdziemy, jesteśmy traktowani jak sekta - wyjaśnia ks. Siek.

Z drugiej strony podkreśla, że trzeba patrzeć realnie, uwzględniając potencjalną liczbę katolików, i nie ma sensu budować dużych kościołów, chociaż zasadniczo obecnie trudności administracyjne są do pokonania. Dobrym rozwiązaniem jest adaptacja innych budynków odpowiedniej wielkości, na przykład zamkniętego sklepu czy przedszkola.

Prawosławna hierarchia traktuje katolików z nieufnością. Dominuje lęk przed katolicką ekspansją. - Wyobrażano sobie tysiące księży z Polski masowo chrzczących Rosjan i odbierających ich Cerkwi. Dopiero niedawno zrozumieli, że taka groźba jest nierealna. Rzadko rdzenni Rosjanie o korzeniach prawosławnych przechodzą na katolicyzm. Nikt też ich nie przeciąga na siłę. Do Kościoła katolickiego zwracają się albo osoby mające co najmniej katolickich przodków, albo zupełnie religijnie wykorzenieni ateiści - tłumaczy ks. Włodzimierz Siek.

Aby nie powodować zadrażnień, Jan Paweł II, ustanawiając regularny podział administracyjny w Federacji Rosyjskiej, nie nazwał diecezji irkucką czy moskiewską, ale otrzymały one nazwy symboliczne: diecezja św. Józefa (w Irkucku), Matki Bożej (w Moskwie), św. Klemensa (w Saratowie) i Przemienienia Pańskiego (w Nowosybirsku).

Obecnie relacje z Cerkwią są dość poprawne. Co więcej, prawosławni kapłani zaczynają dostrzegać zalety katolickiego duszpasterstwa. Widzą, że nasi księża są lepiej wykształceni, bliżsi swoim wiernym, bardziej otwarci na ich codzienne problemy. Poza udzielaniem sakramentów i podstaw katechizmu podejmują ważne tematy moralne, społeczne, mają doświadczenie troski o rodzinę, młodzież, wychowanie.

Na razie byt Kościoła katolickiego na Syberii nie jest zagrożony, rozwija się i służy ludziom różnych narodów. Codzienność jest jednak trudna. Są ogromne odległości, ubóstwo wiernych. Olbrzymie oczekiwania i potrzeby przy skromnych możliwościach. Wierni to ludzie doświadczeni sowiecką rzeczywistością, żyjący bez zakorzenienia w wartościach chrześcijańskich, nierzadko w patologicznym środowisku. Trzeba dużo pracy i pokory, aby cokolwiek osiągnąć. Pamiętajmy o Kościele na Wschodzie, także gdy mamy w naszych parafiach możliwość wsparcia go własną ofiarą.

Piotr Falkowski, Irkuck

Nasz Dziennik