Wzmożenie walk we wschodniej Ukrainie należy wiązać z ocieplaniem się stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Rosją?
– Niemieccy publicyści sugerują, iż jest to możliwa prowokacja ze strony Kijowa, aby torpedować porozumienie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Według mnie, z dużym prawdopodobieństwem mają oni rację, gdyż Rosja nie pozwoliłaby w tej chwili na prowokacje ze strony separatystów, gdyż jest to wbrew jej strategicznym celom.
Prezydent Trump, który podczas kampanii wyborczej mówił, że należy doposażyć Ukrainę w broń, teraz zaczyna się wycofywać z wcześniejszych zapowiedzi. Czy Stany Zjednoczone są gotowe odpuścić Ukrainę w zamian za poprawę relacji z Rosją?
– Nikt w polityce nie oddaje za bezcen zdobytych wpływów – takie są reguły. Także Amerykanie nie oddadzą łatwo całej Ukrainy w ręce Putina. Wielokrotnie już mówiłem, iż dla Waszyngtonu wschodnia Ukraina jest nie do podporządkowania, natomiast dla Moskwy nie ma mowy o powrocie wpływów tego państwa na zachodzie Ukrainy. Można przypuszczać, że prezydent Trump wymusi na Kijowie natychmiastową dużą autonomię dla Donbasu i być może dla Zakarpacia, a nawet dla Południowej Besarabii. Donald Trump pamięta o wsparciu, jakiego podczas kampanii wyborczej udzielił mu Viktor Orbán, któremu zależy na formalnej autonomii Zakarpacia.
Skoro mowa o prezydencie Trumpie, to szef Rady Europejskiej Donald Tusk w liście otwartym do szefów państw i rządów wśród zagrożeń dla Unii Europejskiej wymienił m.in. działania obecnej administracji amerykańskiej. Podziela Pan ten pogląd?
– Absolutnie nie podzielam. Donald Tusk jest reprezentantem elit, które doprowadziły do kryzysu Unii Europejskiej, co więcej, przekonani o swojej wielkości nie chcą przyjąć do wiadomości tego faktu. Stąd Tusk musi mówić głosem swoich elektorów, a ci są zaszokowani działaniami nowego przywódcy Stanów Zjednoczonych. Nowa administracja waszyngtońska zganiła poprawność polityczną w Europie, ale jak widać elity ją wyznające są niereformowalne i nie nadają się do prostej resocjalizacji. One będą walczyły o swoje rubieże do końca. Przejawem tego może być ocena niemieckiej prasy, która z uznaniem wypowiada się na temat listu Donalda Tuska, w którym krytykuje nowego lokatora Białego Domu.
Czy nie jest tak, że dla UE największym zagrożeniem są jej liderzy?
– Tacy ludzie jak Tusk, Schulz czy Merkel prowadzą Europę niczym kapitan Titanica, a więc wprost ku katastrofie i upadkowi. Niemcy budowały UE jako przestrzeń dla swojej gospodarki. Dlatego mniej patrzą na Europę jak na obszar, w którym wszystkie państwa mają się równomiernie rozwijać, a bardziej traktują inne państwa Unii jako przestrzeń i rynek dla zbytu swojej produkcji. Bez eksportu niemiecka gospodarka się zadusi. Najlepszym rozwiązaniem dla Berlina byłoby posadowienie na miejscu Tuska Niemca, ale byłoby to zbyt rażące nawet dla państw uległych wobec polityki niemieckiej. Dlatego posłuszny były premier z kraju nowej Unii, który już wcześniej jako premier Polski realizował polecenia kanclerz Angeli Merkel, jest w sam raz.
Kim jest Donald Tusk, żeby pouczać prezydenta USA…?
– Oczywiście formułowanie takich tez, jakie są zawarte w liście Tuska, jest – delikatnie rzecz ujmując – nie na miejscu. Na marginesie, trudno powiedzieć, czy Donald Trump wie do końca, kim jest osoba, która pod jego adresem formułuje takie absurdalne zarzuty. Jednak proszę pamiętać, że to nie Donald Tusk pisze sobie listy i przemówienia, które wypływają z sekretariatu kierowanego głównie przez Niemców i Francuzów. Tusk jest tylko pośrednim zderzakiem, którym nie chce być wprost Angela Merkel.
Z czego Pana zdaniem wynikają te połajanki wyrażane przez Tuska?
– Tak jak wspomniałem, wynikają one z tego, że prezydent Trump mówi wprost o karygodnych błędach przywódców Unii, chociażby w sprawie przyjmowania nielegalnych imigrantów. Jeżeli prezydent Stanów Zjednoczonych wprost, w ten sposób stawia sprawę, to ośmiela coraz bardziej przywódców takich państw jak Polska, Węgry, Czechy czy też Słowacja do oporu przed Berlinem. To zaś budzi obawy Niemiec czy Francji.
Wydawało się, że unijne elity, które nie potrafiły zachować się godnie w kampanii wyborczej, krytykując Trumpa, i nie bardzo wiedziały, jak się zachować, kiedy naród amerykański powierzył mu urząd prezydenta, teraz się zreflektują. Ale zachowanie Tuska wydaje się temu przeczyć…?
– Najtrudniejsze w polityce jest przyznanie się do strategicznego błędu, gdyż po ogłoszeniu tego każdy rząd, który tego dokonał, powinien podać się do dymisji. Dla Tuska i Merkel to by był koniec ich politycznej kariery. W tej sytuacji trudno liczyć na refleksję unijnych elit.
Tusk uważa, że „deklaracje nowej administracji Stanów Zjednoczonych sprawiają, że nasza przyszłość jest bardzo nieprzewidywalna”. Czy Trump jest nieprzewidywalny i jak w tych kategoriach prezentują się obecne unijne władze?
– Jestem zwolennikiem tezy, że Donald Trump jest bardzo przewidywalny i ma jasno sprecyzowane cele. Dla niego priorytetem jest utrzymanie statusu Stanów Zjednoczonych jako supermocarstwa i niedopuszczenie do wypychania tego państwa z dotychczasowych obszarów wpływów. Wojna jest dla niego ostatecznością, a nie jak to było za Baracka Obamy bieżącym narzędziem polityki.
Czy UE powoli się rozpada, co poniekąd prorokuje sam Donald Tusk, wzywając przywódców państw do bycia silnymi i zdeterminowanymi?
– Unia się nie rozpada wprost, natomiast upadają wpływy dotychczasowych lewacko-libertyńskich elit, które nią rządziły. Co ciekawe, gremia te mają usta pełne frazesów o demokracji, natomiast w momencie, kiedy społeczeństwa wybierają prawicę, a niekoniecznie ich, to wówczas te siły próbują używać niedemokratycznych narzędzi do walki z nimi. Jak widać krytyka ta dotyczy nie tylko rządu w Polsce, ale także rządów innych państw, w tym również Stanów Zjednoczonych.
Co może zatrzymać ten proces rozpadu?
– UE sama w sobie jest wielką wartością, ale z drugiej strony instytucje europejskie i nieżyciowe prawo unijne wymagają gruntownej naprawy i reform. Brexit wziął się właśnie m.in. stąd, że instytucje i decydenci unijni oraz złe prawo i biurokracja niszczyły Wspólnotę. Oczywiście Unia ma szansę na rekonstrukcję z formy quasi-superpaństwa, do czego dążyły dotychczasowe elity, na rzecz Unii państw narodowych, na co wskazuje m.in. Polska. I to powinno być celem Polski, aby UE przekształcała się w obszar swobód i wolności gospodarczej, a państwom narodowym przywrócono ich pełną suwerenność.

