logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ukraińcy piszą historię Wołynia

Piątek, 10 lutego 2017 (05:16)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem i wykładowcą akademickim oraz członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Rafał Stefaniuk

Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej zainaugurował kampanię informacyjną, w której to będzie przybliżał wkład Ukraińskiej Powstańczej Armii w niepodległość ich kraju. Spodziewa się Pan kolejnych skandalicznych tez, które będą płynąć do nas ze Wschodu?

– Niestety tak, a to dlatego, że znane mi są działania Ukraińskiego IPN-u i poglądy jego prezesa Wołodymyra Wiatrowycza. Słynie on z oficjalnych wypowiedzi i tzw. publikacji naukowych, w których gloryfikuje UPA. Wszelkie zbrodnicze czyny członków UPA były przez niego wybielane bądź przemilczane. W ostatnim czasie nie wydarzyło się nic, co pozwoliłoby mi sądzić, że teraz to się zmieni. Tak więc Ukraińcy dalej idą drogą kultu Bandery, pomijając prawdę. A jest to droga donikąd.

Według Wołodymyra Wiatrowycza, członkowie UPA „sprzeciwiali się dwóm reżimom totalitarnym: nazistowskiemu i komunistycznemu”. Jak więc wyglądała walka UPA z Niemcami?

– Ta kwesta układała się różnie w zależności od etapów budowania relacji ukraińsko-niemieckich, przed i w trakcie II wojny światowej. Oba narody, ukraiński i niemiecki, współpracowały ze sobą. Czymś powszechnym było to, że ludność ukraińska oddawała cześć Adolfowi Hitlerowi i Stepanowi Banderze – wieszano na ścianach ich portrety, wznoszono okrzyki i hasła. Potem pojawiły się elementy konfliktowe. Doprowadziło to do tego, że Stepan Bandera był aresztowany i internowany. Jednakże Ukraińcy, a w szczególności nacjonaliści ukraińscy, byli traktowani preferencyjnie. Zbrodnicza SS Galizien była tą organizacją, która najlepiej ilustruje współpracę ukraińsko-niemiecką. To właśnie wielu jej członków zasiliło szeregi UPA. Tak więc teza o tym, jak Ukraińcy walczyli z komunizmem i nazizmem, jest oparta na mitologii.

Dlaczego Ukraińcy starają się zakłamywać swoją współpracę z Niemcami podczas II wojny światowej?

– Współpraca Ukraińców z Niemcami oraz ludobójstwo wołyńskie to są te dwa wydarzenia, które dyskwalifikują UPA jako podstawę do budowania polityki historycznej i tożsamości narodowej. Dlatego Ukraińcy traktują historię tej formacji i swojego narodu w sposób wybiórczy. A jeżeli wybiórczy to nieprawdziwy.

Wołodymyr Wiatrowycz skrytykował Jarosława Kaczyńskiego za słowa, w których prezes PiS wytknął Ukraińcom zbrodnie dokonane na Polakach. Według Wiatrowycza, Kaczyńskiemu „brakuje chęci ułożenia normalnego, współczesnego dialogu z Ukrainą”. Ten dialog powinien opierać się na tolerancji wobec zbrodniarzy z UPA?

– Rząd polski, a także Prawo i Sprawiedliwość wykazują tyle wyrozumiałości dla tego, co się dzieje na Ukrainie w kwestii polityki historycznej, że trudno nazwać to normą w polityce międzynarodowej. Dlatego teza Wiatrowycza jest wysoce nieuprawniona. Ale to mówi nam także coś innego: Ukraińcy chcą budować wzajemne relacje na fałszu. A jak wiemy, relacji polsko-ukraińskich nie da się budować na kłamstwie.

Ostatnie wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego o wydarzeniach na Wołyniu, mogą być wstępem do zmiany podejścia polskiego rządu do Ukrainy?

– Myślę, że tak. Z wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wybija jasne pytanie: którą drogą chcą iść Ukraińcy? Ta kwestia jest fundamentem budowania wspólnego sąsiedztwa. Bo jeżeli Kijów decyduje się oprzeć na wzorcach azjatyckich, gdzie zbrodnie nie są potępiane (tak jest choćby ze zbrodniami stalinowskimi) i one są normą, podobnie jak fałsz i kłamstwo, to dzieli nas przepaść, której nie da się pokonać. Cywilizacja łacińska wymaga, aby życie państwowe, społeczne, a także prywatne oprzeć na wartościach i na prawdzie. Więc albo wzorce azjatyckie albo zachodnie. Nie ma trzeciej drogi.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl