logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Odrzucić utopię, włączyć rozum

Piątek, 24 marca 2017 (11:17)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W środę krwawy atak terrorystyczny w Londynie, a wczoraj w Antwerpii udaremniona próba podobnego zamachu. Fala aktów terroru zaczyna rosnąć?

– Fale mają to do siebie, że raz rosną, a raz opadają. Natomiast mamy do czynienia z pewną ciągłością zdarzeń i nie widać, żeby w określonej perspektywie czasowej to zjawisko zniknęło – mimo stanu wyjątkowego we Francji czy zakrojonych na szeroką skalę akcji służb specjalnych i policji w innych krajach. Warto też pamiętać, że skala zjawiska terroru jest wprost proporcjonalna do liczby ludności muzułmańskiej, która żyje w Europie.     

Niemcy, Belgia, Francja, teraz Londyn. Co się dzieje, że Europa nie jest w stanie poradzić sobie z terroryzmem?

– Nikt sobie nie jest w stanie poradzić z terroryzmem, bo problem jest w pewnej koncepcji ułożenia życia społecznego, w otwarciu na imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Reszta to są konsekwencje tej bezrefleksyjnej polityki. Wytworzyła się linia – nazwijmy to – sporu cywilizacyjnego, cywilizacyjno-kulturowego i grupy radykalne chcą na tej linii zaognić relacje, co w ich perspektywie i postrzeganiu świata ma doprowadzić do islamizacji Europy.     

Nasilające się ataki to skutek obłąkańczej polityki otwartych drzwi zapoczątkowanej przez kanclerz Merkel?

– I tak, i nie. Z jednej strony polityka kanclerz Merkel pogłębiła problem zamachów terrorystycznych, ale należy pamiętać, że akty terrorystyczne mają miejsce już od dłuższego czasu i są one pochodną polityki multi-kulti, która jest w Europie prowadzona od czasów rewolucji kulturalnej, czyli od lat sześćdziesiątych. To wówczas stwierdzono, że państwa narodowe są przeszłością, a mieszanie kultur i cywilizacji na podłożu relatywizmu kulturowego stworzy szansę zbudowania nowej kosmopolitycznej wspólnoty, która będzie podstawą dla nowej Unii Europejskiej. Tyle że to jest mit, który kosztuje europejskie narody bardzo dużo. Przecież to nie są tylko zamachy, bo mamy także wszechobecne napięcie, strach, kryzys kulturowy i zapaść demograficzną. Na tym tle toczą się też inne negatywne procesy, przede wszystkim niszczone jest życie wspólnotowe, co nie powinno mieć miejsca.         

Mimo kolejnych ataków terrorystycznych, gdzie sprawcami są imigranci muzułmańscy, Komisja Europejska wciąż forsuje przymusową lokację imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Czy to efekt poprawności politycznej, czy może coś innego?

– To jest rodzaj utopijnego projektu dekonstrukcji państw narodowych w Europie. I ten projekt jest ni mniej, ni więcej tylko pomysłem na rozprzestrzenienie się różnych napięć. To spowodowało też dekonstrukcję Unii. Przecież Brexit był spowodowany nade wszystko strachem przed niekontrolowaną falą imigrantów. To pokazuje, że jeśli chodzi o Komisję Europejską, nie mamy żadnej refleksji. Unią rządzą ludzie w ogromnej mierze zafascynowani lewacką wizją Europy.      

Czyli UE rządzą utopiści?

– W sensie ideowym jak najbardziej tak. Oczywiście można się spierać, czy na płaszczyźnie gospodarczej pewne pomysły, rozwiązania są mniej czy bardziej udane, natomiast na płaszczyźnie społecznej i kulturowej to jest wizja utopijna, nielicząca się ani z klasyczną tradycją Europy, ani z tym, z czym mamy obecnie do czynienia. Należy pamiętać, że nasze relacje ze światem islamu są odwieczne i nikt nie pamięta relacji czy konfliktów, które były, tylko tworzy sobie konstrukcje oparte o kościec filozoficzny – Szkoła Frankfurcka i – jak wspomniałem – rewolucja kulturalna, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Im bardziej konsekwentnie ktoś próbuje wprowadzić w życie utopie, tym większe są tego koszty społeczne.   

Większość analityków umniejsza, a nawet ignoruje rolę islamu i islamizmu w atakach terrorystycznych, zwłaszcza samobójczych. Czy istnieje zależność między radyklanym islamem a aktami terroru?

– Jeśli weźmiemy pod uwagę zamachy terrorystyczne, to widać wyraźnie, że prawie wszystkie, a przynajmniej zdecydowana ich większość, są powodowane właśnie taką inspiracją. Natomiast jeśli o wczorajszym zamachu terrorystycznym czytam czy słyszę w mediach liberalnych, że mieliśmy do czynienia z incydentem w Londynie, to jest to nic innego jak zakłamywanie rzeczywistości, która coraz bardziej skrzeczy. Zachodnie społeczeństwa w głosowaniach i wyborach coraz bardziej wyrażają swoje oburzenie. Niestety, politycy żyją w innym, odrealnionym świecie, są uwarunkowani ideologicznie przez siły z ich politycznego zaplecza, kosmopolitów finansowo mocno osadzonych w tzw. globalistycznych krainach.      

Burmistrz Londynu muzułmanin Sadiq Khan kilka miesięcy temu powiedział, że trzeba się powoli przyzwyczajać, bo ataki terrorystyczne są „częścią życia w wielkim mieście”. O czym to świadczy?

– Nie wiem, czy zamachy terrorystyczne są częścią życia i czy ktoś normalny jest w stanie się do tego typu aktów terroru przyzwyczaić. Tu chodzi o człowieka, o ludzi, którzy idąc do miejsca publicznego, nie są pewni swojego losu. Mamy tu do czynienia z kompletnym szaleństwem. Nie ma powodu, żeby zabijać niewinnych ludzi, chyba tylko żeby wywołać strach i panikę. Tak jak nie można się przyzwyczaić do mordów czy do ludobójstwa, tak nie można się przyzwyczaić, a tym bardziej zaakceptować stanu zagrożenia terrorem. To nie jest naturalna rzeczywistość, na którą można wyrazić zgodę. Dziś sposób dokonywania ataków terrorystycznych się zmienia, stąd oprócz zamachów bombowych coraz częściej mamy do czynienia z zamachami przy użyciu samochodów czy takich narzędzi jak siekiery czy noże. Co będzie, jeśli ci szaleńcy dostaną w swoje ręce broń chemiczną, biologiczną bądź jeszcze inną o masowym rażeniu? Wówczas skala problemu może być niewyobrażalna. Powstaje zatem pytanie: czy do tego też będziemy musieli się przyzwyczaić, bo w wielkim mieście jest to rzecz naturalna? Przecież to nonsens. Dlatego na tego typu zjawiska trzeba reagować policyjnie, ale z drugiej strony należy zdiagnozować ich przyczynę. Niestety, mamy do czynienia z nieustanną próbą zaczarowania rzeczywistości i oczarowania ludzi nowomową.      

To, że możemy mieć do czynienia z zamachami z użyciem broni masowego rażenia i to że terroryści są o krok przed służbami specjalnymi, nie brzmi optymistycznie?

– Tym bardziej należy włączyć rozum, a odrzucić utopię. Po reakcjach, jakie obserwujemy począwszy od Stanów Zjednoczonych po Wielką Brytanię, widać, że społeczeństwa odczuwają coraz bardziej ten problem i widzą, jak elity rządzące coraz bardziej rozmijają się z rzeczywistością. W związku z czym jest próba reagowania na gruncie wyborów. Rozpoczął się pewien proces, który się toczy także w Europie.       

Coraz częściej zamachów dokonują Europejczycy, którzy się zradykalizowali. Czym terroryści przyciągają często ludzi Zachodu? Co jest czynnikiem radykalizującym?

– Ataków dokonują zwykle muzułmanie i mimo że w Europie mieszkają od dłuższego czasu czy nawet się tutaj urodzili, to jednak są częścią pewnej tradycji, pewnej społeczności, są częścią świata islamskiego, który się coraz bardziej radykalizuje. W związku z tym problem ten dotyczy nie tylko tzw. Państwa Islamskiego, ale także ludzi wyznających islam, żyjących w Europie. To jest rzeczywistość, której doświadczali już Amerykanie, a teraz doświadczają Europejczycy. Jeśli się dążyło do tworzenia społeczeństwa wielokulturowego, to trzeba było przewidywać skutki. Natomiast nikt nie myślał o skutkach, tylko o swoich utopijnych wizjach. Efekty tego są dzisiaj aż nazbyt widoczne.    

Wyznawcy islamu są bardziej podatni na to, żeby stać się terrorystami?

– Jest to pewna moda w wielu krajach. Proszę zwrócić uwagę, że w szeregach tzw. Państwa Islamskiego są obywatele różnych państw. Nie są to obywatele Syrii czy Iraku, ale także Europy. To pokazuje, że wśród młodego pokolenia jest tego typu trend czy moda. Natomiast oprócz radykalnych sił są mniej radykalne, ale mają swoje interesy polityczne, społeczne i stawiają sobie za cel „misję” nawrócenia Europy na islam. Oczywiście dokonuje się to na różnych poziomach i to, czego my doświadczamy w formie szaleństwa, to są działania małych grup, które funkcjonują na tle szerszego zjawiska kulturowego, które określiliśmy mianem starcia kultur czy starcia cywilizacji.

Zamach terrorystyczny w Londynie może skłonić do refleksji i wpłynąć na decyzje przywódców unijnych, którzy w sobotę spotkają się w Rzymie?

– Spór w Europie trwa cały czas. Wiemy chociażby, jak Niemcy widzą tę kwestię. Mam wrażenie, że wielu, a może nawet większość przywódców tzw. lokomotyw Unii jest niezdolnych do pogłębionej refleksji. Pogłębiona refleksja nie może się skupić tylko na zjawisku strachu i terroru. Trzeba głęboko sięgnąć do przyczyn i do tego, z czym mamy do czynienia w relacjach międzykulturowych. Na razie rządzi ideologia i widać, że unijne elity są mocno bezradne. Być może na jubileuszowym unijnym szczycie w Rzymie mniej lub bardziej sensowne tezy padną, ale to za mało. Na europejskiej scenie politycznej potrzebny jest wstrząs, żeby unijni decydenci w sposób odpowiedzialny i rzeczowy zaczęli mówić o zjawisku zwanym terroryzmem czy starciem cywilizacyjnym.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl