logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: J.SZENES/ PAP/EPA

Oznaki życia w ONZ

Sobota, 1 kwietnia 2017 (01:35)

Aborcyjny program agend ONZ upada dzięki zmianie polityki Stanów Zjednoczonych i aktywności ruchów pro-life.

W końcowym dokumencie 61. sesji oenzetowskiej Komisji ds. Statusu Kobiet słowo „aborcja” w ogóle nie pada. A to głównie dlatego, że nowa administracja amerykańska po latach wspierania stanowiska feministek, aborcjonistów i homolobby zaprezentowała zdecydowanie inną wizję praw kobiet i podejścia do ich problemów.

USA jako największy płatnik składek członkowskich i światowe mocarstwo ekonomiczne mają w Organizacji Narodów Zjednoczonych do powiedzenia najwięcej, ale dużo dobrego przyniosła też konsekwentna postawa większości państw rozwijających się, które niemal jednomyślnie opowiadają się za wspieraniem tradycyjnej rodziny. Fatalnie na tym tle wypada Europa, a przede wszystkim głos Unii Europejskiej.

Wprawdzie zasadniczym tematem tegorocznej sesji komisji miały być ekonomiczne aspekty sytuacji kobiet, zwłaszcza na rynku pracy, ale wiadomo, że każdy temat niechętne życiu i rodzinie środowiska wykorzystają we własnych celach i debata nie pominie w jakiś sposób także aborcji, seksedukacji i podobnych kwestii.

W wystąpieniu amerykańskiej ambasador Nikki Haley „prawa seksualne i reprodukcyjne” – słowny wytrych używany gdzie tylko się dało – w ogóle nie zostały wspomniane. Jak stwierdziła, dokumenty różnych międzynarodowych konferencji ds. kobiet, w tym pekińskiej z 1995 r., bez względu na to, jakie zawierają sformułowania, „nie tworzą żadnego nowego międzynarodowego prawa, w tym ’prawa’ do aborcji”. – Nie uznajemy aborcji za metodę planowania rodziny ani nie popieramy aborcji w naszej pomocy w zakresie zdrowia reprodukcyjnego – stwierdziła.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik