logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Unia też ma swojego Palikota

Sobota, 8 kwietnia 2017 (05:16)

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, europosłem Prawa i Sprawiedliwości, kwestorem Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Przewodniczący frakcji i liberałów w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadt na łamach austriackiego dziennika „Die Presse” wezwał do ostrych sankcji wobec Polski. Mamy do czynienia z kolejną próbą ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski? 

– Guy Verhofstadtto to osoba dość ekscentryczna, a zarazem wrogo nastawiona do Polski. Może on formułować takie czy inne swoje przemyślenia, które i tak nie mają żadnej mocy sprawczej. Przykre jest tylko to, że do tego typu zachowań zachęca go, nawet w formie publicznych listów, nasza polska lokalna opozycja. Mam tu na myśli sfrustrowanego pozostawaniem w ogonie za Platformą Obywatelską lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru.


Verhofstadt uważa, że Unia Europejska powinna rozważyć, czy nie uzależnić przyszłych wypłat funduszy strukturalnych od przestrzegania zasad praworządności, co więcej – pozbawić Polskę prawa głosu w Radzie. Czy to realne? 

– To oczywiście jest nierealne, tym bardziej że – jak już zapowiadano w 2014 r. przy ustalaniu obecnej perspektywy finansowej Unii na lata 2014-2020 – w przyszłym siedmioletnim budżecie funduszy strukturalnych zapewne w ogóle już nie będzie. Nie dotyczy to tylko funduszy dla Polski, ale dla wszystkich państw członkowskich. Zaś co do odebrania Polsce prawa głosu w Radzie Europejskiej, to już od dawna wszyscy wiedzą – co zresztą publicznie potwierdza nawet sam wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, którego trudno posądzać o sprzyjanie Polsce – że nie jest to możliwe.


Czy mimo wszystko nie jest to próba ingerencji i zamachu na suwerenną politykę państwa członkowskiego?

– Jest, ale tego typu ludzie nie potrafią żyć inaczej, a tym bardziej wyzwolić się od formułowania tez, które pozwalają im trwać w przestrzeni publicznej. Dla posła Guya Verhofstadta jest to sposób na zaistnienie na forum Parlamentu Europejskiego i oczywiście w mediach. Można powiedzieć, że to taki Palikot, tyle że rangi europejskiej.


Mamy wezwania do protestów ulicznych przeciw polskiemu rządowi z obietnicą poparcia unijnych władz. Spodziewa się Pan, że KE czy PE odetną się od tego typu zachowań? 

– Trudno powiedzieć. Z całą pewnością jedynym trafnym komentarzem do tego typu zachowań jest stare przysłowie, które mówi, że kogo Pan Bóg chce ukarać, temu rozum odbiera.


Guy Verhofstadt jest w gronie osób, które mają negocjować warunki opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. Czy znając jego niechęć do Polski, możemy się spodziewać uzgadniania warunków niekorzystnych dla Polski? 

– Warunki opuszczenia szeregów Unii przez Wielką Brytanię z całą pewnością będą korzystne dla Niemiec. Natomiast czy będą niekorzystne dla kogokolwiek innego, to myślę, że dla negocjatorów – zwłaszcza takich jak europoseł Verhofstadt – jest obojętne.

Po wyborze szefa Rady Europejskiej i szczycie w Rzymie Komisja Europejska wraca do „normy”. Znów pojawia się temat przymusowej relokacji imigrantów i sankcje za odmowę. Czy to tylko straszenie i czy te groźby mogą być realne? 

– Powracają zobowiązania do przyjęcia przez Polskę kilkunastu tysięcy imigrantów z Bliskiego Wschodu. To konsekwencja uległej decyzji ówczesnej premier Ewy Kopacz, która uczyniła to pod presją Donalda Tuska. Teraz musimy odkręcać ustalenia, jakie poczynił rząd Platformy.  

Podczas wyborów na szefa RE kraje Grupy Wyszehradzkiej nie stanęły po stronie Polski. Czy w sprawie uchodźców będą mówić jednym głosem? 

– We wrześniu wygasa przyjęty przed dwoma laty program relokacji, w którym kraje UE zobowiązały się do przejęcia od Grecji i Włoch w ciągu dwóch lat co najmniej 98 tysięcy uchodźców. Do każdego kraju przypisano kwotę uchodźców, którzy mają zostać przyjęci. Unijny komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos oświadczył niedawno, że do września kraje członkowskie powinny przejąć w ramach programu relokacji jeszcze przynajmniej 26 tysięcy uchodźców przebywających w Grecji i we Włoszech. Oczywiście nie obyło się bez gróźb pod adresem tych państw, które nie chcą ulec tym naciskom. Tymczasem Komisja Europejska stoi na stanowisku, że program relokacji powinien być kontynuowany również po wrześniu br., jeśli do tego czasu nie uda się przemieścić z Grecji i Włoch wszystkich uprawnionych do tego uchodźców. Przypomnę, że Słowacja i Węgry zaskarżyły decyzję KE o relokacji imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu do Trybunału Sprawiedliwości UE. Polska formalnie wsparła te wnioski.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl