logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Tysiące Amerykanów w obronie życia

Piątek, 19 stycznia 2018 (15:28)

W Waszyngtonie już po raz kolejny przejdzie dzisiaj Marsz dla Życia. Organizatorzy spodziewają się, że weźmie w nim udział kilkaset tysięcy osób. Marsze organizowane są także między innymi w Chicago, Los Angeles czy San Francisco.

Wszystkie Marsze odbywają się w okolicach 22 stycznia, kiedy przypada niechlubna rocznica decyzji Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych z 1973 r. o legalizacji aborcji w całym kraju. Wtedy to Sąd Najwyższy głosami siedmiu sędziów przeciwko dwóm przeforsował ustawę zezwalającą na zabijanie dzieci poczętych w całym kraju.

Waszyngtoński marsz zakończy się modlitwą w narodowym sanktuarium Niepokalanego Poczęcia. Biskupi dwóch sąsiadujących ze sobą diecezji Waszyngtonu i Arlington ogłosili możliwość uzyskania odpustu zupełnego, pod zwykłymi warunkami, za uczestnictwo w marszu i modlitwie.

W ubiegłym roku do uczestników Marszu dla Życia przemawiał wiceprezydent USA Mike Pence i zapewnił obrońców życia, że Biały Dom zajmie się sprawą. W tym roku zapowiedział swoją obecność na marszu Paul Ryan, rzecznik Republikanów w Izbie Reprezentantów.

Tradycyjny Marsz dla Życia jest do dziś jedną z największych politycznych akcji protestacyjnych w Stanach Zjednoczonych. Mimo to medialne echo o tych demonstracjach jest niewielkie.

Temat aborcji pojawia się coraz częściej za rządów prezydenta Donalda Trumpa. Działacze pro-life mają nadzieję, że ustawa z 1973 roku wreszcie zostanie uchylona. Rzecznik Izby Reprezentantów Ryan jest wielkim orędownikiem prawa do życia, powiedziała w rozmowie z mediami Jeanne Monahan Mancini, główna organizatorka Marszu dla Życia. Podkreśliła, że Ryan wykorzystuje swoją pozycję polityczną, aby „bronić godności człowieka we wszystkich fazach jego życia”.

Natomiast demokraci nadal unikają bliższych kontaktów z ruchem pro-life. „Nasza partia ma więcej problemów z samą sobą niż z marszem” – stwierdziła Kristen Day, dyrektor ruchu „Democrats for Life”. Przyznała, że wielu Demokratów, zwłaszcza w regionach wiejskich, pragnie większej otwartości ich partii na problemy związane z ochroną życia.

Mancini ma nadzieję, że za pięć lat już nie będzie potrzeby obchodzenia 50. rocznicy ustawy o aborcji. „Chciałabym, abyśmy nie musieli wtedy maszerować, bo do tego czasu ustawa może będzie zdjęta, a i nasze zadanie zakończy się”, powiedziała podkreślając, że marzy się jej, aby „aborcja wreszcie była zabroniona i określona jako nielegalna”.

Według „Washington Post” trzydziestolatkowie stanowią połowę uczestników marszów pro-life.

RS, KAI

NaszDziennik.pl