logo
logo

Zdjęcie: facebook.com_AlfiesArmy/ -

Więzień systemu

Piątek, 27 kwietnia 2018 (04:00)

Alfie Evans jest dalej więziony w szpitalu w Liverpoolu. Państwo ucisza protestujących.

 

Chłopiec przeżył już co najmniej 60 godzin od odłączenia respiratora. Według ojca, był wczoraj w dość dobrym stanie, choć widać wyraźne osłabienie spowodowane najprawdopodobniej tym, że otrzymuje minimalne ilości wody i pokarmu.

Tymczasem sąd apelacyjny w Londynie podtrzymał wtorkowy wyrok kontrowersyjnego sędziego Anthony’ego Haydena o dalszym przetrzymywaniu chłopca w szpitalu Alder Hey. Motywowane jest to oficjalnie dobrem dziecka, które według prawa określają lekarze, a nie rodzice.

Choć chłopiec miał umrzeć wkrótce po wyłączeniu sztucznej wentylacji, okazało się, że sam oddycha i jest to wyraźny dowód na błąd w ocenie sytuacji pacjenta. Jednak szpital w trakcie rozprawy oświadczył, że nie deklarowano, iż śmierć nastąpi natychmiast. Zdaniem lekarzy, mózg chłopca jest tak dalece uszkodzony, że nie ma żadnych szans na poprawę jego stanu zdrowia, a śmierć jest nieunikniona. Rodzice natomiast stwierdzili, że Alfie właściwie nie wymaga obecnie żadnej wysoko-specjalistycznej opieki i chcą go zabrać do domu. Wczoraj trwały na ten temat rozmowy pomiędzy rodzicami a przedstawicielami szpitala.

Marsz do samozagłady

Ojciec chłopca Tom Evans rozważa wystąpienie z prywatnym oskarżeniem przeciwko lekarzom o zmowę w celu zamordowania syna. Jak powiedział, w jego ocenie stan syna „nie jest cudem”, ale skutkiem błędnej diagnozy. Z kolei matka Alfiego, Kate, usiłowała przed sądem przekonać lekarzy, by dziecko otrzymywało przynajmniej właściwy pokarm (w postaci kroplówki) i było wystarczająco nawadniane.

– To, co przeżywamy w Europie, jest przekroczeniem kolejnej granicy w marszu do samozagłady. Jest to nowe barbarzyństwo, sytuacja, o której Raoul Follereau mówił, że wtedy musimy się zastanowić, czy możemy się jeszcze nazywać ludźmi kulturalnymi i cywilizowanymi – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Kazimierz Szałata, bioetyk z UKSW. – Widzę to ostrzej, bo właśnie wróciłem z Afryki, gdzie ludzie jeszcze nie stracili tego smaku życia. Byłem wśród dzieci chorych na najcięższą postać trądu. Na szczęście nikomu nie przychodzi do głowy, żeby tym cierpiącym dzieciom „ulżyć” w ten sposób, że się je wszystkie pozabija – wskazuje.

– Tymczasem dramat Alfiego dokonuje się w świecie nasyconym przez wielkie napompowane pieniędzmi organizacje broniące praw człowieka, które milczą, organizacje broniące praw dziecka, które milczą, organizacje ekologiczne broniące życia najdrobniejszych robaków, które też milczą. To jest okazja, żebyśmy się obudzili – apeluje dr Szałata. Interwencji w sprawie Alfiego odmówiła m.in. organizacja Amnesty International.

Mimo sądowego zakazu w Liverpoolu czeka awionetka włoskich sił powietrznych, gotowa zabrać chłopca do Rzymu. Przyleciała na prośbę Ojca Świętego Franciszka. Dziecko odwiedził m.in. włoski ksiądz Gabriele Brusco, który jest zaprzyjaźniony z rodziną. Jak relacjonował, korytarza szpitalnego strzeże policja, a rodzicom utrudnia się pobyt przy synu. Zabrano nawet kanapę, na której jedno z nich – czuwające przy dziecku – mogłoby odpocząć.

Leczyć, nie zabijać

Rzymski szpital Dzieciątka Jezus ma kontakt z Alfiem od września ub.r., jego lekarze mieli możliwość zbadania chłopca. Proponowali konsultacje i przedstawili własny plan diagnostyczno-terapeutyczny. – Zgodnie z włoskimi regulacjami dotyczącymi opieki nad dziećmi i praktyką kliniczną powinny w tej sytuacji być prowadzone w dalszym ciągu badania, przy zachowaniu mechanicznej wentylacji, żywienia i nawadniania za pomocą odpowiednich systemów. W naszym szpitalu i w ogóle we Włoszech mamy kilku pacjentów w podobnym stanie co Alfie – poinformowano nas w rzymskim szpitalu.

Chłopiec posiada od poniedziałku włoskie obywatelstwo. Jednak sąd utrzymuje, że ani Włochy, ani Watykan nie mają żadnej jurysdykcji w odniesieniu do sytuacji dwuletniego Brytyjczyka. Apel przedstawicieli rodziców o „uwolnienie ciasnego prawnego gorsetu” został odrzucony.

Poza włoskim samolotem na dziecko czeka też drugi, niemiecki. Alfiego gotowy jest przyjąć szpital uniwersytecki w Monachium. Chłopca badał prof. Nikolaus Haas, ordynator tamtejszego oddziału kardiologii dziecięcej i intensywnej terapii. Choć podobnie jak włoscy lekarze zgadza się, że stan chłopca jest bardzo ciężki i zapewne nieodwracalny, opowiedział się za uwolnieniem Alfiego. – To nie jest kwestia tego, czy to jest medycznie słuszne czy błędne, ale co jest etyczne. My w Niemczech wiemy z historii, że pewnych rzeczy nie robi się z pacjentami upośledzonymi – powiedział w BBC.

Niemiecki lekarz występował wcześniej przed sądem jako biegły, lecz został oskarżony o „prowokowanie”. Zeznając, stwierdził, że Alfiemu nie zaszkodzi przewóz i powinien znaleźć się w miejscu, w którymi znajduje się zespół medyczny chcący mu udzielić pomocy. – Społeczeństwo musi być przygotowane do opieki nad ciężko chorymi dziećmi i nie wolno decydować o odłączeniu podtrzymywania życia wbrew woli rodziców i gdy nie ma pewności co do tego, co czuje dziecko – stwierdził.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik