logo
logo

Zdjęcie: Gage Skidmore/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Flickr

Efekty w dłuższej perspektywie

Czwartek, 14 czerwca 2018 (09:23)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na ile spotkanie przywódców USA i Korei Płn. to spektakl, pokaz gestów i globalne show, a na ile realna zmiana i szansa na – jak to określił Kim Dzong Un – pozostawienie przeszłości za sobą?

– Na tym poziomie każdy spektakl ma swoje konsekwencje. Spotkanie Donald Trump – Kim Dzong Un z pewnością należy uznać za przełomowe, za moment historyczny. Oczywiście nie wiadomo, jakie będą rezultaty tych rozmów, natomiast wiadomo, gdzie jest cel, a celem tej drogi jest rezygnacja Korei Północnej z broni atomowej. Mamy na razie pierwszy krok, został położony pewien kamień milowy, ale spodziewajmy się, że ta droga będzie jednak długa i niekoniecznie zakończy się tak szybko, jak sami przywódcy Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej deklarują.

Na zakończenie szczytu w Singapurze został podpisany dokument, ale przy żadnym z punktów nie ma zaznaczonego terminu realizacji. Jak to można odczytać?

– Brak terminów pokazuje, że to jest, owszem, przełom, ale nie koniec tej drogi. Wyznaczenie konkretnych terminów oznaczałoby, że wszystkie decyzje już zapadły i jest porozumienie co do rezygnacji reżimu północnokoreańskiego z broni atomowej. Zwracam uwagę na silną pozycję negocjacyjną Kim Dzong Una, kiedy tę broń jądrową posiada. Co więcej, reżim – w dużej mierze – zależy od posiadania broni atomowej. W tym momencie pozbycie się tak mocnej pozycji negocjacyjnej, czyli mocnego argumentu w postaci broni jądrowej, będzie zachodziło długo, a kolejne kroki w tym kierunku będą podejmowane bardzo ostrożnie. Rzecz polega na tym, że proces rezygnacji z posiadania broni atomowej musi zachodzić stopniowo z tego względu, że cała siła negocjacyjna reżimu północnokoreańskiego opiera się na argumencie rozwijania potencjału nuklearnego. Wymogi polityki wewnętrznej i zewnętrznej sprawiają, że ten proces musi trwać, stąd też brak konkretnych terminów. Tak naprawdę nie wiadomo, jaki będzie końcowy rezultat tych działań. Wszystko, dlatego że Kim Dzong Un nie jest do końca przewidywalnym politykiem, ponadto jego sytuacja wewnętrzna też może się zmienić, a zatem ten rozpoczęty proces to kamień milowy, ale trudno przewidzieć, jaki będzie koniec tej drogi.

Kto jest wygranym tego szczytu?

– Zdecydowanym zwycięzcą tego szczytu jest prezydent Donald Trump. Tak na marginesie, można powiedzieć, że Barack Obama otrzymał Nagrodę Nobla niejako na zachętę – za rzeczy, które miał dokonać, a których niestety nie dokonał. Natomiast prezydent Trump ma w tym momencie ogromne osiągnięcie na rzecz poprawy pokoju, choć przez polityków liberalnych jest negatywnie oceniany. Z całą pewnością doprowadzenie do szczytu z przywódcą Korei Północnej jest ogromnym sukcesem Trumpa. Co więcej, swoją polityką odbiera argumenty krytyczne wielu przywódcom światowych mocarstw. Okazuje się bowiem, że jego metody dyplomatyczne są skuteczne, czego nie można powiedzieć o innych politykach, dawnych i obecnych.

A jeśli chodzi o Kim Dzong Una…?

– Jeśli chodzi o Kim Dzong Una, to należy powiedzieć, że po szczycie w Singapurze nie ma przegranych, natomiast są wygrani. Przywódca Korei Północnej podpisał deklarację, rozpoczął drogę. Co więcej, do tej drogi przygotowywał się w polityce wewnętrznej, zapowiadając, że po celach, jakie udało się mu osiągnąć w rozwijaniu potencjału nuklearnego, teraz przyszedł czas na zmiany w polityce gospodarczej i zmianę polityki społecznej. Innymi słowy, obiecał Koreańczykom poprawę ich warunków materialno-bytowych. I choć Korea Północna nie jest krajem demokratycznym, ale nawet w reżimie takim jak ten sprawowany przez klan Kimów pewne zmiany wymagają jednak akceptacji społecznej i oczywiście aparatu partyjnego. Zmiany, jakie wprowadza Kim Dzong Un, były raczej pozytywnie oceniane, stąd wydaje się, że przywódca Korei Północnej uczynił duży polityczny krok w kierunku przemian we własnym kraju.      

Pomimo porozumienia sankcje nałożone na Koreę Płn. zostaną utrzymane, ale mają być stopniowo znoszone. Czy polityka prezydenta Trumpa nie zmierza w kierunku, aby reżim północnokoreański został obalony przez Koreańczyków?

– Sankcje na razie muszą być utrzymane, bo Korea Północna już wielokrotnie podejmowała kroki, które okazywały się pozorowanymi i de facto nie prowadziły do denuklearyzacji. Donald Trump ma tego świadomość, dlatego sankcje muszą być utrzymane i stopniowo znoszone, w miarę realizacji porozumienia singapurskiego. Natomiast jeśli chodzi o przewrót, który miałby doprowadzić do obalenia reżimu, to właściwie nie znamy uwarunkowań wewnętrznych w tym kraju, nie wiemy, jak silni są oponenci Kim Dzong Una i jak wygląda sytuacja polityczna wewnątrz Korei Północnej. Wydaje się, że pomimo iż w tym państwie panuje polityczna odwilż, to jednak trudno się spodziewać aż tak radykalnego przełomu, przynajmniej w stosunkowo krótkim czasie. Wszystko wskazuje na to, że będzie to raczej długi proces.

W kontekście szczytu w Singapurze i porozumienia tam zawartego mówimy wiele o Donaldzie Trumpie, ale zapominamy o roli, jaką odegrała tu Korea Południowa. Kto jest prawdziwym architektem tego porozumienia…?

– Zdecydowanie działania prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina pomogły w przygotowaniu tego szczytu, a także w przygotowaniu porozumienia, jakie zostało tam zawarte. Nic zatem dziwnego, że prezydent Trump wielokrotnie dziękował przywódcy Korei Południowej. Co więcej, pierwsze gesty odwilży, porozumienia pojawiły się już podczas tegorocznych zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Trzeba też pamiętać, że w tle jest nadzieja na poprawę relacji na linii Korea Północna – Korea Południowa i nadzieja na zjednoczenie obu Korei. W tym kontekście stanowisko i działania Korei Południowej z pewnością odegrały ogromną, pozytywną rolę.

Chyba naiwnością byłoby twierdzenie, że Chiny czy Rosja będą spokojnie patrzeć, jak Stany Zjednoczone czy w ogóle Zachód wyrywa im ze strefy wpływów Kim Dzong Una i Koreę Północną?

– Rzeczywiście, cały czas toczy się walka o strefy wpływów. Na razie tę nieformalną rywalizację wygrywa Donald Trump. Proces denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego będzie trwał. Jednak kolejne uwarunkowania to skomplikowana sytuacja geopolityczna w tym rejonie, gdzie Chiny i Rosja też chcą mieć wpływ na to, co się dzieje w Korei Północnej. Oczywiście proces cywilizowania reżimu północnokoreańskiego się rozpoczął, pierwszy kamień milowy został osiągnięty, ale droga do pełnego sukcesu jest jeszcze długa i wyboista.

Okazuje się, że tak lekceważony przez elity zachodnie Donald Trump ze swoimi niekonwencjonalnymi metodami dyplomatycznymi jest skuteczny…

– To pokazuje, że umiejętności biznesowe, negocjacyjne, jakie Trump nabył w świecie biznesu, są niezwykle przydatne i chociażby w tym przypadku mają ogromne znaczenie. Donald Trump jest twardym negocjatorem. Z jednej strony odwołuje szczyty, z drugiej do nich doprowadza, jest odporny na krytykę ze strony oponentów i prowadzonych negocjacji nie uzależnia od tego stanowiska mediów. Jest twardym negocjatorem, który wie, jakie cele chce osiągnąć i w swoich działaniach jest skuteczny. Wielu osobom metody prezydenta Stanów Zjednoczonych mogą się nie podobać, i się nie podobają, ale skuteczność i owoce działań Trumpa, jak chociażby po szczycie w Singapurze, odbierają im argumenty.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 11 sierpnia 2018 (18:42)

NaszDziennik.pl