logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: ETIENNE LAURENT/ PAP/EPA

Terroryści będą nas nękać

Sobota, 25 sierpnia 2018 (20:37)

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Dwie ofiary nożownika w Paryżu, matka i siostra napastnika. Po chwili względnego spokoju terroryści dżihadu znów przypominają o sobie?

– Podczas naszych wcześniejszych spotkań, kiedy rozmawialiśmy o sprawach związanych z terroryzmem i zagrożeniami płynącymi ze strony terrorystów, podkreślałem, że to będzie temat ciągle powracający. Owszem, temat ten przygasa, ale tylko na chwilę. Ilość uśpionych tzw. samotnych wilków, a więc ludzi, którzy dotarli do Europy wraz z falą migracyjną, ludzi pochodzących z krajów objętych wojną czy innymi konfliktami w Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie, ludzi sfrustrowanych, którzy nie mają zatrudnienia, a więc i źródła dochodu, to wszystko sprawia, że tacy ludzie mieszają się w tego typu sprawy, m.in. wspierając organizacje terrorystyczne. Efekty tego są później widoczne.

Wszystko to dzieje się po apelu przywódcy tzw. Państwa Islamskiego, który wezwał muzułmanów do prowadzenia dżihadu i zamachów. I to jest ten efekt, o którym mówi Pan Generał?

– Bardzo możliwe, ale równie dobrze może to być zaplanowane wcześniej działanie przez którąś z licznych organizacji terrorystycznych, np. tzw. Państwo Islamskie, lub jedną z organizacji, które sympatyzują z tzw. Państwem Islamskim. Jest to plan, który zakłada ciągłe nękanie społeczności europejskiej – zwłaszcza państw Europy Zachodniej oraz Amerykanów. Jest to związane głównie z sojuszem antyterrorystycznym, jaki został zawarty i zakrojonymi na szeroką skalę działaniami mającymi na celu zwalczanie terroryzmu, i to nie tylko na terenie Europy, ale również poza granicami Starego Kontynentu. 

Przywódca terrorystów zagroził Stanom Zjednoczonym i Rosji, twierdząc, że bojownicy Państwa Islamskiego „przygotowują dla nich horror”. To tylko słowa?

– Proszę pamiętać, że główną cechą współczesnego terroryzmu, czyli tego, który obserwujemy już po zamachach na World Trade Center z 11 września 2001 roku, jest oddziaływanie – m.in. poprzez media – na psychikę społeczeństw, czy to europejskich, czy światowych właśnie poprzez zastraszanie. Zamachy same w sobie oczywiście są odzwierciedleniem okrucieństwa, jakie stosuje tzw. Państwo Islamskie wobec „niewiernych”. Ale oprócz tego celem podawania różnego typu informacji o planach organizowanych zamachów jest właśnie zastraszanie społeczeństw, które walczą z terroryzmem.

Mimo szeregu informacji o śmierci lidera islamskich bojowników wciąż żyje i – jak widać z upublicznianych nagrań – ma się dobrze. Dlaczego tak trudno złapać i osądzić tego zbrodniarza? Czy jest to wina służb, czy jest on dobrze chroniony?

– Przykład byłego przywódcy Al-Kaidy Osamy bin Ladena pokazał, jak trudno tego typu osoby namierzyć i wyeliminować z gry. Lata trwało, zanim Amerykanom udało się w końcu namierzyć i zgładzić przywódcę Al-Kaidy. Natomiast z całą pewnością służby specjalne, służby wywiadowcze i siły specjalne, i to wielu państw, cały czas poszukują i często znajdują tych, którzy przewodzą tego typu organizacjom terrorystycznym. Jeśli zaś chodzi o Abu Bakr al-Baghdadiego, to warto mieć na uwadze, że nie wszystkie informacje, jakie się pojawiają w mediach na jego temat, muszą być prawdziwe. Terroryści stosują taktykę polegającą na tym, że mimo iż ginie taki czy inny przywódca, to fakt ten utrzymuje się w tajemnicy po to, żeby ci, którzy działają w ramach takiej organizacji, nie poczuli się zawiedzeni. Chodzi o to, żeby uniknąć sytuacji, w której bojownicy mogą mieć poczucie, że tracąc przywódcę, organizacja traci też możliwość kontynuacji walki. To wszystko sprawia, że tak naprawdę trudno do końca potwierdzić, czy dany przywódca terrorystów żyje, czy też nie. Oczywiście jeśli występuje w telewizji, przed mediami tak jak Abu Bakr al-Baghdadi, to należy domniemywać, że ta czy inna próba zlikwidowania go się nie powiodła. Nie oznacza to jednak, że nie będzie kolejnych prób, bo wyeliminowanie przywódcy pokazuje, że jest to droga, że można w ten sposób zniszczyć całą organizację.

Tyle że oprócz przywódców organizacji terrorystycznych jak chociażby Baghdadi, na zachodzie Europy wciąż jest wielu muzułmańskich myślicieli, którzy nawołują do ataków terrorystycznych…

– Zgadza się. I co niepokojące, że takich ludzi jest stosunkowo dużo. W wielu przypadkach to nie jedna osoba decyduje o wszystkim, ale organizacje terrorystyczne mają charakter sieciowy, jak – dajmy na to – Al-Kaida, która ma swoje macki właściwie w całym świecie: w Afryce, w Europie i w wielu innych państwach. Dlatego to, że zlikwidujemy takiego czy innego przywódcę, wcale nie oznacza, że od razu upadnie cała organizacja, cała siatka terrorystyczna. Warto też mieć na uwadze, że takie organizacje mają wielu zwolenników, którzy bezpośrednio nie angażują się w walkę, nawet nie angażują się w finansowanie działalności terrorystycznej, ale – jak to ma miejsce w przypadku duchownych islamskich – poprzez swoje wypowiedzi podczas nabożeństw czy uroczystości muzułmańskich nawołują oni do wspierania czy przyłączania się do tego typu organizacji terrorystycznych.

Dlaczego nikt z tymi ludźmi nawołującymi do zbrodni nie zrobi porządku?

– To tylko z pozoru wydaje się łatwe i proste, ale w rzeczywistości wcale takie nie jest. Proszę pamiętać, że ci ludzie – muzułmańscy duchowni – bardzo często działają pod szyldem islamu, a więc religii muzułmańskiej, przemawiają w meczetach, często wykorzystując religię w zły sposób. Nic zatem dziwnego, że w naszym mniemaniu bywa, że pojawia się skojarzenie, iż islam oznacza terroryzm, co wcale nie jest prawdą. Nie wolno stawiać znaku równości między tymi dwoma określeniami. Tak czy inaczej świątynie muzułmańskie są często wykorzystywane do nawoływania do zbrodni, do zamachów, do zemsty. Przykład Bałkanów – Bośni i Hercegowiny czy Kosowa – pokazał, jak wykorzystując biedę, maskowano szkoły dla terrorystów wspierane przez sponsorów z Arabii Saudyjskiej czyn Iranu. Okazało się, że na terenie meczetów, pod okiem radyklanych islamistów można było szkolić młodych ludzi jako potencjalnych, przyszłych zamachowców, terrorystów. Fakt faktem – meczety są miejscami kultu, miejscami świętymi dla muzułmanów, co z kolei utrudnia działania łącznie z wejściem na taki teren służb specjalnych w celu przeprowadzenia kontroli itd. Dlatego służby wywiadowcze mają za zadanie najpierw ustalić, czy są jakieś powiązania i dopiero jeśli to zostanie potwierdzone, wpływać bądź eliminować duchownych szerzących nienawiść, aby tą drogą zatrzymać ich wrogą i bardzo niebezpieczną działalność. Tyle że jak już wspomniałem, nie jest to ani proste, ani łatwe.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl