logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

W Europie potrzebna jest zmiana warty

Środa, 20 lutego 2019 (22:02)

Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15) rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, jaką rolę do odegrania ma sojusz pięciu ugrupowań z Włoch, Polski, Grecji, Chorwacji i Finlandii, w który wszedł Kukiz’15?

– To jest zaczyn przyszłej, nowej grupy w Parlamencie Europejskim, która dotychczas nie istniała. Nowa frakcja powstanie po najbliższych wyborach do europarlamentu i skupia ruchy antysystemowe z Europy, ale ruchy proeuropejskie. Tak jak zadeklarowali to Paweł Kukiz i wicepremier Włoch, lider Ruchu Pięciu Gwiazd Luigi Di Maio, nowa frakcja ma być zwolennikiem przywrócenia mechanizmów demokratycznych w ramach Unii Europejskiej, ma sprzeciwiać się biurokracji brukselskiej, wreszcie ma być głosem państw narodowych, Europy ojczyzn.

Czy i na ile zmiana sił w Parlamencie Europejskim, jaka stoi u podstaw tego sojuszu, jest realna?

– Oczywiście, że zmiana sił w europarlamencie jest realna. Obserwujemy to chociażby po wydarzeniach na scenach politycznych wielu europejskich państw, gdzie do głosu coraz częściej zaczynają dochodzić przeciwnicy budowania Europy dwóch prędkości, dyktatu Niemiec czy Francji. Obecnie, oprócz Ruchu Pięciu Gwiazd i Kukiz'15, w skład sojuszu wchodzą: Ruch Teraz z Finlandii, partia AKKEL z Grecji i partia Żywy Mur z Chorwacji. Ale wkrótce do tego naszego sojuszu najprawdopodobniej dołączy również ruch „żółtych kamizelek” z Francji – ruch sprzeciwu wobec establishmentu V Republiki Francuskiej skupiający rdzennych Francuzów, którzy mają dość poprawności politycznej, którzy uważają, że elity ich państwa, ale też elity europejskie o nich zapomniały. Jeśli obserwujemy scenę polityczną w największych europejskich państwach, to dwa podstawowe nurty, czyli Chrześcijańska Demokracja, która z chrześcijaństwem – niestety – niewiele ma wspólnego oraz ugrupowania socjalistyczne tworzące frakcję socjalistyczną tracą na potęgę. Przykładem są Niemcy, gdzie SPD – partia, która niegdyś rządziła tym państwem, w tej chwili jest zaledwie trzecią siłą polityczną na niemieckiej scenie. Mamy też do czynienia z pewnym wycofaniem ugrupowań chadeckich czy postchadeckich w Europie. Natomiast zyskują ugrupowania, które mają poglądy zupełnie inne, które widzą Europę jako wspólnotę suwerennych narodów, a niekoniecznie jako państw, które uczestniczą w procesie zbycia się suwerenności w ramach najpierw konfederacji, a następnie federacji państw i de facto budowania superpaństwa europejskiego.

Jaka ma być nowa, zrekonstruowana Unia Europejska? W wypowiedzi Pawła Kukiza padły m.in. słowa: „chcemy Europy na miarę człowieka, a nie banków”.

– Jak wspomniałem, ma to być Europa ojczyzn, Unia równych państw i równych szans. Jeśli zaś chodzi o dominację banków, o której mówił Paweł Kukiz, jest to problem XX i XXI wieku, gdzie kapitał odgrywa większą rolę niż człowiek i jego prawa. I myślę, że warto o to walczyć, warto tę kwestię podnosić. Uważam, że wszystko jest możliwe, ale zależy to od nastawienia polityków – jaką rolę widzą w społeczeństwie dla swoich obywateli, a jaką rolę dla banków. Wszystkie inne instytucje czy przedsiębiorstwa spełniają rolę przede wszystkim służebną wobec społeczeństwa, natomiast banki zachowują się w tej chwili tak, jakby pełniły rolę superrządów w poszczególnych państwach czy też nawet ponad państwami, tworząc swoiste sieci powiązań, tworząc własną politykę finansową – wpływają na gospodarkę, wpływają na życie człowieka, a w epoce, niestety, konsumpcjonizmu uzależniają obywateli od siebie i od instrumentów finansowych, które oferują poszczególnym klientom.

Widać, że oponentów wobec planów tworzenia Europy dwóch prędkości, głębszej federalizacji, przybywa…?

– To chyba dobrze, że wobec planów niemiecko-francuskiego tandemu, który zmierza do głębszej integracji europejskiej, że wobec planów federacyjnych jest coraz większy sprzeciw. Było do przewidzenia, że plany wyzbycia się cech narodowych przez poszczególne państwa oraz zmieszania multikulturalnego w większości państw nie znajdą posłuchu. W tym względzie bycie hamulcowym dla tego procesu w ramach obecnego projektu unijnego uważam za przymiot. Jest to kwestia oceny koncepcji – jak powinna wyglądać Unia Europejska. Osobiście jestem zwolennikiem Europy ojczyzn, a nie Europy federalnej.

Jak silny może być sojusz, póki co, pięciu ugrupowań i jak to się może przełożyć, jeśli chodzi o mandaty w majowych wyborach do europarlamentu?

– Liczę, że grupa, jaka powstanie po wyborach do Parlamentu Europejskiego, będzie liczyła od 50 do 100 europosłów, a to byłaby znacząca i licząca się grupa w europarlamencie. Liczymy, że z samych Włoch deputowanych do tej grupy będzie ponad 20, liczymy też, że grupę tę wzmocnią europosłowie z Francji, Hiszpanii, trwają też rozmowy z innymi państwami, z innymi podmiotami politycznymi, które będą się ubiegały o mandaty w przyszłym Parlamencie Europejskim. Na razie w grupie są ugrupowania z pięciu państw: Włoch, Polski, Grecji, Chorwacji i Finlandii, ale za chwilę będzie ich znacznie więcej.

Ilu posłów do Parlamentu Europejskiego ma ambicję wprowadzić Kukiz’15?

– Sondaże wskazują, że może to być trzy, cztery mandaty do Parlamentu Europejskiego dla Kukiz’15, jeden, może dwa mandaty z Chorwacji, podobnie jeśli chodzi o Grecję, i wspomniane wcześniej ok. 20 mandatów z Włoch. Ruch Pięciu Gwiazd to jest ugrupowanie, które dzisiaj ma największą reprezentację we włoskim parlamencie i w sondażach jest na drugim miejscu, zaraz za Ligą Północną, ale różnica między tymi ugrupowaniami nie jest zbyt duża.  

Czy nie byłoby prościej, żeby Kukiz’15 poszedł do eurowyborów z Prawem i Sprawiedliwością?

 – Jesteśmy zupełnie innym ugrupowaniem i mamy zupełnie inne podejście do wielu kwestii. Mam wrażenie, że PiS jest dzisiaj bardziej spolegliwe wobec brukselskich elit czy w ogóle w polityce międzynarodowej niż Kukiz’15. Możemy to zaobserwować chociażby przy okazji – moim zdaniem – haniebnego wycofania się z nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. I od kilku dni musimy łykać gorzką pigułkę. W zamian za zmianę polskiego prawa dostaliśmy świstek papieru, który nie miał absolutnie żadnego znaczenia, i jako Kukiz’15 w lipcu 2018 roku artykułowaliśmy to bardzo wyraźnie. Wobec faktów, które mają dziś miejsce, można powiedzieć, że jako jedyni – nie owijając w bawełnę – powiedzieliśmy prawdę, że porozumienie między premierem Izraela Benjaminem Netanjahu a premierem Mateuszem Mazowieckim jest warte tyle, ile papier, na którym zostało sporządzone. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o politykę wschodnią i kwestię banderowców – ukraińskich nacjonalistów, i tutaj Trybunał Konstytucyjny okazał się narzędziem polityki zagranicznej, a nie niezależnym organem polskiego wymiaru sprawiedliwości, który też ingerował w kurs polityki państwowej. I to wszystko spada na PiS, które w polityce zagranicznej jest dużo słabsze, niż deklaruje. Brakuje determinacji, konsekwencji w walce o polską rację stanu, natomiast jako Kukiz’15 jesteśmy pod tym względem o wiele bardziej zasadniczy i stanowczy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl