logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Możliwe różne scenariusze

Czwartek, 21 marca 2019 (20:50)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mija trzy lata od decyzji Brytyjczyków, a politycy Zjednoczonego Królestwa wciąż są podzieleni w sprawie brexitu. Czy i ewentualnie gdzie jest błąd?

– Z całą pewnością sytuacja Wielkiej Brytanii jest niełatwa, bo Unia Europejska, a zwłaszcza ośrodki decyzyjne w Brukseli, nie wychodzą naprzeciw tzw. łagodnemu brexitowi. Z kolei Wielka Brytania nie chce się zgodzić na wystąpienie ze Wspólnoty na warunkach zaproponowanych przez Unię Europejską. W negocjacjach pojawił się pewien pat, być może w tle – po stronie Brytyjczyków – jest też oczekiwanie na to, że po zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego zmieni się sytuacja w Unii. Obiektywnie mamy do czynienia z niełatwym procesem. Niełatwym, bo Unia robi wszystko, żeby ten proces uczynić dla Brytyjczyków maksymalnie trudnym ze względu na duży konflikt polityczny w Wielkiej Brytanii. Jeśli to wszystko złożymy w jedną całość, to widać, że sytuacja jest rzeczywiście patowa i mamy swoisty klincz.

Kto zatem jest w trudniejszej sytuacji?

– Tak naprawdę trudno powiedzieć, zwłaszcza że po obu stronach mamy do czynienia z mierzeniem sił. Wiadomo, że to, co się stanie po majowych wyborach do europarlamentu, będzie jakąś ilustracją tego, co dzieje się w Unii Europejskiej. Nie można też wykluczyć, że w tym chaosie jest jakaś metoda, że brytyjskie elity polityczne uznały, iż brexit teraz w marcu byłby przedwczesny, bo po wyborach nowa Komisja Europejska może być bardziej skłonna do dyskusji, więc po co teraz przyspieszać coś, co być może za chwilę będzie można wynegocjować lepiej. W tym sensie Jean-Claude Juncker, Frans Timmermans czy Donald Tusk to już pieśń przeszłości i być może Londyn uznał, że w nowym rozdaniu tych postaci niechętnych Wielkiej Brytanii już nie będzie, a wtedy łatwiej będzie negocjować lepsze warunki opuszczenia Unii Europejskiej.

Premier May zwróciła się do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska z wnioskiem o wydłużenie procesu wyjścia z Unii do 30 czerwca...

– Jeśli się zgodzą Niemcy i Francuzi, to pozostali też mogą się przychylić do wniosku Brytyjczyków, bo cóż komuś może przeszkadzać wydłużenie procesu wychodzenia z Unii. Wręcz przeciwnie wiele państw ma interesy z Wielką Brytanią i nie chciałyby stracić. Jednak czy Berlin i Paryż przystaną na taki wariant, dopiero się okaże. Kanclerz Merkel i prezydent Macron pewnie też kalkulują i rozważają różne scenariusze, zastanawiając się, co im się bardziej opłaci. Brexit bez umowy to miecz obosieczny. Nie jest zatem tak, że uderzy to tylko w Brytyjczyków, ale Unię Europejską dotknie również, i w tym sensie ośrodki decyzyjne muszą to wszystko zważyć.

Czy całe to zamieszanie, którego dzisiaj jesteśmy świadkami, nie potwierdza, że decyzja o brexicie nie była do końca przemyślana, i to ze wszystkich stron?

– Wielka Brytania była pewnym balastem dla budowania centralistycznej Europy i szczególnie Niemcy oraz Francuzi mieli już dość tego balastu. Natomiast dla Brytyjczyków – mam na myśli społeczeństwo Zjednoczonego Królestwa oraz część elit politycznych tego państwa – koncepcja federalistyczna Unii Europejskiej była nie do przyjęcia. Dzisiaj Bruksela diagnozuje, że niekoniecznie sama Wielka Brytania może być problemem dla tej koncepcji, ale po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego równie dobrze sytuacja we Włoszech, w Polsce, a może nawet w Austrii czy w Holandii i w wielu innych krajach może zupełnie odmienić oblicze Europy. I w tym sensie dla Berlina, Paryża oraz wtórujących im obecnych elit brukselskich, które chcą budować superpaństwo europejskie, Wielka Brytania poza Unią jest czymś wygodniejszym. Natomiast pojawiły się nowe siły, które nie godzą się na dyktat Niemiec i Francji, które też mogą stawiać tamę dla projektu czy dyktatu silniejszych państw.

Komu opłaca się brexit?

– W zasadzie to brexit nie opłaca się nikomu. Jeśli zaś chodzi o kwestie ekonomiczne, też trzeba je wziąć pod uwagę, bo jeśli nie będzie porozumienia w sprawie brexitu, to koszty te trzeba dobrze zbilansować, mianowicie, czy Unię tak naprawdę stać np. na zerwanie swobodnych kontaktów handlowych z Londynem. Jak widać, jest cały szereg różnych relacji i każdy ruch w postaci odrzucenia umowy Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, co miało miejsce dwukrotnie w Brytyjskiej Izbie Gmin, jest też swojego rodzaju próbą sił, do jakiego stopnia Unia jest w stanie być twarda i nieustępliwa, a z drugiej strony do jakiego stopnia Brytyjczycy chcą być konsekwentni w brexicie? Równie dobrze może się okazać, że taki stan zawieszenia będzie trwał dłuższy czas, czyli Wielka Brytania nie wyjdzie z UE, ale może być tak, że zmienią się władze w Brukseli i Komisja Europejska pójdzie na pewne ustępstwa i brexit dokona się w sposób łagodny.   

Czy można zaryzykować twierdzenie, że ośrodki decyzyjne Unii Europejskiej grają na wypchnięcie Wielkiej Brytanii ze wspólnoty?

– Przede wszystkim ośrodki decyzyjne Unii Europejskiej grają czy też dążą do tego, żeby nikt następny nie próbował pójść w ślady Wielkiej Brytanii. Wiadomo, że jeśli brexit dokonałby się w sposób łagodny, to naśladowców Londynu mogłoby być więcej i różne podmioty polityczne mogłyby kalkulować, czy im się to opłaci. W związku z tym Bruksela nie ma innego wyjścia jak manifestować twardy kierunek. Zresztą już od trzech lat, czyli od momentu referendum w sprawie brexitu, Wielka Brytania jest właściwie poza bezpośrednim obszarem czy też poza twardym jądrem decyzyjnym Unii Europejskiej i w istocie powinna być przyzwyczajona do takiego stanu rzeczy. Zobaczymy, jakie będą kolejne wydarzenia, bo sytuacja jest wielowariantowa, a możliwych scenariuszy kilka. Okaże się, czy w ogóle renegocjacja brexitu będzie możliwa, czy będziemy mieli brexit bez umowy, tzw. twardy brexit, a może będzie dymisja premier Theresy May... Na pewno nie jest tak, że Brytyjczycy są dzisiaj w chaosie i osobiście nie trzymałbym się aż tak mocno tej tezy. Może ta cała gra, czy też gry, na zwłokę, wszystkie te głosowania w brytyjskim parlamencie i ciągłe wzywanie do renegocjacji umowy brexitowej to być może jest metoda i gra na czas, żeby osiągnąć cel – wyjście z Unii, ale po renegocjacji umowy już bez Tuska wiernego Niemcom. Jednak żeby tak się stało, to trzeba jeszcze chwilę przeczekać do majowych wyborów, bo konsekwencje rozwodu z Unią będą na lata. Zwłaszcza jeśli mówimy o granicy irlandzkiej, i nie tylko, to wszystko trzeba wziąć pod uwagę.

Dla Polski korzystniejszy wariant to Wielka Brytania w Unii czy poza Unią Europejską?

– Dla nas lepszy wariant to Wielka Brytania w szeregach Unii Europejskiej. Londyn jest hamulcowym wszelkich procesów unifikacyjnych, przecież widzimy projekty różnych unijnych przywódców, jak chociażby Emmanuela Macrona, wzywające do „europejskiego renesansu”, które miałyby polegać m.in. na wzmocnieniu europejskiej straży granicznej, aby kontrolować zewnętrzne granice Unii, czy też większy nacisk na kwestię obronności i bezpieczeństwa w Europie oraz monitorowania zagranicznych inwestycji w Unii – to nic innego jak próba utworzenia w przyspieszony sposób superpaństwa europejskiego. Podobnie temu celowi mają służyć różne pomysły, np. karanie za brak praworządności, które już są głosowane w Parlamencie Europejskim. To jest dokładnie ten sam scenariusz, w związku z czym Wielka Brytania opierająca się tym procesom zawsze jest lepsza w szeregach Unii niż brak takiego ważnego podmiotu. Można zatem powiedzieć, że w skali makro lepsza – także dla Polski – jest Wielka Brytania w Unii Europejskiej niż poza nią.

Dziękuję za rozmowę.                 

  

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 21 marca 2019 (20:50)

NaszDziennik.pl