logo
logo

Zdjęcie: Manaure Quintero/ Reuters

Wenezuela na skraju przepaści

Czwartek, 22 sierpnia 2019 (20:00)

Miejscowa waluta, boliwar, jest w chwili obecnej właściwie bezwartościowa, sklepy nie oferują prawie żadnych produktów, występują częste przerwy w dostawach prądu i wody.

Hiperinflacja szacowana jest przez ekspertów na 10 mln proc. Pomocy humanitarnej wymaga 7 mln mieszkańców, czyli aż 25 proc. ludności tego kraju. Służba zdrowia, która niegdyś była dobrze zorganizowana, dziś w zasadzie nie funkcjonuje. Brakuje najprostszych artykułów medycznych i leków. Szpitale nie mają personelu, ponieważ drastyczny spadek wartości pieniądza sprawił, że praca stała się nieopłacalna.  Wiele osób umiera z powodu braku podstawowej pomocy lekarskiej.

Ostatnie wybory w Wenezueli odbyły się w ubiegłym roku. Przez opozycję zostały uznane za niespełniające demokratycznych standardów, a więc za nieważne. Tymczasowym prezydentem ogłosił się 23 stycznia br. Juan Guaidó. Był to efekt masowych protestów ludności przeciwko obecnej głowie państwa, Nicolásowi Maduro. Guaidó uzyskał poparcie ponad 50 państw świata, w tym Polski oraz USA. 

Z kolei sprawującego władze Maduro poparły Rosja, Chiny, Iran, Syria czy Kuba.

Zdaniem politologa dr. Krzysztofa Kawęckiego, opozycja jest na tyle silna, że może liczyć przejęcie władzy. – Szanse na obalenie obecnego prezydenta są poważne. Jest to proces nie do zatrzymania. Wśród czynników, które powodują zmiany w kraju, decydujące znaczenie ma narastający, wieloletni kryzys i powszechne niezadowolenie społeczne – uważa politolog.

Jego zdaniem, w kraju panuje tak duże napięcie, że nie można wykluczyć wojny domowej. – Prawdopodobnie Chiny lub Rosja byłyby skłonne udzielić pomocy siłom, które będą walczyć po stronie Maduro, jednak nie sądzę, by się na to zdecydowały, ponieważ w ten sposób narażą się Stanom Zjednoczonym – zauważa dr Kawęcki.

Sankcje i naciski

W interesie USA jest odsunięcie od władzy obecnego prezydenta. Wobec Wenezueli stosowane są sankcje i naciski dyplomatyczne. Zdaniem Waszyngtonu, administracja i niektórzy członkowie rodziny prezydenta wzbogacają się na żywności pochodzącej z pomocy humanitarnej, która przesyłana jest dla miejscowej ludności.

Prezydent Donald Trump ostrzegał, że zamierza zareagować na proceder i podjąć odpowiednie kroki. Wkrótce zapowiedź została zrealizowana. W wydanym w tej sprawie komunikacie administracja USA uzasadnia: „Dziś nakładamy kary, aby położyć kres najbardziej godnym potępienia praktykom władz w stosunku do narodu wenezuelskiego. [...] Nie pozwolimy Nicolasowi Maduro bogacić się kosztem cierpiącego głód narodu Wenezueli”.

Sankcja polega na zmrożeniu wszystkich aktywów i nieruchomości, jakie osoby podejrzane mogą posiadać na terenie USA. Nie są możliwe ich transakcje finansowe z obywatelami amerykańskimi.

5 sierpnia br. Donald Trump podpisał nowy dokument, który rozszerza to prawo na wszelkie wenezuelskie aktywa na terenie Stanów Zjednoczonych. Embargiem nie został objęty handel. Amerykański prezydent  uzasadnia swoją decyzję „utrzymującą się uzurpacją władzy” w Wenezueli.

John Bolton, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, komentuje dekret: „Teraz jest czas na działanie. Stany Zjednoczone działają asertywnie, by odciąć Maduro finansowo i przyspieszyć pokojowe przemiany demokratyczne”. Caracas określiło rozporządzenie jako próbę „sformalizowania przestępczej blokady gospodarczej, finansowej i handlowej”. Pod adresem Waszyngtonu padły także określenia takie jak „terroryzm gospodarczy wymierzony w ludność” oraz „eskalacja agresji”. Zdaniem niektórych ekonomistów, sankcje pogłębią kryzys gospodarczy, ponieważ banki nie będą wykonywały nawet legalnych transakcji.

W odwecie za działania Donalda Trumpa rząd Maduro zerwał prowadzone z opozycją negocjacje. Rozmowy odbywały się z pomocą norweskiej dyplomacji. – Sankcje nakładane są na rząd, ale dotykają zwykłych obywateli. Decyzja o ich zastosowaniu zawsze budzi szereg wątpliwości – zaznacza dr Kawęcki.

 

KP, PAP

NaszDziennik.pl